wtorek, 21 marca 2017

"kwadrat dla BBM i torby szydełkowe"

Obiecany kwadrat ze zmianą koloru. Mam nadzieję, że widać o co chodzi ;-).
Zaczynam od 6 oczek łańcuszka zamkniętych w kółko.Okrążenia zamykam na rogu , wkłuwam szydełko między początkowe 3 oczka łańcuszka i słupek i przeciągam nitkę przez oczko łańcuszka na szydełku. Kolejnym kolorem robię 3 oczka łańcuszka i.t.d.
A oto plon ostatniego tygodnia. Dostałam od znajomej dwa kłębki niebieskiej włóczki. Każdy kto tu zagląda wie, że niebieski to nie bardzo i leżała sobie ta włóczka czas jakiś. Aż przy okazji prucia kolejnego daru, tym razem białawego sweterka wpadłam na pomysł, że zrobię torbę/koszyk na robótkę. Na poprzedni koszyk z pięciu kwadratów niestety zabrakło mi sznurka. Efekt końcowy nawet mi się spodobał i postanowiłam zrobić sobie taką torbę w  kolorze bardziej  stryszkowym ;-). A potem to się rozpędziłam i zrobiłam jeszcze jedną wykorzystując reszteczki kocykowe i wygląda na to, że oprócz kocyków torby będą sposobem na stres. Szybciej się robią ;-).
Stefan jako model ;-). Kolory kółek na czarnej torbie są bardziej wyraziste. W założeniu to torby na robótki, ale można je wykorzystać jak kto chce.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.


środa, 15 marca 2017

" jeszcze w zielone gramy...."

Odszedł  Wojciech Młynarski, nasz własny polski Bard. Autor piosenek z "tekstem". Cytaty weszły do kanonu języka i używamy ich , często nie pamiętając skąd pochodzą.
Smutno

piątek, 10 marca 2017

"włóczkowe poduszki"

Prezent urodzinowy. Miała być jedna szara z warkoczami i druga szydełkowa, do której dodałam dwa kolory uwzględniając kolor zasłon. Trochę to śmieszne, ale to moje pierwsze włóczkowe poduszki. W zeszłym roku zrobiłam wprawdzie dwa czerwone wierzchy, ale nadal czekają na dokończenie.


Koleżanka zadowolona, więc ja też ;-). Wprawdzie to moje pierwsze, ale chyba nie ostatnie.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.

środa, 8 marca 2017

"o prezencie jaki Prezydent Miasta Przemyśla przygotował dla kobiet na 8 marca"

Ponieważ czas na moim blogu jest dowolny informuję, że mamy godz. 19:28. Niedawno wróciłam z manifestacji. Jak to w naszym mieście za wielka nie była. Ale mimo okropnej pogody zebrała się ponad setka osób. Kobiet i mężczyzn . W porównaniu z innymi miastami wydaje się , że to garstka, ale nasze miasto jest nieco dziwne. I to, że nawet garstka ludzi przychodzi jest sukcesem. Na manifestacji mówiło się o równych prawach dla kobiet i mężczyzn, o przeciwdziałaniu przemocy w każdej możliwej postaci, o naszym prawie do godności i szacunku,  lekceważeniu praw zagwarantowanych przez Konstytucję. O sprzeciwie wobec wprowadzanej "reformie" szkolnictwa. O prawie do nowoczesnej antykoncepcji, dobrej opiece okołoporodowej, prawie do nowoczesnych metod leczenia bezpłodności, do badań prenatalnych często umożliwiających leczenie wielu chorób jeszcze w życiu płodowym. Mówiło się też o prawie do aborcji, jako jednym z praw , które są obecnie łamane. Nie wiem czy to w związku z mającą się odbyć manifestacją czy też w ten akurat sposób chciał uczcić 8 marca, ale Prezydent naszego miasta zafundował nam na Rynku przed Urzędem Miejskim wystawę. Składa się z plakatów, na których zestawione są w zadziwiający sposób drastyczne fotografie. Np.: na jednym plakacie zdjęcie przedstawiające rzeź Ormian i szczątki płodu. Na kolejnym małpka poddawana badaniom testowym i oderwana główka  płodu z podpisem "aborcja w 24 tygodniu ciąży. Na jeszcze innym rozczłonkowane ciałko dziecka z podpisem "aborcja w 26 tygodniu ciąży zestawiona ze zdjęciem ofiar głodu na Ukrainie. Z tego co wiem nigdy nie było prawa zezwalającego na aborcję w 26 tygodniu ciąży. Nie wiem co mają na celu takie zdjęcia i takie zestawienia. Czy kobieta podejmująca dramatyczną decyzję o aborcji w przypadku okoliczności umożliwiających jej aborcję w zgodzie z obowiązującym prawem ma być stawiana na równi ze zbrodniarzami? Nie wiem czym kierował się Pan Prezydent. Sprowadził ważne dla kobiet i nie tylko postulaty do jednego problemu - aborcji. Na manifestacji mógł się wypowiedzieć kto chciał. I tak zostaliśmy zaatakowani przez panią z dzieckiem, która oświadczyła, że urodziła troje dzieci, każde przez cesarkę z zagrożeniem życia i nigdy by ciąży nie usunęła. Ale zapomniała dodać, że decyzję o urodzeniu dzieci podjęła sama, urodziła zdrowe dzieci i nie musiała zmagać się z dramatem dziecka niepełnosprawnego niezdolnego do życia, lub traumą związaną z gwałtem. Nie zrozumiała, że właśnie o możliwość wyboru chodzi. Prawo do aborcji nie jest równoznaczne z przymusem jej dokonania.
Może wyjdę na nieczułą degeneratkę, ale takie zdjęcia nie robią już na mnie wrażenia, jakie powinny w zamyśle "wystawców". Napatrzyłam się na podobne wielokrotnie na naszym Rynku. Pro life i im podobni serwują nam takie widoki przy różnych okazjach. Uważam, że to kiepska droga do założonego celu. W każdym razie gratuluję panu Panie Prezydencie pomysłu i przekonania, że kobiety w Przemyślu docenią  taką wystawę z okazji swego święta.  To już wolę goździka i rajstopy.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Jutro postaram się o bardziej optymistyczny wpis i pokażę poduszki, które zrobiłam dla koleżanki.

sobota, 4 marca 2017

"dlaczego tacy jesteśmy??? "

Nie lubię JSP, nie lubię tak bardzo, że przestałam oglądać jakiekolwiek wiadomości bo boli mnie brzuch jak patrzę na to co się dzieje. A ponieważ jednak chcę wiedzieć co się dzieje przestawiłam się na wiadomości czytane. Ale...ale chociaż owa partia przyprawia mnie o ból brzucha, a jakby rząd, prezydent i ministrowie przyprawiają  o mdłości to mam dosyć czytania , że ta chora rzeź drzew i mordowanie zwierząt zwane eufemistycznie polowaniem to wina owej partii. To po prostu nieprawda i szukanie usprawiedliwienia dla własnych poczynań. Owszem forsowanie głupawych niedopracowanych ustaw, które nie wnoszą niczego dobrego, a wręcz przeciwnie, jest jak najbardziej winą owej partii, ale ... Okey, ustawa o wycince weszła, niby prezydent przyklepał, ale ta bezprzykładna rzeź jaka się rozpętała to nijak nie jest winą tej durnej ustawy, tylko nas obywateli naszego kraju. To, że mogę coś zrobić nie znaczy , że zrobić to muszę. Przecież ustawa nie nakazała ogólnokrajowej wycinki, ustawa przedkładająca prawa strzelających przed prawami zwierząt też nie nakazała tego bezprzykładnego mordu jaki się odbywa. A jednak to wszystko się dzieje. Nie rozumiem tego, nie rozumiem ludzi, którzy to robią, ale przestańmy wreszcie dopatrywać się winy w innych, a spójrzmy na siebie.  Przecież to musiało w nas siedzieć skoro natychmiast jak się okazało, że w majestacie prawa można wycinać, można mordować, wielu ludzi tak ochoczo ruszyło do dzieła. Czy naprawdę my Polacy potrzebujemy zakazów, kar i wszechobecnych tabliczek typu " nie deptać trawników" żebyśmy zachowywali się po prostu przyzwoicie? Żyję już na tyle długo, że z całą pewnością mogę stwierdzić, że nic nie trwa wiecznie, każda władza ma swój koniec. Są rzeczy, na które tzw. przeciętny  obywatel nie ma wpływu, ale to jak się zachowujemy zależy tylko od nas. Czy doraźne korzyści są ważniejsze od parku, który jest nie tylko przyjemnością dla ludzi, ale też domem dla różnych istot, które mają takie samo prawo do życia jak my ? To, że obecny styl rządzenia propaguje podziały społeczne, dzieli zamiast jednoczyć, obraża, próbuje zastraszać i ograniczać prawa pewnych grup nie oznacza, że musimy to akceptować, godzić się z tym i usprawiedliwiać własne uczynki poczynaniami rządzących. Zamiast obwiniać innych spojrzyjmy na siebie i zastanówmy się nad naszym własnym postępowaniem. Boli mnie to co się dzieje, to co robimy zwierzętom,  drzewom i ogólnie przyrodzie. Boli to, że jesteśmy podli dla siebie nawzajem. Ale czy to na pewna wina obecnej władzy?, czy jak władza się zmieni, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki staniemy się nagle pełni empatii i dobrzy dla siebie nawzajem? Że przestaniemy krzywdzić zwierzęta?  Ze smutkiem stwierdzam, że nic takiego się nie stanie. Nie wiem co musi się wydarzyć żebyśmy się opamiętali. Czy naprawdę chcemy żyć w kraju gdzie sąsiad nienawidzi sąsiada, młodzieńcy w zielonych koszulach szaleją na ulicach, kobiety są pozbawione prawa decydowania o sobie, garstka ludzi decyduje co jest prawdą i co mamy myśleć? Gdzie zwierzęta mieszkają w ZOO, a zamiast prawdziwych drzew od przypadku do przypadku stoją donice z rachitycznym krzaczkiem? Czy naprawdę nie obchodzi nas nic poza własną doraźną korzyścią? Jakoś trudno mi uwierzyć, że tylko zwolennicy JSP ruszyli z wycinką. Przestańmy wreszcie zasłaniać się działaniami JSP i weźmy odpowiedzialność za to co robimy. Wielkie litery w internecie to krzyk, więc krzyczę:
                                 TO, ŻE MOGĘ  NIE ZNACZY, ŻE MUSZĘ
Żadna partia nie uczyni nas złymi lub po prostu bezmyślnymi ludźmi, jeżeli sami nie zechcemy takimi się stać.
 Dzisiaj w Przemyślu był piękny dzień, a mi jakoś smutno.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku

poniedziałek, 27 lutego 2017

" czapkę sobie zrobiłam ;-) "

W zasadzie to nie ma się czym chwalić. Zupełnie zwykła ściągaczowa, tylko włóczka śliczna. I właśnie w temacie włóczek będzie. Nabyłam sobie w wiadomym sklepie szaliczek za jedne 2 zł, bo mi się kolory spodobały, a nie z potrzeby, bo szaliczków ci u mnie dostatek. Jak nie cierpię czapek tak kocham szaliki. Tak więc nabyłam szaliczek przecudnej urody i przechodząc obok pasmanterii, której wystawa zawsze mnie przyciąga zobaczyłam włóczkę w kolorach bardzo do szaliczka pasujących. Z przyczyn wiadomych moja głowa teraz czapek wymaga, bez względu na lubienie, tak więc weszłam do pasmanterii. Oczopląs gwarantowany nastąpił i niestety szok finansowy. Dodam tutaj, że włóczkę na kocyki pozyskuję prawie wyłącznie z recyklingu, albo czasem w wiadomym sklepie udaje się kupić nową. Niby zdawałam sobie sprawę , że tanio nie jest, jednak ceny mnie z lekka zaskoczyły.  Coby dokończyć szaliczek z kwadratów wykonany z resztek z przeszłości postanowiłam przy okazji zakupić anilanę typu Kocurek i szczęka mi opadła bo ów Kocurek kosztował 9 zł za 10 dag. Nie ma się więc co dziwić, że za 10 dag czapkowej zapłaciłam 18 zł. Była w różnych kolorach i już widziałam siebie w wielkim swetrze popielato-wrzosowym, ale to było zanim spytałam o cenę :-(.  Jako pocieszenie mam nabytą w szmateksie czerwoną cieniowaną, z której dłubię już drugą hi hi wersję swetra i obawiam się , że nie ostatnią. Nabyłam ją w postaci swetra, który ktoś wykonał i bardzo temu komuś on nie wyszedł, więc po prostu wyrzucił. Widać z tych bogatszych "druciarzy' ten ktoś pochodził. W każdym razie sprułam, wymotałam, wyprałam, zwinęłam i robię. Nie pamiętam kiedy sobie ostatnio sweterek zrobiłam, więc ciut opornie mi idzie ;-), stąd już druga wersja.
Szkoda, że taka droga bo taki popielato-wrzosowy, wielki, mięciutki, otulający.....ech
Przyszły sweterek na razie wygląda tak hi hi
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.

piątek, 24 lutego 2017

"kocyki i słówko o Gliwicach ;-("

Niby wiedziałam, że w przypadku tego nowotworu najbardziej skuteczna jest protonoterapia. Ale skoro była niemożliwa i zdecydowano się na cyberknife starałam się myśleć pozytywnie. Po styczniowej wizycie okazało się, że nieco na wyrost. Nic nie zniknęło, nic się nie wchłonęło, jest jak było przed radioterapią. I tak mam fuksa bo przez półtora roku po operacji nie trzeba było robić kolejnej. Czas pokaże co będzie dalej. Według doktora, albo bardziej zezłośliwieje, albo zacznie odrastać, albo i jedno i drugie. Ale ponieważ tak naprawdę niewiele wiadomo o metabolizmie tego guza, zawsze mogę się wykazać hurra optymizmem i nadzieją, że może zyskam więcej czasu. A na razie robię kocyki, które to są w moim przypadku cudownym lekarstwem na stres.
Na początek kwadraty mniejsze. Zrobione jeszcze w zeszłym roku i porzucone. Najlepszą rozrywką jest robienie samych kwadratów, łączenie w całość to już zupełnie inna bajka ;-). W kolorycie taki bardziej wiosenny.

Drugi, bardziej jesienny, skończyłam wczoraj, a robiłam tylko trzy dni. Nie jest za wielki, więc szybko poszło, ale zupełnie wystarczający do drzemek ;-).

A dzisiaj zaczęłam kolejny
tak szybko go nie zrobię, na dokończenie czeka golf na drutach. Na razie więcej pruję niż zyskuję, ale sie staram ;-)
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.