Urodziłam się za rządów Władysława Gomułki. Nie ja jedna, myślę, że jeszcze wielu z nas urodzonych w tych czasach nadal żyje. Czy rok w jakim pojawiłam się na tym świecie i w tym konkretnym miejscu w Europie czyni ze mnie komunistkę i złodzieja tylko dlatego, że nie zgadzam się z tym co robią ludzie obecnie będący przy władzy ? Bo według słów prominentnego polityka partii rządzącej tak właśnie jest. Nigdy nie byłam członkiem żadnej partii i tak naprawdę jest mi dokładnie wszystko jedno jaka partia rządzi. Pod jednym warunkiem, mianowicie jako obywatel i wyborca życzę sobie by ten kto wygrywa wybory rządził też w moim imieniu. By nie dzielił na lepszych i gorszych według swoich osobistych poglądów na rzeczywistość. By uwzględniał różnorodność poglądów i także różnorodność wyznawanej religii. Polska to nie tylko PiS i PO, nie tylko ksiądz Rydzyk i jego lotne brygady tzw. prawdziwych katolików. Pomiędzy jest całe spectrum ludzi, którzy nie utożsamiają się, ani z jednymi, ani z drugimi. Jestem pokoleniem 50+, weszłam w dorosłe życie w okresie bardzo znaczących przemian. Nie wszystkie mi się podobały, wiele przyniosło rozczarowanie, ale chyba nikt nie zaprzeczy, że otworzyły nam Polakom, że się tak górnolotnie wyrażę Wrota do innego Świata w wielu aspektach życia. Obawiam się, że żaden młody człowiek, który wyrósł w tej nowej rzeczywistości nie zrozumie jak to jest kiedy twoja wolność jest ograniczona tylko do własnego podwórka. Jak napisałam moja świadomość polityczna oczywiście w cudzysłowiu zaczęła się od informacji w tv - "potaniały zapałki", ale w tym samym czasie rząd wprowadził podwyżki żywności, które doprowadziły do protestów społecznych, które w dalszym efekcie doprowadziły do zmian. Nastała epoka, zdawałoby się na pierwszy rzut oka lepsza. Na drugi rzut już może niekoniecznie, ale...ale jednak coś się zmieniło. Przede wszystkim to my się zmieniliśmy. Dzięki temu możliwe było to co nastąpiło później i nie dotyczy to tylko naszego kraju. Może po prostu nadszedł czas , w którym ludzie żyjący w naszej części Europy zapragnęli czegoś innego. Dostaliśmy to "inne"i jak widać nie potrafiliśmy tego docenić. Mamy teraz, jak wielokrotnie sami rządzący podkreślają demokratycznie wybraną władze, która zachowuje się w taki sam sposób jak ci, którzy jak się zdawało odeszli już do historii. Mamy rząd i prezydenta, którzy łamią Konstytucję, na którą przysięgali. Nie potrafię zrozumieć do czego dąży ten rząd odnoszący się z pogardą do poglądów znaczącej ilości Polaków. Nie potrafię zrozumieć dlaczego próbuje tworzyć nowe własne autorytety opluwając autorytety, dzięki którym dziś rządzi wygrywając wybory w demokratycznym wolnym kraju. Nie potrafię zrozumieć dlaczego mam być obywatelem gorszej kategorii, jeżeli nie popieram PiSu. Przypomina mi to czasy, kiedy była tak naprawdę jedna partia i kto nie był z nią był przeciwko. Nie na tym polega demokracja. Demokracja to różnorodność, którą mądry rządzący potrafią zjednoczyć w słusznym celu. Demokracja umiera, kiedy nie ma dyskusji i szacunku dla odmiennych poglądów, kiedy jedynym kryterium staje się jedna racja uznana za słuszną przez ludzi będących przy władzy. Demokracja umiera kiedy wrzuca się do śmietnika ludzi, którzy tą demokrację nam wywalczyli, a stawia się na świeczniku tych, którzy w czasach tej walki stali po stronie władzy, której bynajmniej na demokracji nie zależało. Demokracja umiera, kiedy posłanka wybrana dzięki tym, których teraz opluwa obiecuje, że następne co zrobią to "dobiorą się" do mediów, które nie popierają obecnej władzy. Demokracja umiera, kiedy Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy i Prezydent jest podporządkowany konkretnej władzy. Można tak jeszcze długo wymieniać. Pomijając fakt, że jestem zwyczajnie przerażona, to jest mi bardzo smutno i wstyd. Przerażona, bo nie wiem czym to co się dzieje się skończy, smutna bo czuję się nikim, opluwanym, obrażanym, pozbawianym prawa do poczucia wspólnoty narodowej i jest mi wstyd, że sami się do tego przyczyniliśmy naszą obojętnością wobec tego co zostało wywalczone i zlekceważyliśmy nasze podstawowe obywatelskie prawo, prawo do wybierania tych co będą nami rządzić. Zamknęliśmy się w naszych małych światach zapominając, że nie żyjemy w bańce mydlanej, że nic nie zostało dane na zawsze. Zapomnieliśmy, że mogą przyjść tacy, którzy zapragną zmienić to do czego przywykliśmy i co wydaje nam się takie oczywiste, że nie warto o to dbać. Zmienić według własnych wyobrażeń. Dziś możemy zostać w naszej bańce mydlanej, ale możemy się też obudzić i skorzystać z tego co nam się słusznie należy czyli prawa wyboru. Możemy nie tylko słuchać, ale wreszcie słyszeć i wyciągać własne wnioski. Nie godzić się z tym, że ludzie wybrani do reprezentowania nas Polaków, będą sobie wybierać, który wyborca im się podoba, a który nie. I tego, który im nie odpowiada będą traktować lekceważąco. Nie to jest zadaniem posłów i senatorów i nie do tego zostali wybrani. Czy Prezydent, prawnik z wykształcenia, łamiący prawo może być wiarygodny i godny szacunku w innych aspektach urzędowania? I już na koniec, jeżeli PiS uważa , że wszyscy urodzeni w czasach PRL-u to komuniści i trzeba ich się pozbyć to może powinien zajrzeć w metryki znacznej ilości swoich członków z prezesem na czele, a także sprawdzić legitymacje partyjne niektórych prominentnych działaczy. Jakoś w ramach protestu antyustrojowego nie rzucają dyplomów ukończonych przez siebie uczelni, a wręcz przeciwnie ochoczo z tego korzystają i nie przeszkadza im, że uczelnie owe działały w określonym czasie i miejscu. Nie kwestionuję prawa rządzących do wprowadzania zmian, ale mandat wyborczy nie daje im prawa do zmiany podstaw ustrojowych czy łamania/obchodzenia zapisów Konstytucji.
Bardzo smutne dziś pozdrowienia ze stryszku
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stryszek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stryszek. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 20 lipca 2017
wtorek, 6 czerwca 2017
"rzut oka na podwórko"
Pewnego zimnego lutowego wieczora siedziałam sobie dłubiąc na szydełku i słuchając Stinga kiedy poderwał mnie na nogi straszny huk . Myślałam, że kamienica się wali. Wrażenie było okropne. Pognałam na dół z latarką i chociaż na szczęście nasza kamienica stała to zawalił się kawałek muru oddzielającego nas od sąsiedniej kamienicy.
Szczęście w nieszczęściu, że to był piątkowy wieczór i nikt akurat nie odczuwał potrzeby wyrzucenia śmieci.
W sobotę rano zadzwoniłam do naszego Zarządcy, który zajął się sprawą dalej i w południe pojawił się ichni Zarządca . Teren zawaliska został ogrodzony i w następnym tygodniu pojawiła się ekipa budowlana z podnośnikiem. Pan na podnośniku beztrosko zrzucał pozostałe ruszające się cegły gdzie popadnie :-(. W końcu to nie było jego podwórko to czym się miał przejmować. Po zakończeniu rozbiórki i nadbudowaniu muru, panowie budowlańcy pozbierali co większe cegły i odjechali zostawiając pobojowisko za sobą.
Zbierałam pozostałości na kilka razy, bo trudno to robić jak nie możesz się schylić bez bólu :-(. W marcu wyglądało to jeszcze tak :
Na ostatnim zdjęciu widać kawałek ziemi, na którym w zeszłym roku z wielkim trudem udało mi się wyhodować trawę. Nie zniknęła w wyniku zawaliska, postarała się o to sąsiadka, która jesienią zrzuciła w tym miejscu drewno i zostawiła je na całą zimę przykryte "gustowną" niebieską płachtą. Nie ocalało ani źdźbło :-(. Dosprzątałam jeszcze trochę, z nadzieją, że ocalały rośliny, które miały się pokazać dopiero wiosną. Dużo przepadło i przyznam, że jeszcze nie do końca uporządkowałam ten kawałek. Cebulki, które były, że tak powiem poza zasięgiem zakwitły i było sporo krokusów, narcyzów i nawet tulipany.
Dzisiaj podwórko wygląda tak :
Dodałam tylko trochę kolorowych kwiatków, mąż kosi trawę i znowu wyhodowałam trawę na ugorze. Od czasu do czasu idę tam posprzątać, pozbierać przekwitłe rośliny, ale straciłam serce do tego miejsca. Mimo próśb i zakazów ludzie nadal traktują podwórko jako wychodek dla zwierząt :-(. Winobluszcz zachorował i marnieje z dnia na dzień. Pewnie to samo będzie z hederą, która rośnie pod nim. Dziki bez zżera mszyca odporna na wszystko. Staram się jakoś to ogarnąć, ale bez zapału. W sumie nie machnęłam ręką całkowicie bo szkoda mi pracy jaką włożyłam, żeby cokolwiek tu urosło i roślin, które się nie poddają. Planowałam w tym roku zając się kawałkiem, który jeszcze został nieruszony i odpuściłam. Przykro mi, jeżeli rozczarowałam kibiców podwórka, ale nie zawsze z nadmiaru cytryn da się zrobić lemoniadę. Jutro idę do szpitala i ciut się stresuję, ale biorę mój ogranicznik stresu czyli szydełko :-) i jakoś to będzie.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Szczęście w nieszczęściu, że to był piątkowy wieczór i nikt akurat nie odczuwał potrzeby wyrzucenia śmieci.
W sobotę rano zadzwoniłam do naszego Zarządcy, który zajął się sprawą dalej i w południe pojawił się ichni Zarządca . Teren zawaliska został ogrodzony i w następnym tygodniu pojawiła się ekipa budowlana z podnośnikiem. Pan na podnośniku beztrosko zrzucał pozostałe ruszające się cegły gdzie popadnie :-(. W końcu to nie było jego podwórko to czym się miał przejmować. Po zakończeniu rozbiórki i nadbudowaniu muru, panowie budowlańcy pozbierali co większe cegły i odjechali zostawiając pobojowisko za sobą.
Zbierałam pozostałości na kilka razy, bo trudno to robić jak nie możesz się schylić bez bólu :-(. W marcu wyglądało to jeszcze tak :
Na ostatnim zdjęciu widać kawałek ziemi, na którym w zeszłym roku z wielkim trudem udało mi się wyhodować trawę. Nie zniknęła w wyniku zawaliska, postarała się o to sąsiadka, która jesienią zrzuciła w tym miejscu drewno i zostawiła je na całą zimę przykryte "gustowną" niebieską płachtą. Nie ocalało ani źdźbło :-(. Dosprzątałam jeszcze trochę, z nadzieją, że ocalały rośliny, które miały się pokazać dopiero wiosną. Dużo przepadło i przyznam, że jeszcze nie do końca uporządkowałam ten kawałek. Cebulki, które były, że tak powiem poza zasięgiem zakwitły i było sporo krokusów, narcyzów i nawet tulipany.
Dzisiaj podwórko wygląda tak :
Dodałam tylko trochę kolorowych kwiatków, mąż kosi trawę i znowu wyhodowałam trawę na ugorze. Od czasu do czasu idę tam posprzątać, pozbierać przekwitłe rośliny, ale straciłam serce do tego miejsca. Mimo próśb i zakazów ludzie nadal traktują podwórko jako wychodek dla zwierząt :-(. Winobluszcz zachorował i marnieje z dnia na dzień. Pewnie to samo będzie z hederą, która rośnie pod nim. Dziki bez zżera mszyca odporna na wszystko. Staram się jakoś to ogarnąć, ale bez zapału. W sumie nie machnęłam ręką całkowicie bo szkoda mi pracy jaką włożyłam, żeby cokolwiek tu urosło i roślin, które się nie poddają. Planowałam w tym roku zając się kawałkiem, który jeszcze został nieruszony i odpuściłam. Przykro mi, jeżeli rozczarowałam kibiców podwórka, ale nie zawsze z nadmiaru cytryn da się zrobić lemoniadę. Jutro idę do szpitala i ciut się stresuję, ale biorę mój ogranicznik stresu czyli szydełko :-) i jakoś to będzie.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
środa, 15 marca 2017
" jeszcze w zielone gramy...."
Odszedł Wojciech Młynarski, nasz własny polski Bard. Autor piosenek z "tekstem". Cytaty weszły do kanonu języka i używamy ich , często nie pamiętając skąd pochodzą.
Smutno
Smutno
poniedziałek, 16 maja 2016
"nikomu niepotrzebna praca ;-) czyli podwórko 2016 cz.1 "
Sporo już zrobione, ale jeszcze więcej zostało, mniej więcej 3/4 uporządkowane. Na łysym kawałku mam nadzieję wyhodować trawę. Ziemia delikatnie mówiąc marna, ale pierwsze trawki wzeszły. Wiem już jak musiał się czuć Kopciuszek bo przez kilka dni wybierałam kamyki coby trawki miały miejsce. W listopadzie część od kamienicy do bramy została wybrukowana i od strony ulicy wygląda to już całkiem dobrze. Zdjęcie tej strony następnym razem, bateria w aparacie padła akurat jak miałam pstryknąć. Mury podwórka jakie są widać i tu na razie nic nie poradzę . W Arboretum kupiłam malutki krzaczek bzu i mam nadzieję, że się przyjmie, na razie kwitnie i trzymam kciuki :-). Paprotka, która kiedyś komuś przeszkadzała odrodziła się i wygląda super. Wczoraj wyniosłam też stolik z krzesłem z mojego dawnego balkonu, więc można odpoczywać przy pracy. Podosadzam też trochę kolorowych kwiatów. W tym roku ziemię, korę, spryskiwacz i preparaty kupiłam na rachunek wspólnoty, więc przynajmniej za to nie musiałam płacić z własnej kieszeni. Jeden sąsiad też z własnej nieprzymuszonej woli skosił pół podwórka, więcej się nie dało ze względu na "włoski dyzajn". Niestety na możliwość koszenia trzeba polować. Zwykle przymuszam do tego męża, który od czasu jak zarobił psią kupą w twarz nie wykazuje entuzjazmu do tej czynności.
W końcu tej części planowana jest suszarnia, na razie jest jak jest , chociaż z grubsza sprzątnięte.
Jutro jak będzie pogoda planuję doprowadzić do porządku to co zostało z ogródka sąsiadki. Zaczęła i zostawiła, a ktoś urządził tam sobie śmietnik. Zamiast do kontenera wrzuca tam woreczki ze śmieciami :-(. Zdjęcia robiłam przed wieczorem , więc wszystko jest jakby wyblakłe, ale następna odsłona będzie mam nadzieję bardziej kolorowa :-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
W końcu tej części planowana jest suszarnia, na razie jest jak jest , chociaż z grubsza sprzątnięte.
Jutro jak będzie pogoda planuję doprowadzić do porządku to co zostało z ogródka sąsiadki. Zaczęła i zostawiła, a ktoś urządził tam sobie śmietnik. Zamiast do kontenera wrzuca tam woreczki ze śmieciami :-(. Zdjęcia robiłam przed wieczorem , więc wszystko jest jakby wyblakłe, ale następna odsłona będzie mam nadzieję bardziej kolorowa :-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
poniedziałek, 2 maja 2016
poniedziałek, 26 października 2015
"rupieć"
Poszukując swetrów do przetworzenia na kolejny kocyk/pled w miejscu zwanym "London" wynalazłam przecudnej urody prawidła. Nie wiem ile wiosen sobie liczą, ale tak na oko niemało. Jakby ktoś wiedział cokolwiek w tym temacie mam nadzieję, że się podzieli wiedzą ;-).
i jeszcze jedne
Wiem, że to rupieć ;-), ale co zrobię, jak lubię. Zapłaciłam po 5 zł za parę, więc się nie zrujnowałam na ten zakup, a radości miałam sporo. Wyszorowałam i nawoskowałam drewniane części, metalowe podobają mi się takie jakie są. Wykorzystam je ku ozdobności na deseczce z ramy okiennej przygotowanej specjalnie w celu wieszania rupieci.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku
i jeszcze jedne
Wiem, że to rupieć ;-), ale co zrobię, jak lubię. Zapłaciłam po 5 zł za parę, więc się nie zrujnowałam na ten zakup, a radości miałam sporo. Wyszorowałam i nawoskowałam drewniane części, metalowe podobają mi się takie jakie są. Wykorzystam je ku ozdobności na deseczce z ramy okiennej przygotowanej specjalnie w celu wieszania rupieci.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku
wtorek, 13 października 2015
"koty mają się dobrze :-)"
Koty to modele nie zawsze współpracujące. Zwykle jak któryś robi coś interesującego to zanim złapię aparat już go nie ma. Wiec kilka takich fotek z doskoku.
Gacuś - strażnik domowego ogniska :-)
Antosiek w okienku - prezentacja jak kot wygląda od spodu
pełna obsada w sypialni - Gacuś jak zwykle śpi, Czarni jeszcze czuwają
Gacuś o poranku - będę tu spał, proszę nie ścielić
chłopcy - małe przytulanko
Norka - wiem, że jeszcze daleko do obiadu, ale jestem już bardzoooooooo głodna
Antosiek - leżę tu, żeby te duże nie zapomniały o kocim obiadku
Gacuś - ulubiona czynność czyli śpię
Na wiekszości zdjęć jakie usiłuję zrobić kocim draniom pojawiają się w charakterze zmaz. Nie raczą poczekać w spokoju. Szczególnie Antosiek, który uważa, że kot stworzony jest do biegania, albo Norka, która do perfekcji opanowała sztukę ukrywania się. Najmniej ruchliwym obiektem jest Gacuś, który jest mistrzem świata w spaniu :-) Śpi gdzie mu fantazja akurat przyjdzie. Budzisz się w środku nocy ze skurczem w łydkach , nie możesz ruszyć nogami bo jak się okazuje leży na nich 7 kg bezwładnego kota pogrążonego w głębokim śnie. Czarni za to uprawiają zapasy o różnych porach i czasem budzisz się bo przelatuje po tobie koci pociąg. Różne rozrywki uprawiają, niekiedy doprowadzają mnie do białej gorączki, ale nie wyobrażam sobie życia bez nich.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Gacuś - strażnik domowego ogniska :-)
Antosiek w okienku - prezentacja jak kot wygląda od spodu
pełna obsada w sypialni - Gacuś jak zwykle śpi, Czarni jeszcze czuwają
Gacuś o poranku - będę tu spał, proszę nie ścielić
chłopcy - małe przytulanko
Norka - wiem, że jeszcze daleko do obiadu, ale jestem już bardzoooooooo głodna
Antosiek - leżę tu, żeby te duże nie zapomniały o kocim obiadku
Gacuś - ulubiona czynność czyli śpię
Na wiekszości zdjęć jakie usiłuję zrobić kocim draniom pojawiają się w charakterze zmaz. Nie raczą poczekać w spokoju. Szczególnie Antosiek, który uważa, że kot stworzony jest do biegania, albo Norka, która do perfekcji opanowała sztukę ukrywania się. Najmniej ruchliwym obiektem jest Gacuś, który jest mistrzem świata w spaniu :-) Śpi gdzie mu fantazja akurat przyjdzie. Budzisz się w środku nocy ze skurczem w łydkach , nie możesz ruszyć nogami bo jak się okazuje leży na nich 7 kg bezwładnego kota pogrążonego w głębokim śnie. Czarni za to uprawiają zapasy o różnych porach i czasem budzisz się bo przelatuje po tobie koci pociąg. Różne rozrywki uprawiają, niekiedy doprowadzają mnie do białej gorączki, ale nie wyobrażam sobie życia bez nich.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
środa, 12 sierpnia 2015
" babciu gdzie masz bieliznę ? - zapytał Piotrek "
- poczułam się nieco skonsternowana bo mimo okropnych upałów bieliznę miałam tam gdzie zwykle ją naszam ;-). Wyjaśnienia typu koszulka i galotki na miejscu przeznaczenia nie zadowoliły pięciolatka, więc po dłuższych dociekaniach o co też może chodzić doszliśmy do sedna sprawy. Mianowicie chodziło o "bieliznę" ukrytą pod kołnierzem ortopedycznym :-)). Nadal go noszę dniami i nocami co przy obecnych upałach jest mało atrakcyjne delikatnie mówiąc. Następna kontrola implantu 9 września , wiec jeszcze kilka tygodni mam zapewnione.Chwilowo jesteśmy z Piotrkiem w Przemyślu, ale w niedzielę Piotrek wraca do domu a ja od wtorku zaczynam kolejną odsłonę "przygody" pod tytułem "leczenie nowotworu złośliwego w Polsce". Leczenie owo wygląda dość kuriozalnie i czuję się jak paczka pocztowa bez dokładnego adresu przeznaczenia przesyłana od urzędu do urzędu. Czarny humor stanowiący nieodłączna część mojej osoby pomaga mi jakoś przetrwać to wszystko, ale niestety coraz częściej nawiedzają mnie ataki paniki.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku
sobota, 23 maja 2015
"wiatr w oczy albo grom z jasnego nieba- co kto woli"
Przerażenie, załamanie - sama nie wiem. Jak już zaczęło mi się wydawać , że w moim życiu zagości odrobina spokoju, że moje problemy będą codzienne i zwyczajne - bum i wynik z rezonansu stawia wszystko na głowie. Owo coś co sobie wyhodowałam nazywa się Struniak. W poniedziałek idę do szpitala na dalszą diagnostykę, ale to co już wiem jest raczej przerażające. Piszę o tym tak informacyjnie bo nie zamierzam opisywać swojej drogi przez mękę. Nie widzę w tym sensu. Póki co mam nadzieję , że uda mi się jeszcze coś wyprodukować i pokazać. Na razie po trzytygodniowych zmaganiach skończyłam lifting kuchni. Planowałam prace na tydzień, ale wyszło inaczej. W każdym razie wreszcie koniec i jestem zadowolona z efektu. Dzisiaj padało i światło raczej fotkom nie sprzyjało, mam nadzieję , że jutro będzie lepiej i pokażę jak teraz wygląda stryszkowa kuchnia.
Pozdrowienia ze stryszku
Pozdrowienia ze stryszku
środa, 31 grudnia 2014
"z Nowym Rokiem 2015..."
Najserdeczniejsze życzenia na Nowy Rok 2015
Wielu dobrych dni, spełnienia tych najbardziej ukrytych marzeń, nowych robótek :-)) i czego tylko pragniecie.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-).
Wielu dobrych dni, spełnienia tych najbardziej ukrytych marzeń, nowych robótek :-)) i czego tylko pragniecie.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-).
środa, 8 października 2014
"remont w małym pokoju"
Zamiast kończyć zmiany w kuchni zabrałam się za mały pokój. Nagle to wypadło, w związku z możliwością transportu małopojowych mebli do dzieci. Trzeba było wszystko umieścić w kartonach, meble rozkręcić i spakować. Początek był ok hi hi, ale potem jak zwykle coś nie wypaliło i tak na przykład przygotowane do transportu meble stoją sobie już ponad trzy tygodnie na stryszkowym korytarzu. Jak już zdewastowałam większość mieszkania, niestety wszędzie gdzie było jakieś miejsce coś zalega, po chwilowym ataku paniki ruszyłam ...I tak po dwóch tygodniach na ratunek przybyło dziecko i wykonało dziurę w ścianie z przeznaczeniem na książkowy regał, brak onej wstrzymywał jakąkolwiek działalność remontową bo wszelkie planowane zmiany wiązały się właśnie z nią. Ten etap robót uwieczniłam, niestety w dziwny sposób zdjęcia ulotniły się z aparatu :-((, tak więc tylko fotka zagospodarowanej dziury będzie
wyszło nieźle, chociaż miałam nadzieję na głębszą wnękę, ale nie ma co narzekać , przynajmniej na środku ściany nie pojawiła się niespodzianka w postaci kawałka muru .Jak widać pomalowałam też póki co połowę sufitu :-). Tak więc oddalam się do malowania, które chyba z racji nadal bolącej stopy i zaawansowanego wieku hi hi idzie mi wolniej niżbym chciała. Poza tym wszędzie zalega pył, więc tym bardziej odczuwam wzmożony pęd do zakończenia robót i sprzątania. Nie żeby to było moje ulubione zajęcie, ale obecny stan mieszkania budzi trwogę ;-).
Serdeczne pozdrowienia ze zdemolowanego(chwilowo) stryszku.
c.d.n.
wyszło nieźle, chociaż miałam nadzieję na głębszą wnękę, ale nie ma co narzekać , przynajmniej na środku ściany nie pojawiła się niespodzianka w postaci kawałka muru .Jak widać pomalowałam też póki co połowę sufitu :-). Tak więc oddalam się do malowania, które chyba z racji nadal bolącej stopy i zaawansowanego wieku hi hi idzie mi wolniej niżbym chciała. Poza tym wszędzie zalega pył, więc tym bardziej odczuwam wzmożony pęd do zakończenia robót i sprzątania. Nie żeby to było moje ulubione zajęcie, ale obecny stan mieszkania budzi trwogę ;-).
Serdeczne pozdrowienia ze zdemolowanego(chwilowo) stryszku.
c.d.n.
poniedziałek, 29 września 2014
"smutek :-(("
Bardzo smutny dzień dzisiaj. Odeszła Królewna, prawdziwa kocia dama. Dawała nam radość przez ponad 17 lat. Od siedmiu lat chorowała na niewydolność nerek, więc każdy kolejny rok był sukcesem. W listopadzie zeszłego roku pomimo niezbyt dobrych wyników zdecydowaliśmy się jeszcze na podratowanie zdrowia. Spędziła trzy dni w szpitaliku i mimo dużego stresu jaki przeżyła na tyle się jej poprawiło, że była jeszcze z nami prawie rok. Od lat codziennie bez protestów brała leki. Niestety od kilku dni nastąpiło gwałtowne pogorszenie i mimo, że była to trudna decyzja - Królewna odeszła do Kociego Nieba.
Pozdrowienia z bardzo dziś smutnego stryszku :-((.
Pozdrowienia z bardzo dziś smutnego stryszku :-((.
piątek, 8 sierpnia 2014
"nowy wygląd :-))"
Dzień dobry wszystkim zaglądającym :-)). Jak Wam się podoba nowy wygląd bloga?Zmiany dzięki synkowi, bo ja niestety technicznie w średniowieczu bytuję. Wydaje mi się, że teraz jest fajniej i bardziej robótkowo-myszkowo.
Pozdrowienia ze stryszku
Pozdrowienia ze stryszku
czwartek, 17 lipca 2014
"rośliny chyba postanowiły mnie pocieszyć :-)"
Zakwitła moja piękna lilia :-)). Przechowałam koszyk z cebulami w piwnicy i wiosną wystawiłam na podwórko mając nadzieję, że przetrwały zimę. Wypuściły zielone pędy, ale nie mogłam upilnować ślimaków, więc nadzieja na kwiaty wielka nie była. Ale się nie dały i wczoraj po powrocie od doktora zajrzałam na podwórko i sama radość - jedna lilia w całej okazałości. Dzisiaj kwiatów było już kilka.
I kolejna niespodzianka. Wiosną dostałam od koleżanki juki. Trochę marne były po wykopaniu, ale stwierdziłam, że należy dać im szansę. Małe chyba niestety zmarnieją, ale większa wypuściła kwiat :-)). Mam nadzieję, że się rozwinie. W maju pozbierałam kamienie i gruz po zeszłorocznym remoncie odpływów i zrobiłam taki pseudo skalniak. To czego nie zżarły ślimaki ma się o dziwo całkiem dobrze. Mury są okropne i tak naprawdę żeby podwórko wyglądało ładnie trzeba to wszystko z głową rozplanować, ale to juz więcej osób musiałoby chcieć się zaangażować. Dzisiaj sąsiadka zapytała co mi się stało bo dawno nic nie robiłam na podwórku ha ha. No ale jej akurat okna wychodzą na ten jako tako uporządkowany kawałek i zawsze to lepszy widok na zielone rośliny niż na obskurną ścianę. To miał byc pozytywny wpis i taki jest, jęczenia nie bierzcie pod uwagę.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-))
I kolejna niespodzianka. Wiosną dostałam od koleżanki juki. Trochę marne były po wykopaniu, ale stwierdziłam, że należy dać im szansę. Małe chyba niestety zmarnieją, ale większa wypuściła kwiat :-)). Mam nadzieję, że się rozwinie. W maju pozbierałam kamienie i gruz po zeszłorocznym remoncie odpływów i zrobiłam taki pseudo skalniak. To czego nie zżarły ślimaki ma się o dziwo całkiem dobrze. Mury są okropne i tak naprawdę żeby podwórko wyglądało ładnie trzeba to wszystko z głową rozplanować, ale to juz więcej osób musiałoby chcieć się zaangażować. Dzisiaj sąsiadka zapytała co mi się stało bo dawno nic nie robiłam na podwórku ha ha. No ale jej akurat okna wychodzą na ten jako tako uporządkowany kawałek i zawsze to lepszy widok na zielone rośliny niż na obskurną ścianę. To miał byc pozytywny wpis i taki jest, jęczenia nie bierzcie pod uwagę.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-))
poniedziałek, 17 lutego 2014
"koci dzień"
Wszystkim kotom: pełnych misek, kochających"właścicieli"(nigdy nie wiadomo kto w układzie człowiek-kot jest właścicielem ;-) ) i ogólnie dobrego kociego życia w imieniu stryszkowych kotów życzy Norka-Zmorka.
serdeczne pozdrowienia ze stryszku
serdeczne pozdrowienia ze stryszku
środa, 4 września 2013
"pomalowane :-)) "
Jak wcześniej pisałam pęd do prac remontowych zdecydowanie mnie opuścił i nijak nie mogłam się zmobilizować. Poza tym Piotruś przyjechał na wakacje i przez trzy tygodnie byłam babcią na cały etat :-)). Niestety wakacje się skończyły, Piotruś wrócił do domu i babcia z tego smutku zabrała się do roboty. Na razie tylko jeden pokój, drugi w planie, farby sporo zostało, więc trzeba wykorzystać. Ale to później, na razie jestem z lekka wykończona. Najgorsze było wynoszenie wszystkiego na korytarz. Same książki zawaliły połowę. Postanowiłam przestawić meble, żeby mieć widok na piecyk z kanapy hi hi. W efekcie pokój bardzo zyskał na przestrzeni. Dodatkowe półki na książki uzyskałam rozsuwając meble i przykręcając miedzy nimi deski. Uważam, że całkiem nieźle to wyszło :-)). Przez te już ponad trzy lata zamieszkiwania stryszku trochę się zmieniało, ale ogólnie większe zmiany to wycięcie kawałka ściany z drzwiami, okienko i oczywiście piecyk. Przy okazji tych rozwałek powychodziły różne różności, ale o tym innym razem bo teraz chcę się tylko cieszyć. Pozłoszczę się kiedy indziej ;-). Oto efekty moich działań :
Jak wyglądało wcześniej można zobaczyć na pierwszych stryszkowych zdjęciach. Wydaje mi się , że teraz jest lepiej :-)). Prze otwarcie na przedpokój pokój zyskał większą przestrzeń, nic nie ubyło, ten kawałek przedpokoju był wąski, a drzwi i tak nikt nie zamykał.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-).
Jak wyglądało wcześniej można zobaczyć na pierwszych stryszkowych zdjęciach. Wydaje mi się , że teraz jest lepiej :-)). Prze otwarcie na przedpokój pokój zyskał większą przestrzeń, nic nie ubyło, ten kawałek przedpokoju był wąski, a drzwi i tak nikt nie zamykał.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
