Gruby i chudy, czyli trochę jakby na wzór Gacusia i Antośka. Szary to Zygmuś a pomarańczowy Paluszek ;-).
Od ostatniego postu zrobiłam kilka wianków, serduszek i innych świątecznych ozdób, ale szło to z ręki do ręki i nawet nie zdążyłam zdjęć zrobić. Do domku jeszcze nic :-(. Pogoda jakaś zniechęcająca a czas umyka, do świąt już tylko dwa tygodnie,ech...
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku
p.s. Diablik dotarł do właściciela i skoro razem śpią to chyba się spodobał ;-).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szmatkowe robótki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szmatkowe robótki. Pokaż wszystkie posty
sobota, 10 grudnia 2016
wtorek, 16 sierpnia 2016
"wakacyjnie ;-) "
Bardzo dawno nic nie szyłam. Tak naprawdę od kiedy wpadłam w szpony "wielkiego kwadratu" ;-). Ale bardzo chciałam zrobić szmaciany prezent dla dawno niewidzianej Anetki, a raczej jej dzieci i wyciągnęłam maszynę z niebytu.
Jasiek i Rózia.
Kamieniczki czyli domkowy obrazek.
Na razie tyle, ale mam nadzieje , że to początek i będzie więcej.
Zdrowotnie bez zmian czyli nic nie rośnie. Cieszymy się wakacjami z Piotrusiem
robimy letnie bukiety
i objadamy się takimi pysznościami (chociaż jak widać na zdjęciu niektórzy nie powinni nawet przebywać w pobliżu ;-(( ).
I tak jeszcze do soboty ;-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Jasiek i Rózia.
Kamieniczki czyli domkowy obrazek.
Na razie tyle, ale mam nadzieje , że to początek i będzie więcej.
Zdrowotnie bez zmian czyli nic nie rośnie. Cieszymy się wakacjami z Piotrusiem
robimy letnie bukiety
i objadamy się takimi pysznościami (chociaż jak widać na zdjęciu niektórzy nie powinni nawet przebywać w pobliżu ;-(( ).
I tak jeszcze do soboty ;-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
środa, 21 stycznia 2015
"na dobry początek..."
Gdybym powiedziała, że nic mi się nie chce byłoby to wielkie niedopowiedzenie.Nawet chowanie świątecznych ozdóbek idzie mi kiepsko. Katar i bolące gardło też nie pomaga., ech...Najwięcej radochy z mojego braku mobilizacji ma Antoś, który szaleje miedzy pudłami :-) i napada na starszyznę. I tak mija styczeń. Dobrze chociaż , że żadnych postanowień nie robiłam, więc przynajmniej wyrzuty sumienia mnie nie gnębią (teoretycznie). Ten tydzień miał być lepszy, miałam sfinalizować pewien niewielki, aczkolwiek kosztowny jak dla mnie projekt. I co ? i nie wyszło, nawalił człowiek od którego wszystko zależało i pozostaje mieć nadzieję , że wcześniej czy później się uda. Jakiś wyjątkowo przygnębiający ten styczeń, dobrze, że już mniej niż więcej do lutego. I to by było na tyle w temacie powstrzymywania się od ględzenia.
Ale nie będzie tak całkiem źle w tym wpisie ;-). Miałam kilka wianków z gałązek brzozowych, zrobionych jeszcze wiosną z przeznaczeniem bożonarodzeniowym, które pozostały gołe bo grudzień też miałam kiepski i powstało niewiele nowych dekoracji. W mało pięknych okolicznościach przyrody czyli obstawiona pudłami , kartonami itp zamiast skończyć pakowanie zrobiłam dwa wianki hi hi. Było to tym łatwiejsze, że półprodukty miałam gotowe, pochodziły z innych "instalacji". To takie wianki pośrednie między świętami, czyli jeden bardziej w kolorach zimy, a drugi już bardziej wiosenny. Oby to był pierwszy krok ku bardziej efektywnemu żywotowi :-).
Zielono-czerwone były dekoracją wielkanocnego świecznika do kompletu z wiankiem kwiatowym, szmacianki w kratkę ozdabiały kiedyś gałązki w pierwszej wersji urządzenia przedpokoju. Wszystko wsadziłam w siatkę, wyprałam i wykorzystałam ponownie.
Pozdrowienia ze stryszku.
Ale nie będzie tak całkiem źle w tym wpisie ;-). Miałam kilka wianków z gałązek brzozowych, zrobionych jeszcze wiosną z przeznaczeniem bożonarodzeniowym, które pozostały gołe bo grudzień też miałam kiepski i powstało niewiele nowych dekoracji. W mało pięknych okolicznościach przyrody czyli obstawiona pudłami , kartonami itp zamiast skończyć pakowanie zrobiłam dwa wianki hi hi. Było to tym łatwiejsze, że półprodukty miałam gotowe, pochodziły z innych "instalacji". To takie wianki pośrednie między świętami, czyli jeden bardziej w kolorach zimy, a drugi już bardziej wiosenny. Oby to był pierwszy krok ku bardziej efektywnemu żywotowi :-).
Zielono-czerwone były dekoracją wielkanocnego świecznika do kompletu z wiankiem kwiatowym, szmacianki w kratkę ozdabiały kiedyś gałązki w pierwszej wersji urządzenia przedpokoju. Wszystko wsadziłam w siatkę, wyprałam i wykorzystałam ponownie.
Pozdrowienia ze stryszku.
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
poniedziałek, 22 września 2014
"Amelka i Zosia"
Ostatnio wiele się dzieje i nie bardzo miałam czas przyodziać golaski, ale wreszcie w sobotę i niedzielę zabrałam się do szycia i oto są - Amelka z koronkami i Zosia w zieleni :-).
Dodałam też filcowe buciki jako dopełnienie stroju. Uszycie ubrania Amelki zabrało mi sporo czasu, ale efekt końcowy całkiem mi się podoba. Nie mam żadnych wykrojów na lalkowe sukienki, więc to co wyjdzie jest niespodzianką hi hi. Jeszcze ubrania dla chłopaków i mam już przygotowane kawałki na lale murzynki. Ciekawe jak mi wyjdą ;-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)).
Dodałam też filcowe buciki jako dopełnienie stroju. Uszycie ubrania Amelki zabrało mi sporo czasu, ale efekt końcowy całkiem mi się podoba. Nie mam żadnych wykrojów na lalkowe sukienki, więc to co wyjdzie jest niespodzianką hi hi. Jeszcze ubrania dla chłopaków i mam już przygotowane kawałki na lale murzynki. Ciekawe jak mi wyjdą ;-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)).
czwartek, 21 sierpnia 2014
"Józia, Rozalka i drobne zmiany w pokoju"
Zacznę od tego, że dziękuję bardzo za odwiedziny i komentarze. Staram się odpisywać, ale tym razem jakoś nie wyszło.
Golaski nadal bez ubrań, został kawałek "ciałkowego" materiału i chciałam go wykorzystać do końca, niestety jakbym nie próbowała zawsze na jakąś częśc ciała brakowało, ale przypomniałam sobie, że powinnam mieć kawałek szmatki w paski i po przejrzeniu kilku pudeł, sukces ha ha. W ten sposób ostatnia lala ma rajtuzki :-) i na razie jako jedyna ubranie. Przy okazji grzebania w pudłach wpadł mi w ręce kawałek lnu nadający się na ciało i postanowiłam uszyć "większy rozmiar". Hm, sama nie wiem, ale chyba wolę te chudzieńkie. Muszę zrobić "próbę dziecka" przy okazji. Piotruś zabrał swojego Karola i ku mojemu zdziwieniu nie tylko dzieci się nie śmiały(czego się ciut obawiałam), ale Karol z nadmiaru zachwytów wrócił do domu mocno sponiewierany :-).
"Wększy rozmiar" to Józia, chudzielec Rozalka.
I jeszcze drobne zmiany w pokoju. Przy okazji zeszłorocznej inwestycji piecykowej i rozbioru części ściany poprzestawiałam meble, głównie żeby widzieć piecyk z kanapy hi hi. Pokój bardzo na tym zyskał, zrobiło się jakby więcej miejsca. W tym roku zaczęłam przeróbki w kuchni, na razie jeszcze nie jestem na tyle sprawna, żeby je dokończyć, a rączki świerzbiły, więc przemyślałam jeszcze to i owo w temacie pokoju. Zmiany są niewielkie, głównie niektóre meble zmieniły miejsce, przewiesiłam też wszystkie akwarele na jedną ścianę, teraz bardziej mi się podoba. Powoli też znikają różne półeczki i inne przystawki. Chciałabym trochę odgracić stryszek, chociaż w moim przypadku to raczej mało realistyczne. Jedno wyjedzie, drugie przyjedzie :-(. Zero zdyscyplinowania w tej dziedzinie.
Poprzednio była z tej strony tylko jedna szafka pod telewizorem i wysoki regał z książkami. Dwie pozostałe stały po bokach kanapy, a na nich półki z książkami. Półek już nie ma , a skrócony regał zajął miejsce szerszej szafki. Od początku kombinuję z meblami, żeby jakoś je dopasować i wykorzystać. Pewnie , że najlepiej byłoby zamówić na wymiar wpasowując w nietypowe wnętrze, ale....trzeba sobie radzić z tym co się ma.
Nad kanapą wisiały trzy akwarele, teraz stare ramy z lustrami udają okienka
Jest to zdobycz z rozebranej już chwilkę temu ruinki. Ramy stały kilka lat na dworze, farba oblazła i różni tacy postanowili je zasiedlić. Wyczyściłam , zawoskowałam i jest, a że nadgryziona nie tylko zębem czasu to trudno, taka jej uroda.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Golaski nadal bez ubrań, został kawałek "ciałkowego" materiału i chciałam go wykorzystać do końca, niestety jakbym nie próbowała zawsze na jakąś częśc ciała brakowało, ale przypomniałam sobie, że powinnam mieć kawałek szmatki w paski i po przejrzeniu kilku pudeł, sukces ha ha. W ten sposób ostatnia lala ma rajtuzki :-) i na razie jako jedyna ubranie. Przy okazji grzebania w pudłach wpadł mi w ręce kawałek lnu nadający się na ciało i postanowiłam uszyć "większy rozmiar". Hm, sama nie wiem, ale chyba wolę te chudzieńkie. Muszę zrobić "próbę dziecka" przy okazji. Piotruś zabrał swojego Karola i ku mojemu zdziwieniu nie tylko dzieci się nie śmiały(czego się ciut obawiałam), ale Karol z nadmiaru zachwytów wrócił do domu mocno sponiewierany :-).
"Wększy rozmiar" to Józia, chudzielec Rozalka.
I jeszcze drobne zmiany w pokoju. Przy okazji zeszłorocznej inwestycji piecykowej i rozbioru części ściany poprzestawiałam meble, głównie żeby widzieć piecyk z kanapy hi hi. Pokój bardzo na tym zyskał, zrobiło się jakby więcej miejsca. W tym roku zaczęłam przeróbki w kuchni, na razie jeszcze nie jestem na tyle sprawna, żeby je dokończyć, a rączki świerzbiły, więc przemyślałam jeszcze to i owo w temacie pokoju. Zmiany są niewielkie, głównie niektóre meble zmieniły miejsce, przewiesiłam też wszystkie akwarele na jedną ścianę, teraz bardziej mi się podoba. Powoli też znikają różne półeczki i inne przystawki. Chciałabym trochę odgracić stryszek, chociaż w moim przypadku to raczej mało realistyczne. Jedno wyjedzie, drugie przyjedzie :-(. Zero zdyscyplinowania w tej dziedzinie.
Poprzednio była z tej strony tylko jedna szafka pod telewizorem i wysoki regał z książkami. Dwie pozostałe stały po bokach kanapy, a na nich półki z książkami. Półek już nie ma , a skrócony regał zajął miejsce szerszej szafki. Od początku kombinuję z meblami, żeby jakoś je dopasować i wykorzystać. Pewnie , że najlepiej byłoby zamówić na wymiar wpasowując w nietypowe wnętrze, ale....trzeba sobie radzić z tym co się ma.
Nad kanapą wisiały trzy akwarele, teraz stare ramy z lustrami udają okienka
Jest to zdobycz z rozebranej już chwilkę temu ruinki. Ramy stały kilka lat na dworze, farba oblazła i różni tacy postanowili je zasiedlić. Wyczyściłam , zawoskowałam i jest, a że nadgryziona nie tylko zębem czasu to trudno, taka jej uroda.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
piątek, 15 sierpnia 2014
"powrót ptaszków szmatkowych"
Dawno już nie szyłam ptaszków, więc tak przy okazji lalkowej
"tradycyjne"
i nowe ptaszki w pionie z powiedzmy nóżkami ;-)
Pozdrowienia ze stryszku
"tradycyjne"
i nowe ptaszki w pionie z powiedzmy nóżkami ;-)
Pozdrowienia ze stryszku
Etykiety:
ptaszki,
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
środa, 13 sierpnia 2014
"jeszcze w negliżu ;-)"
Karol odjechał z Piotrusiem, ale Brunia doczekała się rodzeństwa ;-). Póki co towarzystwo jeszcze bez odzieży. Jak widać wciągnęło mnie szycie "primitive doll". Lalki szyte ręcznie, ubrania częściowo na maszynie.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku
piątek, 8 sierpnia 2014
"nowy wygląd :-))"
Dzień dobry wszystkim zaglądającym :-)). Jak Wam się podoba nowy wygląd bloga?Zmiany dzięki synkowi, bo ja niestety technicznie w średniowieczu bytuję. Wydaje mi się, że teraz jest fajniej i bardziej robótkowo-myszkowo.
Pozdrowienia ze stryszku
Pozdrowienia ze stryszku
niedziela, 3 sierpnia 2014
"Brunhilda i Karol :-) "
Na którymś zagranicznym blogu zobaczyłam coś nazwane "primitive doll". Zakodowało mi się gdzieś w głowie i tyle. Teraz w ramach wynajdywania sobie prostych rozrywek przypomniała mi się "prymitywna lala" i po obejrzeniu wielu takich obiektów w grafice googlowej czy jak tam się to odmienia zabrałam się do dzieła i oto są. Jako pierwsza powstała Brunhilda a potem na wyraźne życzenie Piotrusia -Karol. Nigdy bym nie pomyślała, że dziecku spodoba się taki szkaradek, ale jak widać gusta dzieci są nieprzewidywalne.Jeszcze w fazie produkcyjnej Karol dostał imię i nawet całusa :-)).
Uszyłam już kolejna i tak z wyrazu oblicza wyszło mi , że to facet będzie . Na razie jeszcze goły, bo się zastanawiam nad odzieżą. Stwierdziłam, że uszycie ubrania tego rozmiaru wbrew pozorom łatwe nie jest hi hi. Uszyłam też próbne woreczki na pachnące zioła w podobnym klimacie. Kolega sobie zażyczył i mam nadzieję, że będzie zadowolony :-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Uszyłam już kolejna i tak z wyrazu oblicza wyszło mi , że to facet będzie . Na razie jeszcze goły, bo się zastanawiam nad odzieżą. Stwierdziłam, że uszycie ubrania tego rozmiaru wbrew pozorom łatwe nie jest hi hi. Uszyłam też próbne woreczki na pachnące zioła w podobnym klimacie. Kolega sobie zażyczył i mam nadzieję, że będzie zadowolony :-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
środa, 16 lipca 2014
"pled/dywanik w kolorach lata"
Kolejny recyklingowy pled albo dywanik produkuję. Tym razem w ciepłych letnich kolorach. Na bieżąco dobieram i tnę kawałki. Jeszcze trochę brakuje do końca, ale chciałam się już pochwalić i pokazać, że nie tylko leniuchuję :-)). Wolno idzie bo gorąco na stryszku i tylko rankiem, albo wieczorem mogę cokolwiek robić na drutach, ale już widać , że będzie fajny kolorystycznie.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
piątek, 20 czerwca 2014
"wymyślam sobie rozrywki ;-) "
Szwy zdjęte(co nie było miłym przeżyciem), stopa nadal wygląda dość koszmarnie i niestety tak samo boli. Do następnej kontroli za 4 tygodnie przewidziane wycieczki tylko do łazienki. Czytam i coś tam dłubię bo od tego wymuszonego "wypoczynku" zwariować można. Dostałam kiedyś książkę "Cuda z koralików"
ale do tej pory ograniczyłam się do oglądania i podziwiania. Wczoraj coś mnie naszło, wyciągnęłam resztki koralików i postanowiłam spróbować. Brak odpowiedniego sprzętu niespecjalnie mi przeszkadzał,bo jak zwykle naiwnie założyłam, że przecież tylko próbuję. Po wczorajszych wyczynach już wiem, że odpowiednia igła i nici to niezbędna podstawa, również rozmiar koralików powinien być odpowiedni. Ale przecież nie dam się pokonać takim drobnostkom, jak już się napaliłam to nie ma zmiłuj. Podstawowy ścieg do tkania igłą zwany kwadratowym opanowałam dość szybko zarówno na płasko jak i w postaci rurki i oczywiście zwykłe ćwiczenie żeby nabrać wprawy uznałam za nudne. Wyłożyłam co tam miałam w pudełku i zrobiłam wisiorek hi hi. Nieco infantylny, ale byłam nawet zadowolona dopóki nie pooglądałam sobie w internecie co robią mistrzynie. Wisiorek wygląda tak
śmiać mi się chce, więc już samo to, ze poprawiłam sobie nastrój jest pozytywem. Natomiast nie wiem czy będę coś robić w dziedzinie tkania koralikami w ręku, chociaż to fajna zabawa i praktycznie można taką robótkę wykonywać wszędzie. Materiały nie zajmują dużo miejsca i jak wynika z obejrzanych zdjęć jak ktoś ma odpowiednio dużo zapału może się nauczyć robić naprawdę piękne rzeczy. Mnie osobiście jakość wykonania tych małych dzieł sztuki nieco wystraszyła. To misterna robota, a ja bardziej sie nadaje do robienia rzeczy przyziemnych jak ten chodniczek do łazienki, który zrobiłam z przechodzonych bluzek trykotowych :-))
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)).
ale do tej pory ograniczyłam się do oglądania i podziwiania. Wczoraj coś mnie naszło, wyciągnęłam resztki koralików i postanowiłam spróbować. Brak odpowiedniego sprzętu niespecjalnie mi przeszkadzał,bo jak zwykle naiwnie założyłam, że przecież tylko próbuję. Po wczorajszych wyczynach już wiem, że odpowiednia igła i nici to niezbędna podstawa, również rozmiar koralików powinien być odpowiedni. Ale przecież nie dam się pokonać takim drobnostkom, jak już się napaliłam to nie ma zmiłuj. Podstawowy ścieg do tkania igłą zwany kwadratowym opanowałam dość szybko zarówno na płasko jak i w postaci rurki i oczywiście zwykłe ćwiczenie żeby nabrać wprawy uznałam za nudne. Wyłożyłam co tam miałam w pudełku i zrobiłam wisiorek hi hi. Nieco infantylny, ale byłam nawet zadowolona dopóki nie pooglądałam sobie w internecie co robią mistrzynie. Wisiorek wygląda tak
śmiać mi się chce, więc już samo to, ze poprawiłam sobie nastrój jest pozytywem. Natomiast nie wiem czy będę coś robić w dziedzinie tkania koralikami w ręku, chociaż to fajna zabawa i praktycznie można taką robótkę wykonywać wszędzie. Materiały nie zajmują dużo miejsca i jak wynika z obejrzanych zdjęć jak ktoś ma odpowiednio dużo zapału może się nauczyć robić naprawdę piękne rzeczy. Mnie osobiście jakość wykonania tych małych dzieł sztuki nieco wystraszyła. To misterna robota, a ja bardziej sie nadaje do robienia rzeczy przyziemnych jak ten chodniczek do łazienki, który zrobiłam z przechodzonych bluzek trykotowych :-))
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)).
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
czwartek, 12 czerwca 2014
"torba z sową"
Dla koleżanki, która zamówiła w grudniu sówki do powieszenia tym razem uszyłam torbę z sówką w formie aplikacji. Zamówiona dawno ,a jak zwykle szyta w ostatniej chwili w remontowym pyle.
Dosyć "mięsista" w dotyku, kolory ziemi z z dżinsowym dodatkiem. Duża kieszeń z zapięciem na zamek. Bambusowe uchwyty.
W sumie powstały dwie bo nie bardzo się dogadałyśmy i uszyłam torbę na spore zakupy, a okazało się, że mniejsza ma być. Cóż tak to bywa jak się odkłada i odkłada zamiast zrobić coś w stosownym czasie :-). Najważniejsze, że z tego co słyszałam obdarowana osoba jest zadowolona.
Wersja pierwsza wygląda tak:
Poprawiłam uszy, przesuwały się niestety, więc wyprułam i wszyłam szersze i krótsze tak jak te dżinsowe. Zdjęcie niewyraźne, ale normalnie kiepskie mi wychodzą a stanie na jednej nodze z aparatem w ręku po prostu mnie przerosło ;-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Dosyć "mięsista" w dotyku, kolory ziemi z z dżinsowym dodatkiem. Duża kieszeń z zapięciem na zamek. Bambusowe uchwyty.
W sumie powstały dwie bo nie bardzo się dogadałyśmy i uszyłam torbę na spore zakupy, a okazało się, że mniejsza ma być. Cóż tak to bywa jak się odkłada i odkłada zamiast zrobić coś w stosownym czasie :-). Najważniejsze, że z tego co słyszałam obdarowana osoba jest zadowolona.
Wersja pierwsza wygląda tak:
Poprawiłam uszy, przesuwały się niestety, więc wyprułam i wszyłam szersze i krótsze tak jak te dżinsowe. Zdjęcie niewyraźne, ale normalnie kiepskie mi wychodzą a stanie na jednej nodze z aparatem w ręku po prostu mnie przerosło ;-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
środa, 7 maja 2014
" z majowym słonkiem :-)) "
Nagromadziło mi się różnych zniechęceń więc dawno tu nie zaglądałam. Wszystko jednak kiedyś się kończy nawet największe zniechęcenie :-)). Poświęciłam trochę czasu na nikomu oprócz mnie niepotrzebna pracę podwórkową i jak tylko skończy się tynkowanie bocznej ściany budynku pokażę efekty. Dostałam kilka roślin od koleżanek "sprzątających" swoje ogrody i mam wielką nadzieję że się przyjmą i nie zostaną zniszczone podczas prac budowlanych. Przy okazji "uprawiania" podwórka wykształciłam w sobie umiejętności żebracze hi hi. Kolega podarował mi kilka desek tzw. oszwarów na skrzynie i kombinujemy jeszcze ze dwie ławki. Deski leżały na podwórku ze trzy lata nabrały więc że tak powiem patyny i są pięknie szare.
Obszyłam też szmatkowy pledzik. Niestety nie aksamitem bo było za grubo. Efekt końcowy jest bardzo "rękodzielniczy". Staram się ciąć mniej więcej równe paski, ale różne materiały dają różną grubość i całość nie jest wzorem równości. Mogę się bardzo przejmować albo uznać że taka jego uroda co też czynię :-)). Ma zdecydowanie rustykalny klimat i robię już kolejny :-)).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Obszyłam też szmatkowy pledzik. Niestety nie aksamitem bo było za grubo. Efekt końcowy jest bardzo "rękodzielniczy". Staram się ciąć mniej więcej równe paski, ale różne materiały dają różną grubość i całość nie jest wzorem równości. Mogę się bardzo przejmować albo uznać że taka jego uroda co też czynię :-)). Ma zdecydowanie rustykalny klimat i robię już kolejny :-)).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
czwartek, 13 lutego 2014
"recykling XXL ;-)"
Na ten pled zużyłam dużo byłych ubrań :-), wystarczy policzyć paski. Naprułam się przy tej robótce i nawyklinałam .Podstawową wadą jest ciężar i trudność utrzymania tego wszystkiego na drutach. Muszę jeszcze pled obszyć materiałem, będzie to ciemnoniebieski aksamit i mam nadzieję, że efekt końcowy będzie wart czasu jaki mi zajęła robótka, połamanych drutów i bolących rąk. Następny będzie lepiej zaplanowany kolorystycznie, w tym wykorzystałam przygotowane latem kłębki i jest taki "próbny" bo nie mam pojęcia jak dzianina się zachowa w użytkowaniu, czy nie będzie się rozciągać i.t.d. Na pewno też przydadzą się odpowiednio długie druty, mam już pomysł na takie i nadzieję, że się sprawdzą :-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
środa, 15 stycznia 2014
"pstrokate"
Tym razem na warsztat trafiły trzy bluzki i spódnica :-)). Wyszły dwie podkładki pod talerze.
Kolorowe, pstrokate i bardzo wiosenne. Za oknem wprawdzie pada coś paskudnego czyli zamarzający deszcz, ale od czego wyobraźnia. Stolik w zielonym ogrodzie na nim podkładki i talerzyki z tarta owocową, albo bezą z bitą śmietana i truskawkami :-)).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Kolorowe, pstrokate i bardzo wiosenne. Za oknem wprawdzie pada coś paskudnego czyli zamarzający deszcz, ale od czego wyobraźnia. Stolik w zielonym ogrodzie na nim podkładki i talerzyki z tarta owocową, albo bezą z bitą śmietana i truskawkami :-)).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
niedziela, 12 stycznia 2014
"rok 2014 pod znakiem recyklingu :-)"
Pokazałam kiedyś pozwijane paski ze szmatek. Cięcie starych ubrań zabrało mi latem sporo czasu. Mam strasznie dużo szmatek uzyskanych z bluzek, sukienek i itd. trochę wykorzystałam na koszyki, podkładki, ale jakoś nie widać , żeby coś ubywało. Nie przyznam się ile mam pudeł tego "dobra" bo to już wygląda na szmaciarską chorobę hi hi. W każdym razie któregoś dnia naszedł mnie zapał na wykorzystanie pracowicie pozwijanych kłębków i zrobiłam podkładki pod filiżanki. Są grube i dosyć sztywne, myślę , że doskonałe na taras, albo ogrodowy stolik.
zrobiłam też wierzchy do poduszek, które czekają na wykończenie i dwie bardzo kolorowe podkładki pod talerze. Pokażę w następnym poście. Pewnie nie wszystkim spodoba się taki sposób wykorzystania niepotrzebnych ubrań - słyszałam już uwagi typu: nie opłaca się robić takich rzeczy bo można kupić tanio w ... - ale wykonanie użytkowej rzeczy z czegoś co pozornie nadaje się już tylko do wyrzucenia może być świetną zabawą.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
zrobiłam też wierzchy do poduszek, które czekają na wykończenie i dwie bardzo kolorowe podkładki pod talerze. Pokażę w następnym poście. Pewnie nie wszystkim spodoba się taki sposób wykorzystania niepotrzebnych ubrań - słyszałam już uwagi typu: nie opłaca się robić takich rzeczy bo można kupić tanio w ... - ale wykonanie użytkowej rzeczy z czegoś co pozornie nadaje się już tylko do wyrzucenia może być świetną zabawą.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
czwartek, 9 stycznia 2014
"były święta ?"
No cóż, minęło kilka dni i jakoś sobie poukładałam wszystko, więc...Miało byc kolorowo, radośnie i ogólnie super. Ha ha. Trzy dni przed świętami Piotrek zapoznał się z ospą. Babci zrzedła mina i humor padł bo z przyjazdu dzieci nici. Ale trudno będą ferie niedługo to się nacieszymy. Spokojnie przygotowujemy się dalej. 23 grudnia Mm wracała z sanatorium do Przemyśla. Niestety nie dojechała. Pod Łańcutem był wypadek i zamiast do domu Mm dotarła do szpitala w Łańcucie z wstrząsem mózgu. Itd....Jak już myślę, że jako taki spokój nastał znowu coś się dzieje. Taka karma. Ale nic to stary rok nie taki znowu zły :-)) się skończył i z lekkim niepokojem czekam co przyniesie obecny. Kilka fotek pstrykniętych w ostatniej chwili przed likwidacją "nastroju"
Malutka choinka pachnąca, kłująca ( więcej nie dam się nabrać na drzewko w donicy) i kolorowa żeby się Piotrusiowi podobała. Sanki porzucił w piwnicy poprzedni mieszkaniec , wyszorowałam, nawoskowałam i sprawdziły się jako choinkowy podest.
pozbierałam gałązki zrzucone przez wiatr, namoczyłam i udało mi się skręcić wianek, który po wyschnięciu ozdobiłam szmatkowymi serduszkami szytymi w ilościach hurtowych i światełkami na baterie.
Na świeczniku serduszka i nadziane goździkami pomarańcze
i oczywiście widok na piecyk :-)) i zbiór czerwonych latarenek, waniliowe świeczki ładnie pachniały.
kanapa zarzucona serduszkowymi poduszkami, które uszyłam z juty nabytej w wiadomym miejscu kilka lat temu. Leżała i czekała na natchnienie. Wyszło duzo poduszek i równie wiele malutkich serduszek do zawieszania. Serduszka były zresztą wszędzie w różnych postaciach, szmaciane, drewniane i w postaci bombek. Taki napad serduszkowego szaleństwa :-)).
Wszystkim , którzy zaglądają, oglądają i czytają stryszkowego bloga najlepsze życzenia i serdeczne pozdrowienia.
Malutka choinka pachnąca, kłująca ( więcej nie dam się nabrać na drzewko w donicy) i kolorowa żeby się Piotrusiowi podobała. Sanki porzucił w piwnicy poprzedni mieszkaniec , wyszorowałam, nawoskowałam i sprawdziły się jako choinkowy podest.
pozbierałam gałązki zrzucone przez wiatr, namoczyłam i udało mi się skręcić wianek, który po wyschnięciu ozdobiłam szmatkowymi serduszkami szytymi w ilościach hurtowych i światełkami na baterie.
Na świeczniku serduszka i nadziane goździkami pomarańcze
i oczywiście widok na piecyk :-)) i zbiór czerwonych latarenek, waniliowe świeczki ładnie pachniały.
kanapa zarzucona serduszkowymi poduszkami, które uszyłam z juty nabytej w wiadomym miejscu kilka lat temu. Leżała i czekała na natchnienie. Wyszło duzo poduszek i równie wiele malutkich serduszek do zawieszania. Serduszka były zresztą wszędzie w różnych postaciach, szmaciane, drewniane i w postaci bombek. Taki napad serduszkowego szaleństwa :-)).
Wszystkim , którzy zaglądają, oglądają i czytają stryszkowego bloga najlepsze życzenia i serdeczne pozdrowienia.
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
Subskrybuj:
Posty (Atom)