niedziela, 28 maja 2017

"moja pierwsza chusta i nowe koszyki/torby"

Jakoś nie mogłam się zebrać na pisanie, ale robótkowanie szło pełną parą. Wczoraj wieczorem wróciłam z Krakowa z turnusu terapii psychoonkologicznej. Na ten moment napiszę tylko: jestem zadowolona, że się na ten turnus zdecydowałam i nie żałuję pieniędzy jakie na niego wydałam. To zadowolenie przyćmiewa nieco fakt, że podążając do pociągu skręciłam kostkę i nie mogłam korzystać z większości zajęć związanych z ruchem. Sam termin wyjazdu też się zmienił i trochę mi to poplątało plany.
A teraz to co udało mi się zrobić przed wyjazdem. W tym poście tylko koszyko/torby i chusta zrobiona w prezencie imieninowym dla teściowej dziecka mego.
 Jako pierwszy, koszyk z pięciu kwadratów. Planowałam już kiedyś zrobienie takiego koszyka ze sznurka, ale starczyło mi tylko na cztery kwadraty i zrezygnowałam. Tym razem włóczki starczyło i oto on :

W rzeczywistości jest bardziej zielony i kwiatki też wyrazistsze. W środku jak widać nadal w fazie bardzo początkowej zaczęty kiedyś tam sweterek.
Następne dwie torby są zupełnie zwyczajne w paski


I moja duma :-) - chusta. Zupełnie zwyczajna, zrobiona ściegiem kocyków granny square. Zwyczajna, ale i tak jestem dumna bo to moja pierwsza. Okazała się zdumiewająco łatwa do wykonania. Zaczęłam juz kolejną dla koleżanki na urodziny. Jako "opakowanie" wykorzystałam niebieski koszyk :-).

I to tyle na dzisiaj.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.



piątek, 28 kwietnia 2017

"zielone kwadraty w trakcie łączenia i o zdjęciach w internecie"

Pokazywałam jesienią zielone kwadraty. No, pokazałam, a potem poskładałam i tak sobie czekały. W ramach postanowienia, że na jedną nową robótkę przypadnie jedna robótka odłożona, jako pierwsze załapały się właśnie one. Zaczęłam we wtorek i nawet mi idzie, mam tylko nadzieję, że nie zabraknie mi włóczki na łączenia. Łącze ostatnim okrążeniem, więc byłoby niefajnie bo nie da się zakombinować. Ostateczna wersja jest nieco inna niż ta , którą pokazałam jesienią, ale wydaje mi się , że lepsza. Co prawda na pierwszy rzut oka niewiele widać, bo nie umiem uchwycić kolorów. W rzeczywistości różnice w odcieniach są bardzo wyraźne. Myślę, że kocyk wyjdzie całkiem ładny ;-). Oczywiście samo zrobienie to małe miki w porównaniu z czekającym mnie potem wszywaniem nitek. Obiecuję sobie, że następne to już będę wszywać od razu przy każdym zrobionym kwadracie, ale jakoś nic z tego nie wychodzi.


Na zdjęciu ze Stefanem ;-)widać, że kolory kocyka doskonale pasują do poduchy.
A teraz z zupełnie innej beczki. Na facebooku ktoś zamieścił post, że sprzeda kwiatki szmaciane i swą propozycję zilustrował zdjęciem. Jak się potem okazało cudzym. Owa osoba miała pecha bo na tym samym profilu reklamowała swoje produkty autorka zdjęcia. Czyli sprawa się rypła. To co się rozpętało nawet trudno opisywać. Osoba się tłumaczyła, że zdjęcie było w internecie, niepodpisane, więc nie widziała problemu. Opinie były skrajne.
Dla mnie w tym konkretnym przypadku sprawa jest oczywista. Chcesz sprzedawać produkt reklamujesz go zdjęciem rzeczywistym. Korzystając z cudzego zdjęcia sprzedajesz cudzy produkt. I nie zmienia tego fakt, że osoba nie napisała, że to jej zdjęcie, bo nie napisała też , że wzięła je z określonego miejsca w internecie jako poglądowe.
Komentujący mocno się podzielili w opiniach i padły naprawdę ostre słowa. Uważam, że nie powinno się nikogo wyzywać, ale nie jest to też zupełnie błaha sprawa jak uważali niektórzy. Bo jednak ktoś reklamował swój produkt cudzym zdjęciem pokazującym pracę autora tegoż zdjęcia, czyli....
Nie każdy niestety jest tak twórczy, że wszystko co zrobi jest wyłącznie jego autorskim projektem i wiele z nas szuka inspiracji w internecie. Ale co innego inspiracja, a co innego dokładne skopiowanie czyjejś pracy i podanie jako swojego pomysłu. Tak się po prostu nie robi i tak samo nie powinno się używać zdjęcia produktu kogoś innego do reklamowania własnego wyrobu. Wiadomo, że w internecie to właśnie zdjęcie sprzedaje produkt i jak jest ładne to więcej osób przyciągnie. Ale ja zakładam, że osoba sprzedająca pokazuje mi właśnie to co sprzedaje, a w tym konkretnym przypadku tak niestety nie było. Nie ukrywam, że lubię piękne zdjęcia i podziwiam jak niektórzy potrafią pokazać to co robią, tym bardziej, że tego to na pewno nie potrafię ;-). Jednak jak chcę coś kupić to zwracam uwagę nie tylko na urodę fotografii. Wielu ludzi kupuje jednak oczami i jak już dostaną to czym się tak zachwycili bywa różnie. Tak więc lepiej pokazać dzieło rąk własnych, żeby uniknąć pretensji i rozczarowania. I chociażby dlatego, nawet pomijając inne aspekty nie powinno się ilustrować własnej pracy cudzą. I żadne tłumaczenia takie czy inne mnie nie przekonują.
A jakie jest Wasze zdanie?
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku

wtorek, 25 kwietnia 2017

"ogólnie to jest średnio"

Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio otworzyłam komputer. A posiadam aktualnie dwa. Jeden stary , który już dogorywa i drugi dostany od dziecka mego przy okazji bytności świątecznej. I mam problem, bo ja technicznie tępa jestem przeogromnie. Opanuję kilka czynności i jakoś tam idzie, ale....jak już się przyuczę to się przywiążę i trudno mi się przestawić, a dostany od dziecka komputer chociaż wybitnej urody z jabłuszkiem na froncie to z z moim HP ze starym oprogramowaniem (nie lubię microsoftu za wycofanie xp) nie ma absolutnie nic wspólnego. Wprawdzie w zakresie w jakim moja osoba obsługuje komputer nie powinno to mieć żadnego znaczenia, ale jednak ma. I ten nadmiar szczęścia tak mnie zablokował, że ani stary ani nowy nie był użytkowany. Dzisiaj otworzyłam pocztę i jest tak zawalona, że się zablokowała ;-(. No, ale jak się co najmniej dwa tygodnie nie zajrzało to nic dziwnego. Z góry przepraszam, że nie odpisałam na życzenia jakie na pewno przyszły i jak tylko odgruzuję skrzynkę, chociaż mocno po czasie odpiszę. Chyba mam jakąś opóźnioną reakcję na wszystkie wydarzenia ostatnich dwóch już prawie lat i spadek nastroju mi nie odpuszcza. Nawet nie chce mi się z domu wychodzić. Zakupione sadzonki stoją na podwórku i mam tylko nadzieję, że wykażą się wolą przetrwania. Ale staram się całkiem nie rozłożyć i codziennie przymuszam do zrobienia chociaż kilku rzędów jakiejś robótki. Tak więc chociaż rozczochrana i w piżamie skończyłam kocyk. Wyszedł niezbyt duży, około 160/160 cm, za to całkiem przyjemny dla oka kolorystycznie.

Zrobiłam tez nową torbę lub koszyk, jak kto woli. Duża i z długimi uszami na ramię. Półsłupkami, w dwie nitki, więc jest dosyć sztywna.


Więcej osiągnięć nie ma ;-(. Chociaż przed świętami jak faza spadku jeszcze mnie nie dopadła uszyłam nowe pokrowce na leżankowe poduszki. Trochę widać na zdjęciach z kocykiem. Wszystkie użyte materiały oczywiście nabyte w miejscu szmacianej rozpusty. Niech żyje recykling !
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
p.s.
Nora po trzech tygodniach pozbyła się kryzy :-). I mała zagadka hi hi. Koty dostały nowe domki. Gacuś tradycyjny wiklinowy domek, tylko w rozmiarze XL, a Nora i Antosiek domek podwójny. Pytanie brzmi : kto jest na górze, a kto na dole ?

piątek, 7 kwietnia 2017

"z powrotem w domu: nowy koszyk, nieco więcej kocyka i Nora w... "

Wróciłam w sobotę wieczorem i jak na razie odpoczywam :-). Było bardzo przyjemnie, ale też nieco wykańczająco. Odwiedziłam wnuki na wsi. W Krakowie byłam u onkologa i zapisałam się na turnus terapii onkologicznej. Ostatnio trochę podupadłam na duchu i mam nadzieję, że taka terapia postawi mnie do pionu. Turnus zaczyna się od 15 maja, więc jeszcze mam sporo czasu. Byłam też we Wrocławiu. Przyjechała z Germanii moja siostra i we dwójkę doprowadziłyśmy naszego biednego Tatę do przesytu starymi dziećmi hi hi. Dwie córeczki w tym samym czasie...;-). Wybrałyśmy się do ZOO i Afrykanarium. I cóż, chociaż było bardzo przyjemnie to stwierdzam, że ZOO i Cyrk to zabawa dobra dla dzieci. W dzieciństwie uwielbiałam wrocławski Ogród, teraz mam mocno mieszane uczucia., ale może się czepiam.
Spotkałam się z Anią czyli blogową Kankanką i mogłam sobie obejrzeć jej Pasjonaterię od podszewki ;-). Przy okazji kolejnej wizyty we Wrocławiu na pewno znowu tam zajrzę.
 Podrobiłam kocyk, mniej niż planowałam, ale każdy rząd zbliża  do finału, więc i tak jestem zadowolona.
a na stryszku w ramach odpoczynku dokończyłam zaczęty przed wyjazdem kolejny szydełkowy koszyk


W domu powitała mnie bardzo obrażona i nieszczęśliwa Nora. Jedna z kocich bitew zakończyła się dziabniętym tyłeczkiem. Antybiotyki, środek przeciwbólowy i gustowna kryza nie zyskały kociej aprobaty. Wczoraj byliśmy na wizycie kontrolnej i kryza została na kolejny tydzień. Pierwszy raz kocia bitwa zakończyła się krwawo. Zapewne zadziałały pazury Gacusia, który stanowczo protestuje i nie pozwala na obcinanie.

W Przemyślu wiosna i nawet na nieszczęsnym podwórku pokazały się krokusy i narcyzy, chociaż po wczorajszym gradobiciu pewnie niewiele z nich zostało. Tegoroczny sezon na podwórku zaczął się od katastrofy budowlanej, ale o tym w następnym poście.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.


wtorek, 21 marca 2017

"kwadrat dla BBM i torby szydełkowe"

Obiecany kwadrat ze zmianą koloru. Mam nadzieję, że widać o co chodzi ;-).
Zaczynam od 6 oczek łańcuszka zamkniętych w kółko.Okrążenia zamykam na rogu , wkłuwam szydełko między początkowe 3 oczka łańcuszka i słupek i przeciągam nitkę przez oczko łańcuszka na szydełku. Kolejnym kolorem robię 3 oczka łańcuszka i.t.d.
A oto plon ostatniego tygodnia. Dostałam od znajomej dwa kłębki niebieskiej włóczki. Każdy kto tu zagląda wie, że niebieski to nie bardzo i leżała sobie ta włóczka czas jakiś. Aż przy okazji prucia kolejnego daru, tym razem białawego sweterka wpadłam na pomysł, że zrobię torbę/koszyk na robótkę. Na poprzedni koszyk z pięciu kwadratów niestety zabrakło mi sznurka. Efekt końcowy nawet mi się spodobał i postanowiłam zrobić sobie taką torbę w  kolorze bardziej  stryszkowym ;-). A potem to się rozpędziłam i zrobiłam jeszcze jedną wykorzystując reszteczki kocykowe i wygląda na to, że oprócz kocyków torby będą sposobem na stres. Szybciej się robią ;-).
Stefan jako model ;-). Kolory kółek na czarnej torbie są bardziej wyraziste. W założeniu to torby na robótki, ale można je wykorzystać jak kto chce.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.


środa, 15 marca 2017

" jeszcze w zielone gramy...."

Odszedł  Wojciech Młynarski, nasz własny polski Bard. Autor piosenek z "tekstem". Cytaty weszły do kanonu języka i używamy ich , często nie pamiętając skąd pochodzą.
Smutno

piątek, 10 marca 2017

"włóczkowe poduszki"

Prezent urodzinowy. Miała być jedna szara z warkoczami i druga szydełkowa, do której dodałam dwa kolory uwzględniając kolor zasłon. Trochę to śmieszne, ale to moje pierwsze włóczkowe poduszki. W zeszłym roku zrobiłam wprawdzie dwa czerwone wierzchy, ale nadal czekają na dokończenie.


Koleżanka zadowolona, więc ja też ;-). Wprawdzie to moje pierwsze, ale chyba nie ostatnie.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.

środa, 8 marca 2017

"o prezencie jaki Prezydent Miasta Przemyśla przygotował dla kobiet na 8 marca"

Ponieważ czas na moim blogu jest dowolny informuję, że mamy godz. 19:28. Niedawno wróciłam z manifestacji. Jak to w naszym mieście za wielka nie była. Ale mimo okropnej pogody zebrała się ponad setka osób. Kobiet i mężczyzn . W porównaniu z innymi miastami wydaje się , że to garstka, ale nasze miasto jest nieco dziwne. I to, że nawet garstka ludzi przychodzi jest sukcesem. Na manifestacji mówiło się o równych prawach dla kobiet i mężczyzn, o przeciwdziałaniu przemocy w każdej możliwej postaci, o naszym prawie do godności i szacunku,  lekceważeniu praw zagwarantowanych przez Konstytucję. O sprzeciwie wobec wprowadzanej "reformie" szkolnictwa. O prawie do nowoczesnej antykoncepcji, dobrej opiece okołoporodowej, prawie do nowoczesnych metod leczenia bezpłodności, do badań prenatalnych często umożliwiających leczenie wielu chorób jeszcze w życiu płodowym. Mówiło się też o prawie do aborcji, jako jednym z praw , które są obecnie łamane. Nie wiem czy to w związku z mającą się odbyć manifestacją czy też w ten akurat sposób chciał uczcić 8 marca, ale Prezydent naszego miasta zafundował nam na Rynku przed Urzędem Miejskim wystawę. Składa się z plakatów, na których zestawione są w zadziwiający sposób drastyczne fotografie. Np.: na jednym plakacie zdjęcie przedstawiające rzeź Ormian i szczątki płodu. Na kolejnym małpka poddawana badaniom testowym i oderwana główka  płodu z podpisem "aborcja w 24 tygodniu ciąży. Na jeszcze innym rozczłonkowane ciałko dziecka z podpisem "aborcja w 26 tygodniu ciąży zestawiona ze zdjęciem ofiar głodu na Ukrainie. Z tego co wiem nigdy nie było prawa zezwalającego na aborcję w 26 tygodniu ciąży. Nie wiem co mają na celu takie zdjęcia i takie zestawienia. Czy kobieta podejmująca dramatyczną decyzję o aborcji w przypadku okoliczności umożliwiających jej aborcję w zgodzie z obowiązującym prawem ma być stawiana na równi ze zbrodniarzami? Nie wiem czym kierował się Pan Prezydent. Sprowadził ważne dla kobiet i nie tylko postulaty do jednego problemu - aborcji. Na manifestacji mógł się wypowiedzieć kto chciał. I tak zostaliśmy zaatakowani przez panią z dzieckiem, która oświadczyła, że urodziła troje dzieci, każde przez cesarkę z zagrożeniem życia i nigdy by ciąży nie usunęła. Ale zapomniała dodać, że decyzję o urodzeniu dzieci podjęła sama, urodziła zdrowe dzieci i nie musiała zmagać się z dramatem dziecka niepełnosprawnego niezdolnego do życia, lub traumą związaną z gwałtem. Nie zrozumiała, że właśnie o możliwość wyboru chodzi. Prawo do aborcji nie jest równoznaczne z przymusem jej dokonania.
Może wyjdę na nieczułą degeneratkę, ale takie zdjęcia nie robią już na mnie wrażenia, jakie powinny w zamyśle "wystawców". Napatrzyłam się na podobne wielokrotnie na naszym Rynku. Pro life i im podobni serwują nam takie widoki przy różnych okazjach. Uważam, że to kiepska droga do założonego celu. W każdym razie gratuluję panu Panie Prezydencie pomysłu i przekonania, że kobiety w Przemyślu docenią  taką wystawę z okazji swego święta.  To już wolę goździka i rajstopy.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Jutro postaram się o bardziej optymistyczny wpis i pokażę poduszki, które zrobiłam dla koleżanki.

sobota, 4 marca 2017

"dlaczego tacy jesteśmy??? "

Nie lubię JSP, nie lubię tak bardzo, że przestałam oglądać jakiekolwiek wiadomości bo boli mnie brzuch jak patrzę na to co się dzieje. A ponieważ jednak chcę wiedzieć co się dzieje przestawiłam się na wiadomości czytane. Ale...ale chociaż owa partia przyprawia mnie o ból brzucha, a jakby rząd, prezydent i ministrowie przyprawiają  o mdłości to mam dosyć czytania , że ta chora rzeź drzew i mordowanie zwierząt zwane eufemistycznie polowaniem to wina owej partii. To po prostu nieprawda i szukanie usprawiedliwienia dla własnych poczynań. Owszem forsowanie głupawych niedopracowanych ustaw, które nie wnoszą niczego dobrego, a wręcz przeciwnie, jest jak najbardziej winą owej partii, ale ... Okey, ustawa o wycince weszła, niby prezydent przyklepał, ale ta bezprzykładna rzeź jaka się rozpętała to nijak nie jest winą tej durnej ustawy, tylko nas obywateli naszego kraju. To, że mogę coś zrobić nie znaczy , że zrobić to muszę. Przecież ustawa nie nakazała ogólnokrajowej wycinki, ustawa przedkładająca prawa strzelających przed prawami zwierząt też nie nakazała tego bezprzykładnego mordu jaki się odbywa. A jednak to wszystko się dzieje. Nie rozumiem tego, nie rozumiem ludzi, którzy to robią, ale przestańmy wreszcie dopatrywać się winy w innych, a spójrzmy na siebie.  Przecież to musiało w nas siedzieć skoro natychmiast jak się okazało, że w majestacie prawa można wycinać, można mordować, wielu ludzi tak ochoczo ruszyło do dzieła. Czy naprawdę my Polacy potrzebujemy zakazów, kar i wszechobecnych tabliczek typu " nie deptać trawników" żebyśmy zachowywali się po prostu przyzwoicie? Żyję już na tyle długo, że z całą pewnością mogę stwierdzić, że nic nie trwa wiecznie, każda władza ma swój koniec. Są rzeczy, na które tzw. przeciętny  obywatel nie ma wpływu, ale to jak się zachowujemy zależy tylko od nas. Czy doraźne korzyści są ważniejsze od parku, który jest nie tylko przyjemnością dla ludzi, ale też domem dla różnych istot, które mają takie samo prawo do życia jak my ? To, że obecny styl rządzenia propaguje podziały społeczne, dzieli zamiast jednoczyć, obraża, próbuje zastraszać i ograniczać prawa pewnych grup nie oznacza, że musimy to akceptować, godzić się z tym i usprawiedliwiać własne uczynki poczynaniami rządzących. Zamiast obwiniać innych spojrzyjmy na siebie i zastanówmy się nad naszym własnym postępowaniem. Boli mnie to co się dzieje, to co robimy zwierzętom,  drzewom i ogólnie przyrodzie. Boli to, że jesteśmy podli dla siebie nawzajem. Ale czy to na pewna wina obecnej władzy?, czy jak władza się zmieni, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki staniemy się nagle pełni empatii i dobrzy dla siebie nawzajem? Że przestaniemy krzywdzić zwierzęta?  Ze smutkiem stwierdzam, że nic takiego się nie stanie. Nie wiem co musi się wydarzyć żebyśmy się opamiętali. Czy naprawdę chcemy żyć w kraju gdzie sąsiad nienawidzi sąsiada, młodzieńcy w zielonych koszulach szaleją na ulicach, kobiety są pozbawione prawa decydowania o sobie, garstka ludzi decyduje co jest prawdą i co mamy myśleć? Gdzie zwierzęta mieszkają w ZOO, a zamiast prawdziwych drzew od przypadku do przypadku stoją donice z rachitycznym krzaczkiem? Czy naprawdę nie obchodzi nas nic poza własną doraźną korzyścią? Jakoś trudno mi uwierzyć, że tylko zwolennicy JSP ruszyli z wycinką. Przestańmy wreszcie zasłaniać się działaniami JSP i weźmy odpowiedzialność za to co robimy. Wielkie litery w internecie to krzyk, więc krzyczę:
                                 TO, ŻE MOGĘ  NIE ZNACZY, ŻE MUSZĘ
Żadna partia nie uczyni nas złymi lub po prostu bezmyślnymi ludźmi, jeżeli sami nie zechcemy takimi się stać.
 Dzisiaj w Przemyślu był piękny dzień, a mi jakoś smutno.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku

poniedziałek, 27 lutego 2017

" czapkę sobie zrobiłam ;-) "

W zasadzie to nie ma się czym chwalić. Zupełnie zwykła ściągaczowa, tylko włóczka śliczna. I właśnie w temacie włóczek będzie. Nabyłam sobie w wiadomym sklepie szaliczek za jedne 2 zł, bo mi się kolory spodobały, a nie z potrzeby, bo szaliczków ci u mnie dostatek. Jak nie cierpię czapek tak kocham szaliki. Tak więc nabyłam szaliczek przecudnej urody i przechodząc obok pasmanterii, której wystawa zawsze mnie przyciąga zobaczyłam włóczkę w kolorach bardzo do szaliczka pasujących. Z przyczyn wiadomych moja głowa teraz czapek wymaga, bez względu na lubienie, tak więc weszłam do pasmanterii. Oczopląs gwarantowany nastąpił i niestety szok finansowy. Dodam tutaj, że włóczkę na kocyki pozyskuję prawie wyłącznie z recyklingu, albo czasem w wiadomym sklepie udaje się kupić nową. Niby zdawałam sobie sprawę , że tanio nie jest, jednak ceny mnie z lekka zaskoczyły.  Coby dokończyć szaliczek z kwadratów wykonany z resztek z przeszłości postanowiłam przy okazji zakupić anilanę typu Kocurek i szczęka mi opadła bo ów Kocurek kosztował 9 zł za 10 dag. Nie ma się więc co dziwić, że za 10 dag czapkowej zapłaciłam 18 zł. Była w różnych kolorach i już widziałam siebie w wielkim swetrze popielato-wrzosowym, ale to było zanim spytałam o cenę :-(.  Jako pocieszenie mam nabytą w szmateksie czerwoną cieniowaną, z której dłubię już drugą hi hi wersję swetra i obawiam się , że nie ostatnią. Nabyłam ją w postaci swetra, który ktoś wykonał i bardzo temu komuś on nie wyszedł, więc po prostu wyrzucił. Widać z tych bogatszych "druciarzy' ten ktoś pochodził. W każdym razie sprułam, wymotałam, wyprałam, zwinęłam i robię. Nie pamiętam kiedy sobie ostatnio sweterek zrobiłam, więc ciut opornie mi idzie ;-), stąd już druga wersja.
Szkoda, że taka droga bo taki popielato-wrzosowy, wielki, mięciutki, otulający.....ech
Przyszły sweterek na razie wygląda tak hi hi
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.

piątek, 24 lutego 2017

"kocyki i słówko o Gliwicach ;-("

Niby wiedziałam, że w przypadku tego nowotworu najbardziej skuteczna jest protonoterapia. Ale skoro była niemożliwa i zdecydowano się na cyberknife starałam się myśleć pozytywnie. Po styczniowej wizycie okazało się, że nieco na wyrost. Nic nie zniknęło, nic się nie wchłonęło, jest jak było przed radioterapią. I tak mam fuksa bo przez półtora roku po operacji nie trzeba było robić kolejnej. Czas pokaże co będzie dalej. Według doktora, albo bardziej zezłośliwieje, albo zacznie odrastać, albo i jedno i drugie. Ale ponieważ tak naprawdę niewiele wiadomo o metabolizmie tego guza, zawsze mogę się wykazać hurra optymizmem i nadzieją, że może zyskam więcej czasu. A na razie robię kocyki, które to są w moim przypadku cudownym lekarstwem na stres.
Na początek kwadraty mniejsze. Zrobione jeszcze w zeszłym roku i porzucone. Najlepszą rozrywką jest robienie samych kwadratów, łączenie w całość to już zupełnie inna bajka ;-). W kolorycie taki bardziej wiosenny.

Drugi, bardziej jesienny, skończyłam wczoraj, a robiłam tylko trzy dni. Nie jest za wielki, więc szybko poszło, ale zupełnie wystarczający do drzemek ;-).

A dzisiaj zaczęłam kolejny
tak szybko go nie zrobię, na dokończenie czeka golf na drutach. Na razie więcej pruję niż zyskuję, ale sie staram ;-)
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.


sobota, 18 lutego 2017

"Muzeum Dobranocek i.... czyli teraz będzie nadmiar postów hi hi"

Do Muzeum Dobranocek i Zabawek zPRL-u w Rzeszowie wybraliśmy się podczas ferii. Pogoda się załamała, zamiast śniegu deszcz czyli czas jak najbardziej odpowiedni do innej rozrywki niż saneczki. Decyzja zapadła i pojechaliśmy. Oczywiście obiektem kultowym czyli pociągiem zwanym Niedźwiadek. Nie żebyśmy mieli wielki wybór co do pojazdu, w grę wchodził ewentualnie Bus, który pojazdem kultowym nie jest . Muzeum można sobie wyguglać i obejrzeć na jego stronie o wiele lepsze zdjęcia niż wykonane przez piszącą te słowa, więc ani opisów, ani zdjęć za dużo nie będzie. Tak naprawdę ten post jest pretekstem do pokazania jednego zdjęcia ze specjalną dedykacją i pewną historyjką :-).
Muzeum jest w pomieszczeniach bez okien czyli po prostu w piwnicy i mój padający aparat nie podołał, a światła skierowane na gabloty nie pomogły, ale...Ale muszę przyznać, ze się wzruszyłam spoglądając w przeszłość, a Piotrek  był bardzo zadowolony, a dziadek nie mógł powstrzymać się od okrzyków typu "miałem to".
Dla dziewczynek
Dla chłopców
Moja ulubiona układanka w przedszkolu, była jeszcze wersja z gwoździkami i płytą pilśniową :-)
Uciekaj myszko do dziury, bo tu cię złapie kot bury czyli gry z tamtych czasów
i układanki
Bohaterowie dobranocek :-), mniej i bardziej zaawansowani technicznie hi hi

I niezbyt zadowolony Piotruś w szkolnej ławce, nie bardzo chcący uwierzyć, ze babcia w takiej siedziała w szkole "-)
I dwaj panowie przy studni na Rynku, młodszy z miną typu "po co mi robisz zdjęcie" ;-)
A teraz zdjęcie, na widok którego śmiałam się jak durna, ze specjalną dedykacją dla mojej siostry i "limuzyny"ze zdjęcia. Najpierw opowiastka hi hi.
Otóż, dawno dawno temu pewien mały chłopiec dostał taką limuzynę od dziadka. Dziadek pojazd nabył z drugiej ręki w stanie opłakanym i poddał reanimacji, dzięki czemu do wnuczka dotarł już jako krwisto czerwona limuzyna z żółtymi światłami w pełni sprawna. Oczywiście, żadnej tam elektryki, baterii i.t.p tylko napęd nożny czyli pedały, co będzie istotne w dalszym ciągu opowieści. Chłopiec autem się cieszył, ale czas płynął nieubłaganie i w końcu zupełnie już nie pasował rozmiarem do pojazdu. Dla mamusi chłopca wielkość zabawki zaczęła stanowić pewien problem i postanowiła przekazać go dalej (czego teraz trochę żałuje hi hi). Nie było to takie proste bowiem zaczęły się już pojawiać pojazdy bardziej zaawansowane technicznie i pedałowiec nie stanowił obiektu marzeń małych chłopców. Ale pewnego dnia do mamusi odezwała się jej Młodsza Siostra (młodsza, ale całkiem dorosła), że jest chętna osoba i tylko jest problem, bo trzeba pojazd dostarczyć na dworzec we Wrocławiu. Tu mała dygresja- posiadacze limuzyny mieszkali wówczas w Żarach, skąd jedyny bezpośredni pociąg zwany pieszczotliwie "ajzenachem" kursował w okolicach godziny trzeciej nad ranem. Młodsza Siostra postanowiła się poświęcić i przybyć osobiście celem pośredniczenia w przekazaniu dobra . Oczywiście problem jak z osiedla oddalonego od stacji o jakieś cztery km w środku nocy dostarczyć dobro do pociągu nie zaprzątał na razie główek nieco szurniętych siostrzyczek. Młodsza Siostra przybyła po południu i jakoś tak pod wieczór zaczęła się debata co z tym fantem zrobić. Komunikacja miejska nocą nie prowadziła działalności, żaden bagażnik taksówki pojazdu o takich gabarytach by nie pomieścił, więc nie było innego wyjścia jak udanie się na stację piechotą. Ale jak to zrobić? dobro trochę ważyło. Ale przemądre siostrzyczki przy udziale dziecka jednej, a siostrzeńca drugiej uradziły, że należy dobro ciągnąć. I tak oto około godziny 1:30 w nocy zaśmiewając się do łez zniosły pojazd ze schodów i trochę ciągnąc po mało równym chodniku uśpionego osiedla, trochę niosąc, dotarły do asfaltu. Co tu dużo mówić ledwo żywe ze śmiechu i w pełni świadome faktu, że pomysł z ciągnięciem pojazdu na pasku od płaszcza jest niemożliwy do realizacji. Otóż bowiem proszę państwa siostrzyczki nie uwzględniły faktu iż droga do miasta (osiedle znajdowało się pod miastem, albo za jak kto woli) jest cokolwiek z górki. W końcu Starsza Siostra wpadła na odkrywczy pomysł, że najlepiej będzie wykorzystać pojazd zgodnie z przeznaczeniem. Po różnych przymiarkach do pedałów, wszak osoba prowadząca była nieco większa niż przewidziana na kierowcę Młodsza Siostra zasiadła na masce używając wyżej wymienionego paska do kierowania i z lekkim hurgotem oddaliła się drogą na szczęście w większej części asfaltową. Po drodze minęła taksówkę, którą do domu z jakiegoś kursu wracał szwagier i wcale a wcale nie przyznał się , że zna podróżującą w dziwnym pojeździe osobę, tym bardziej, że osłupiały z wrażenia taksówkarz nieomalże wjechał na drzewo wykrzykując przy tym "widział pan to?". Szoku doznał też czteroosobowy oddział żołnierzy wracający z patrolu i jeszcze długo po tym wydarzeniu krążyły o nim opowieści w jednostce. Na dworcu we Wrocławiu Młodsza Siostra wywołała u oczekujących odbiorców raczej konsternację niż zachwyt, ale to już zupełnie inna historia.
Oto bohater opowiastki, a ta dwójka dzieci to całkiem jak my Siostro hi hi. Nie udało mi się zrobić lepszego zdjęcia niestety.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.








piątek, 17 lutego 2017

"Dzień Kota czyli w większości sceny łóżkowe ;-) "

Na początek Nora i Antosiek czyli strażnicy domowego ogniska
ćała trójka uwielbia kocią trawę, szczególnie prosto z torby. Napasą się, a potem wiadomo...

I sceny łóżkowe hi hi
Chłopaki razem czyli z brudasem nie sypiam ;-)
Gacuś - będę tu leżał i lepiej mnie nie ruszaj
Chłopaki- tym razem w pewnym oddaleniu i z bardzo wyraźnym przekazem w spojrzeniu ;-)
BGK czyli bardzo gruby Kot w ulubionym fotelu
Norka ma dość chłopaków
i panienka na poduszce.
Dzięki kotom życie na stryszku jest bardzo urozmaicone. Te trzy maja bardzo różne charaktery i czasem trwa prawdziwa wojna, ale zwykle tworzą zgraną bandę. Najbardziej żałuję, ze juz nie przygarnę zadnej sieroty, ale co robić życie bywa brutalne.
Serdeczne pozdrowienia dla kociej braci przesyłają stryszkowe koty. A ja wszystkim kocim sierotom życzę spotkania dobrego człowieka i pełnych miseczek.