czwartek, 1 września 2016

"tanie dranie czyli drugie życie przymałych sweterków"

O tym , że nic nie wyrzucam( bo przecież może się przydać) pisałam już wielokrotnie. W ten właśnie sposób stałam się posiadaczką pewnej liczby przymałych i przyfilcowanych sweterków. Teoretycznie był plan wykonania z tychże kocyka. Taki wieloletni był ten plan bo sweterków przybywało, a kocyka nikt nie zobaczył. Ale we wtorek wieczorem mnie napadło, poleciałam do szafy złapałam pierwszy z brzegu dostępny sweterek i oto są tanie dranie czyli Stasiek i Adasiek

napad był nagły do uszycia tych dwóch, ale pomysł zrodził się kilka dni wcześniej. Próbowałam narysować mordki, a z rysowaniem to u mnie kiepsko, ale jak na pierwszych drani są ok. Musze im jeszcze sprawić porteczki i będą już całkiem do wyjścia ;-)). Sweterki dofilcowałam w pralce coby więcej zesztywniały, ale koty i tak uszyłam ręcznie bo lubię po prostu. Są dosyć duże bo w założeniu mają być przytulaśne ;-). Wielkość osobnika zależna od wielkości sweterka.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku

wtorek, 16 sierpnia 2016

"wakacyjnie ;-) "

Bardzo dawno nic nie szyłam. Tak naprawdę od kiedy wpadłam w szpony "wielkiego kwadratu" ;-). Ale bardzo chciałam zrobić szmaciany prezent dla dawno niewidzianej Anetki, a raczej jej dzieci i wyciągnęłam maszynę z niebytu.
 Jasiek i Rózia.
Kamieniczki czyli domkowy obrazek.
Na razie tyle, ale mam nadzieje , że to początek i będzie więcej.
Zdrowotnie bez zmian czyli nic nie rośnie. Cieszymy się wakacjami z Piotrusiem
robimy letnie bukiety
i objadamy się takimi pysznościami (chociaż jak widać na zdjęciu niektórzy nie powinni nawet przebywać w pobliżu ;-(( ).
I tak jeszcze do soboty ;-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.



poniedziałek, 25 lipca 2016

"inspiracja kolorowym światem Rice "

Uff, wreszcie po niemal miesięcznym oczekiwaniu mamy klimatyzację. Działa od dwóch godzin i różnica jest, ze hej. Wreszcie da się żyć. Mam nadzieję, że będzie działać sprawnie i nie puści nas z torbami.
A teraz robótkowo. Kupiłam sobie jakiś czas temu książkę Happy Home. Głównie dla oczu i chociaż szmaragdowe zielenie , niebieskości i fiolety to nie całkiem moja bajka bardzo lubię pozytywną energię jaką emanuje.
Zimą zrobiłam pierwszy kolorowy kocyk, który spodobał się Piotrusiowi i teraz zrobiłam drugi dla siebie na jesienne wieczory. Mam też w planie uszycie poduszek, oczywiście z recyklingu ;-). Będą czerwono, różowo, pomarańczowe.

Kocyk jest mniejszy od poprzedniej kapy i ma tylko 160/160 cm.
Mam nadzieję , że teraz jak na stryszku będzie chłodniej będę mogła coś dłubać nie tylko rano i wieczorem. Wczoraj nawet zaczęłam koszyk na szydełku. Będzie się składał z pięciu kwadratów. Kupiłam kiedyś w miejscu kultu sznurek za jedne 3 zł i tak sobie leżał. Na koszyk powinien być bardzo dobry, przynajmniej taką mam nadzieję ;-).
i zrobiłam pierwszą przymiarkę ułożenia kwadratów

powinna wyjść całkiem fajna kapa.
Na razie to tylko przymiarka, bo w czwartek jadę do Gliwic i potem na kilka dni do Wrocławia. Przez utrudnienia związane z Krakowem trochę mi się skomplikowały plany podróżne, ale jakoś mam nadzieje uda się to ogarnąć.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.



piątek, 8 lipca 2016

"kapa skończona ;-) i plany orzeźwienia na stryszku "

Gorąco i jeszcze bardziej gorąco. Nieplanowany wydatek mnie czeka. Na stryszku trudno wytrzymać i zdecydowałam się na założenie klimatyzacji. Niestety klimatyzatorów brak i trzeba czekać. Część wyjąca będzie na zewnątrz i póki co nie wiem gdzie będzie część chłodząca. Nie ma za bardzo odpowiednich ścian. Zobaczymy jak już instalacja dojdzie do skutku. Miałam nieco inne nadzieje remontowe, ale życie weryfikuje zamierzenia. Przed zrobieniem czegokolwiek starałam się zaoszczędzić, żeby nie pożyczać, ale  niestety koszt nieplanowanej klimatyzacji nieco mnie przerósł. Mam fobię w temacie kredytów, ale trudno, tym razem nic nie poradzę. Mam tylko nadzieję, że podczas upałów na stryszku nie będzie już 36 stopni i rachunki za energię nas nie zeżrą ;-).
Skończyłam wreszcie wielkokwadratową kapę ;-). Oby się spodobała i pasowała na łóżko. Zrobiłam ja w prezencie dla teściowej  mego dziecka. Reszteczek starczyło jeszcze na wierzch poduszki. Zaczęłam też nową dłubaninkę ;-) i zdobyłam materiał na połączenie kwadratów, więc jak tylko pogoda pozwoli będzie niedługo nowy kocyk.

Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.

środa, 22 czerwca 2016

"zwyczajne życie czyli różności "

Minione dwa tygodnie minęły mi w lekkim zaczadzeniu, ale jak wiadomo nic nie trwa wiecznie. Na początek wieści mazurskie. Dzięki obecności Kuby, który nie dał się spławić doktorom, okazało się, że jednak można od razu pacjenta skierować na oddział rehabilitacyjny. Tak więc mąż rehabilituje się w pięknych okolicznościach przyrody w Ełku. Do Ełku panowie musieli niestety dotrzeć pociągiem co nieco zdziwiło pracowników tamtejszego szpitala. Ponad dwugodzinna podróż okazała się szczytem możliwości pacjenta w siódmej dobie po wielogodzinnej operacji. Nie chce mi się pisać co myślę o tym wszystkim. Na szczęście wyszło jak wyszło i tego się trzymam. Dziękuję za wsparcie duchowe i propozycje pomocy bardziej, że tak powiem fizycznej. Świadomość, że mimo tego wszystkiego co się dzieje wokół nas są ludzie oferujący bezinteresownie pomoc jest pokrzepiająca.
Ku pokrzepieniu ducha śpiące koty ;-))

Gacuś w swoim fotelu, a Nora i Antosiek na "swoich" oczywiście łóżkach. Gdzie w tym wszystkim miejsce dla "dużych" ?
I wieszadełko na doniczkę. Kupiłam w wiadomym miejscu koszyczek druciany lekko podrdzewiały z dwoma kółkami, niestety bez uchwytu. Kombinowałam z czego by ten uchwyt zrobić. Sznurek nie bardzo mi się podobał i nagle nieoczekiwanym źródłem natchnienia okazał się wieszak z pralni, którego nie zdążyłam wyrzucić. Całkiem jestem zadowolona z efektu.
Dalej w klimacie robótkowym, zrobiłam sobie pachnący wianek lawendowy z mojej własnej podwórkowej lawendy.
A potem w tym samym dniu zrobiło się tak
a po 10 min :-((



Ech, jak nie ludzie to żywioły. Ale chociaż mi smutno bo podwórko wyglądało już całkiem ładnie i napracowałam się mocno, to cieszę się , że szyby na stryszku ocalały. Tak waliło , że nawet zwykle obojętny wobec burzy Gacuś kulił się i popiskiwał. To było w sobotę. Dopiero dzisiaj wzięłam się za sprzątanie.Kilka dni niezbyt dobrze się czułam i wszystko musiało poczekać.  Poobcinałam nadłamane gałęzie, potrzasakane kwiaty i liście. Mam nadzieję , że przynajmniej niektóre jeszcze odrosną. I mamy już suszarnię. Ciekawe czy obędzie się bez awantur ;-).
I żeby nie kończyć gradobiciem zapowiedź nowego kocyka
Zrobiłam 162 kwadraty, w rzeczywistości to co wygląda szarawo jest zielone ;-). Jeszcze nie wiem jak je poukładam. Zrobiłam je w tzw międzyczasie szydełkując wielki kwadrat, który jest już naprawdę wielki i niedługo go skończę.
I to na razie tyle. Serdeczne pozdrowienia z bardzo już gorącego stryszku.






poniedziałek, 13 czerwca 2016

"świat w jakim żyjemy ;-( "

Gdyby nie to że muszę oszczędzać szyję waliłabym głową w mur niczym dzięcioł dziobem. To co się dzieje, albo nie dzieje zależy jak spojrzeć przekracza moje zdolności pojmowania. Otóż w środę lub w czwartek męża wypisują ze szpitala. Czyli w 6 lub 7 dobie po operacji. I według doktorów jest w tak doskonałym stanie , że nie należy mu się transport medyczny tylko ma wracać do Przemyśla pociągiem, autobusem czy czym tam sobie chce, albo może prywatnie wynająć karetkę na co niestety nas nie stać. Od kiedy sama zachorowałam nie mam żadnych złudzeń, że lekarze szanują pacjenta, ale w Olsztynie udowodnili że nie szanują też własnej pracy, jaką wykonali celem ratowania człowiekowi życia. Wielogodzinna podróż z przesiadkami to w końcu nic takiego, a jak pacjent po drodze "wysiądzie", to już jego problem. To na razie tyle, ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi, bo coś nie wierzę , że to koniec absurdu.

czwartek, 9 czerwca 2016

"po burzy jest pogoda ?????"

U mnie nie bardzo. Mam wrażenie , że w moim życiu trwa gradobicie z małymi przerwami na zwykłą  burzę. Każdy ma problemy, tak to już jest, ale deszczyk zamiast gradobicia byłby miłą odmianą. W zeszłym tygodniu mój maż pojechał z klasą na zlot do Ostródy i drugiego dnia padł bez życia. Nagłe zatrzymanie krążenia. Miał nieziemskiego farta, że zdarzyło się to w pobliżu karetki i ludzi, którzy wiedzieli co robić. Spędził kilka dni w Centrum Kardiologicznym w Iławie, a wczoraj wieczorem pojechał do szpitala w Olsztynie. Dzisiaj rano zaczęła się operacja. Potrwa około 7 godzin. Muszę wierzyć, że wszystko się uda, ale już naprawdę nie daję rady. Każda odporność ma granice.
Pozdrowienia ze stryszku

Dopisek :
Żeby nie zapeszyć krzyżuję palce za plecami - jest dobrze.
Dziękuję za wpisy, każde dobre słowo pomaga.