sobota, 7 lipca 2012

"na dachu i na podwórku"

Miałam nic nie robić na podwórku w tym roku, ale nie wytrzymałam. To co przetrwało zimę i "specjalny" rodzaj zasilania przez sąsiadów i ich powiedzmy gości zaczęło rosnąć i jakoś tak żal mi się zrobiło roślinek. Skalniaki od sąsiadki, które w zeszłym roku były malutkie rozrosły się jak szalone :-). Rdest niestety nie przeżył "zasilania" moczykiem imprezowiczów i jeden winobluszcz też marnieńki. Ale jakieś światełko w tunelu jednak jest :-), dostałam od stryszkowego sąsiada sadzonkę lawendy. Niby niewiele, ale baaardzo się ucieszyłam. Jeżeli tylko roślinki nie padną od naprawdę okropnego upału za miesiąc powinny być większe. A teraz koniec ględzenia, sami zobaczcie jak wygląda "mój" kawałek podwórka.











a tu jeszcze ugór, ale mam plan. W tym roku zamierzam uporządkować i może posadzić jakieś coś wieloletnie.





A teraz uprawy dachowe :-).
Nowy rodzaj pelargonii sprawdzam i chyba jednak te zwykłe najbardziej popularne najlepiej się sprawdzają na dachu.






Lawenda rośnie i pięknie pachnie jak wiatr zawieje


a w kuchennym oknie zioła :-), coś tam skubię do jedzenia, ale generalnie sprawdzam co i jak rośnie. Zapach też jest bardzo aromatyczny i apetyczny.


i najpiękniejszy "kwiatek" na dachu, jak widać uważa, że klatka należy tylko do niego





To tyle na dzisiaj. Gorąco jest tak, że trudno wytrzymać i z utęsknieniem wyglądam deszczu, oczywiście bez efektów specjalnych w postaci wichury i gradobicia.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.

piątek, 6 lipca 2012

"losowanie :-))"

Dziękuję bardzo za udział w moim małym konkursie. Na zdjęciach jest oczywiście Opactwo w Tyńcu.
"Komisja losująca" nie bardzo mogła się zdecydować kto ma być "sierotką".










wreszcie Gacuś podjął męską decyzję










Kiniu odezwij się proszę na adres koralikowy
Nagrodą jest jeden z koszyków. Wybierz, który Ci się bardziej podoba. Ten bardziej kolorowy będzie miał środek ciemnoniebieski, a ten ciemniejszy szary.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

"konkurs :-)) "- zapraszam do udziału !

Pierwszy lód jedzony samodzielnie


i oczekiwanie na bułeczkę z lemoniadą


A teraz mały konkurs.
Byłam u dzieci i "nuka" jak sam o sobie mówi. Wybraliśmy się na wycieczkę. Poniżej kilka zdjęć. Kto zgadnie jakie to miejsce i napisze komentarz pod postem weźmie udział w losowaniu. Nagrodą będzie szmatkowy koszyk , oczywiście dzieło rąk  moich :-)).Losowanie 5 lipca w urodziny Nory. Jak tylko będzie gotowy dodam zdjęcie.
Zapraszam serdecznie











Pozdrowienia ze stryszku

wtorek, 12 czerwca 2012

"prymitywne, albo ładniej-rustykalne- domki aplikacje"

Dzień dobry w trochę deszczowy, ale bardzo ciepły dzień.
Na początek Gacuś :-), smutny , bo już wstałam i koniec głaskania.


Teraz kolejna torba. Zaczęta z miesiąc temu i porzucona wreszcie doczekała się skończenia.
W planie była znacznie ładniejsza, ale wyszło jak wyszło. I tak jestem zadowolona, ze znowu coś robię i powoli wykończam pozaczynane rzeczy :-)). Jak zwykle nie umiałam zrobić dobrego zdjęcia. Latałam po stryszku próbując kolory w różnych miejscach . W większym pokoju uszyłam sobie czerwonawe zasłonki i poświata wychodziła okropnie różowa. W kuchni na stole jest coś czego lepiej nie pokazywać, czyli maszyna , pełno nici, kawałki, skrawki i co sobie tylko chcecie wymyślić na pewno tam jest :-). Ale co tam - pokazuję


i jeszcze środek z kieszonką


torba jest bardzo "mięsista"- niestety w pasmanterii chwilowo był tylko jeden gatunek włókniny. Trochę za gruba, a nie dawała się rozdzielić. Musiałam podszyć i wierzch i środek , bo użyte tkaniny za cienkie były.
Pozdrowienia ze stryszku.

niedziela, 10 czerwca 2012

"koszyk Marcina"

Niezbyt wyraźne, ale nie mogę się powstrzymać :-)

Koszyk Marcina.
Wprawdzie zrobiony już chwilę temu, ale jakoś niefajnie u mnie było i nie tylko nic nie pisałam, ale i niewiele zrobiłam. Ponieważ byłam w stanie bardzo "jęczącym", a postanowiłam ograniczyć jęki wolałam nic nie pisać.  Mam pozaczynane różne różności, którym daleko do finału. Na tym zdjęciu koszyk w pełnej gotowości.

kieszonka na motek

dwie kieszonki na druty

kłębki na "próbę" :-))

z bliska, przy dziennym świetle kolory były świetne, chyba podobał mi się najbardziej  ze wszystkich, które zrobiłam.
Anno dziękuję za troskę. Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.

niedziela, 25 marca 2012

"wiosna i ... o podróżowaniu PKP"






Znowu mam zaległości blogowe. Zresztą nie tylko blogowe. Szycia co niemiara, wiosenne porządki też czekają . Musiałam pojechać do Łodzi, gdzie ciągle jeszcze było dużo spraw do załatwienia. Planowałam zrobić to jesienią po zakończeniu remontu w mieszkaniu na dole i złapaniu oddechu. Jak to wyszło wszyscy odwiedzający to miejsce wiedzą. Niestety nie mogłam odkładać wyjazdu w nieskończoność, a że nie jestem zmotoryzowana, musiałam korzystać z transportu zwanego publicznym . Można by o tym powieść rzekę napisać. W skrócie : wszystkie pociągi, którymi miałam wątpliwą przyjemność się poruszać były opóźnione, średnio czyste (to bardzo pozytywne stwierdzenie) i generalnie ilość godzin jaką w nich spędziłam była niepojęta dla zwykłego śmiertelnika. Zaplanowałam sobie wyjazd z uwzględnieniem wizyty u taty we Wrocławiu. Po odpracowaniu obowiązków w Łodzi, te odwiedziny miały być samą przyjemnością. I do pewnego stopnia tak było :-). Spędziłam z tatą trochę czasu , a ostatnio naprawdę rzadko mam taką okazję Spotkałam się z Katarynką,przyjaciółką z czasów tak odległych jak przedszkole . Od tak dawna tam nie mieszkam, że wszystkie inne znajomości odeszły w niebyt. Schody zaczęły się w momencie kiedy to postanowiłam sprawdzić w internecie o której mam pociąg do Przemyśla. Ostątnio jechałam około 9 godz., więc wyobraźcie sobie moje zaskoczenie - okazało się , że teraz ta podróż trwa ponad 11 godz. Zupełnie nie rozumiem czym to jest spowodowane, bo drastycznych robót kolejowych nie zauważyłam. Można by sądzić , że czas przejazdu będzie się zmniejszał, ale jak widać to założenie było ogromnym błędem. Jechałam pociągiem ze Szczecina, więc pełna rezerwacja miejsc. Dostało mi się miejsce w wagonie bezprzedziałowym, więc po tych ponad 11 godzinach wysiadłam w Przemyślu tak obolała, że ledwo dowlokłam się do taksówki. Nieprędko zdecyduję się ponownie na taką podróż. W tym roku jeszcze przynajmniej raz czeka mnie wizyta w Łodzi, ale wcześniej zrobię sobie plan podróży uwzględniający przerwy ;-)).
Żeby nie było tak całkiem narzekająco, koleżanka w Łodzi zawiozła mnie do sklepu fabrycznego i kupiłam za niewielkie pieniądze nici, których zużywam straszne ilości. Tym razem nie bardzo byłam przygotowana na wydatki szmaciarskie, ale przy następnej okazji, dokonam większych zakupów w tym miejscu, które chyba będzie dla mnie miejscem kultowym. Mieści się na ulicy nomen omen Niciarnianej :-).
Wczoraj po raz pierwszy w tym roku posprzątałam trochę podwórko. Nie wiem jeszcze czy moje pnącza przetrwały zimę ,póki co wszystko wygląda nijako. Mimo zeszłorocznych przykrych momentami doświadczeń postanowiłam się nie poddawać i nie zostawiać podwórka li i jedynie wandalom.
Teraz oddalam się do maszyny nadrabiać zaległości.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.

piątek, 24 lutego 2012

"szmatkowy koszyk na robótki"

W rzeczywistości wygląda lepiej :-((. Kolor taki jak na pierwszym zdjęciu przy dziennym świetle. Niestety na następnych, ani bez lampy, ani z lampą nie wygląda jakoś pięknie. Zaczęłam robić ten koszyk dawno temu, jeszcze w starym mieszkaniu. Potem jakoś stracilam do niego zapał i tak sobie leżał w pudełku. Niestety nie był samotny, mam jeszcze trzy inne nieskończone. Ale widać na każdą robótkę przychodzi pora. Ten dzisiejszy po prostu czekał na odpowiednią właścicielkę :-)). Mam nadzieję , że będzie zadowolona z prezentu. Jest całkiem spory i myślę , że sprawdzi się w roli koszyka na kłębki i druty.



Pozdrowienia ze stryszku :-)