sobota, 15 lipca 2017

"remontu część pierwsza czyli z motyką na słońce "

Dokładnie cztery tygodnie temu zaczęła się stryszkowa demolka. Początek był bardzo obiecujący, a to za sprawa Jakubka, który przyjechał na trzy dni i to były jedyne dni kiedy się działo w tempie zachęcającym do dalszych działań. Dzięki sąsiadce, która się wyprowadziła i dała mi klucze do swojego mieszkania mieliśmy miejsce na nasze graty z większego pokoju. Pakowanie i wynoszenie tego wszystkiego co udało nam się zgromadzić tylko w tym jednym pokoju było mocno zniechęcające. W każdym razie pusty pokój pozbawiony też paneli oczekiwał na przyjazd Głównego Pomocnika. W ciągu trzech dni powstała dziura w ścianie i zabudowa tejże, jak również nowa podłoga. Marzyła mi się chociaż deska trójwarstwowa, ale niestety...więc są panele, ale przynajmniej takie, które sama wybrałam.





Zabudowa ściany tym razem zrobiona inaczej. W trakcie prac odkrywkowych ;-) nadszedł sąsiad wiedziony ciekawością co też jest miedzy murem, a regipsem. U siebie odkrywał różne niespodzianki. W każdym razie stwierdził, że teraz jak wykorzystuje różne odkryte przestrzenie na schowki , nie obudowuje ich najpierw regipsem tylko robi pudło z płyty wiórowej. Oczywiście coś mi w głowie piknęło i zaczęłam kombinować , że może też od razu pudło zrobić. Po gorącej dyskusji stanęło na sklejce. Trzeba było wszystko wymierzyć, żeby od razu w sklepie przyciąć na odpowiednie wymiary. Przy okazji przekonałam się , że mebel ze sklejki wcale nie wychodzi tanio, a wręcz przeciwnie :-(. No, ale efekt wyszedł zadowalający, więc nie ma co jojczyć. Potem w tempie błyskawicznym Jakubek wykonał podłogę i pojechał do domku, a my zostaliśmy z całą resztą robót wszelakich. Zakładałam, że zajmie nam to w sumie dwa tygodnie, ale zapomniałam jakby, że od ostatnich działań remontowych nieco lat nam przybyło i choroby różne swe ślady też zostawiły. A plany były szerokie z malowaniem mebli włącznie. Na zdjęciach tego za bardzo nie było widać, ale stryszkowe meble młode nie są, a i pięć kotów przez lata swoje zdziałało. Nabycie nowych odpadało, więc wymyśliłam sobie malowanie. I tu pojawiła się motyka z przysłowia. Okazało się to katorżniczą pracą. Pierwotny lakier i dziesiątki lat wcierania różnych preparatów stworzyły dość oporną na szlifowanie powierzchnię. Nie można też było się za bardzo rozszaleć bo warstwa okleiny jakby cienka była. Szlifowanie spadło całkowicie na męża, bo ja niestety muszę się trzymać z dala od wszelkich trzęsących urządzeń. Tak więc dla mnie pozostawało malowanie szlifowanie papierem i kolejne malowanie dwa razy. W sumie każdy mebel pomalowałam trzy razy i mam trochę dosyć tej rozrywki. Blat stołu, ławy i wierzchy szuflad naolejowałam i nawoskowałam. Nie chciałam lakierować i mam nadzieję, że nie będę tego żałować na dłuższą metę. Stołowa nogę pomalowałam na biało, bo mocno ucierpiała, jak tacy różni traktowali ją jak drapak. Mam nadzieję, ze nie wrócą do tej działalności. Tak naprawdę nie wiem też jak będzie z farbą, czy nie będzie się ścierać, albo obłazić. Zmieniłam też kolor ścian na coś co się nazywa fińska sauna. Niby też jasny, ale tak kompletnie różny od poprzedniego , że musiałam malować trzy razy żeby pokryło. Poprzedni kolor kompletnie nie grał z nowa podłogą. Zdjęcia bez widoku sprzed zmian, bo na ten moment nie mam czasu, żeby szukać. Stryszkowi sympatycy  pamiętają różne odsłony, a jak zajrzy tu ktoś nowy serdecznie zapraszam do pooglądania starszych wpisów ;-).

Brutalnie traktowane regały, przycinane, nawiercane, przestawiane i po pięciu przeprowadzkach dostały już ostatnie życie. Po prostu więcej już z nich nie wykrzesam. Mam tylko nadzieje, że ten lifting zda egzamin. Najstarszy i najbardziej trwały mebel czyli ława z Ikei. Ma 36 lat i jest niezniszczalna. Teraz już takich nie robią niestety. Kanapy pozbyłam się już chwilę temu bo jak mi się na początku podobała, tak od pewnego czasu budziła niezbyt przyjazne uczucia. Nie miałam funduszy na inną, więc nabyłam zwykłe tanie łóżko sosnowe bez wezgłowi i uszyłam poduchy. Największa służąca za oparcie ma w sobie pierze z górnych poduch kanapy. Z dolnej zrobiłam nowa poduchę na fotel, bo na starej siedziało się już na sprężynach. Takie łóżkowe siedzisko ma tą zaletę, że można sobie dowolnie zmieniać koloryt poduch i materaca i oczywiście zyskałam pełnowymiarowe dodatkowe miejsce do spania. Dół kanapy tez wykorzystałam, ale o tym przy okazji remontu sypialni ;-).
i wprawdzie nieco zasłonięty, ale bardzo pojemny mebel w ścianie

i takie tam inne pstryki


Na jednym ze zdjęć widać zwisające świeczki hi hi. Raczej już nie spełnią swojej roli, ale obrazują jaka temperatura bywa na stryszku bez klimatyzacji.
Podsumowując : napracowaliśmy się okrutnie. Na razie jestem zadowolona, a jak to wszystko sprawdzi się w użytkowaniu ? -czas pokaże. Po zakończeniu remontu powrócą też moje stareńkie chodniki, które po zaliczeniu pralni chemicznej mocno zyskały na urodzie.
I to na razie tyle, zabieram się teraz za pakowanie sypialni. Najbardziej obawiam się samodzielnego montażu paneli, więc mam nadzieję, że będziecie trzymać kciuki.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.






20 komentarzy:

  1. Pięknie, klimatycznie na Twoim stryszku. Przytulnie, ciepło, aż chce się przebywać w takim mieszkanku.
    Tylko współczuję temperatury. Jak zobaczyłam świeczki to mi "szczęka opadła".
    Pozdrawiam.
    regian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Regian :-). Nadal pokój jest pełen światła, ale trochę inaczej. Jasna podłoga i inny odcień ścian sporo zmieniły."Spływające" świeczki są niezłe ;-).
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Ja też już od dwóch tygodni robię "mały remoncik" w kuchni. Malowanie ścian zleciłam mężowi, a pomalowanie mebli kuchennych to moja robota. Bardzo żmudna i jednostajna praca! I końca nie widać, bo jeszcze przede mną wymiana blatów, wymiana podłogi(pewnie już nie w tym roku, bo mam dość)i inne kosmetyczne działania.
    Dlatego podziwiam Waszą pracę - pięknie na Waszym stryszku!Powodzenia z dalszymi pracami-samodzielne układanie paneli to prosta sprawa - dacie radę na pewno! Pamiętam jak układałam mozaikę dębową - ile miałam satysfakcji, że poradziłam sobie!
    Serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie też życzę remontowego powodzenia Małgosiu.Mam nadzieję, że poradzimy sobie z panelami.Zresztą jakby nie ma innej możliwości ;-).
      Serdecznie pozdrawiam i trzymam kciuki za kuchnię.

      Usuń
  3. Sister po tym jak "jechalaś" parkiet na Lwowskiej kawałkiem szkła, a potem zatrułaś sie oparami lakieru- panele to bajka :). Stryszek wyszedł super !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, moje remontowe i ogólnie mieszkaniowe przygody to byłaby niezła opowieść hi hi. Na razie to wyszedł tylko jeden pokój i to przy wydatnym udziale Jakubka. Tak więc jeszcze długa droga przed nami.
      Buziak :-).

      Usuń
  4. Stryszek zawsze mi się podobał , teraz wypiękniał jeszcze bardziej . Nadal jest przytulny i ciepły ;)) w takim od-czuciowo pozytywnym znaczeniu .
    Wymyśliłaś bardzo fajne połączenie kolorystyczne i te schowki w ścianie wykorzystane na regały ... już kombinuje gdzie w swoim mieszkaniu dziurę wyrąbać i zrobić coś podobnego ;)))
    Myślę ,że chodniczki dopełnią klimatu , który polubiłam kiedyś dawno temu i nadal lubię ,
    z tym ,że jeszcze bardziej ;))
    Marysiu w remoncie mojej łazienki robię za " podaj płytkę " , posprzątaj i jedź po : uszczelkę , kranik , listwę itp , a najczęściej " jedź to zamień" tę kwestię wręcz uwielbiam ;((
    dlatego podziwiam Twój wkład pracy fizycznej ,a przede wszystkim wizję i koncepcje zmian .
    Trzymam kciuki , ale raczej za Wasze zdrowie , aby nie ucierpiało bo o los remontu jestem spokojna.
    Pozdrawiam serdecznie -Irena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko, dziękuję bardzo.
      Dziura w ścianie pozwoliła na zlikwidowanie różnych podłogowych "instalacji", ale i tak nie wszystko udało się poupychać. Nawet wstępna selekcja nie pomogła. Wysłałam już siostrze do Niemiec dwa spore kartony z książkami i jakoś nie widać, żeby coś ubyło. Co do kolorów to miałam nadzieję, że zrobi się trochę przestrzenniej przy takich odcieniach. Oczywiście najlepiej byłoby odgracić mieszkanie ;-), ale cóż nie można wymagać za wiele od miłośniczki rupieci. Generalnie to lubię różne przeróbki i remonty, ale niestety nie jest to już takie
      proste. Bardziej męczące i długotrwałe, ale nadal cieszy jak się udaje. A Twoja rola pomocnika jest też ważna bo główny wykonawca nie musi sobie zawracać głowy tysiącem drobiazgów, które rozwalają pracę. Chodniki sukcesywnie trafiają do pralni bo takie domowe czyszczenie nie załatwia sprawy na dłuższą metę. Miałam trochę obaw czy się nie rozpadną, ale jak na razie wracają w całości Pewnie zejdzie nam z remontem do późnej jesieni, ale co zrobić.
      Ściskam mocno :-).

      Usuń
  5. Fakt, motyka, i słońce, ale jak pięknie wyszło! Przemiły, przytulny pokój. Gratuluję efektów i poprzedzających ich- odwagi :) a co do kanapy z łóżka, to być może, wkrótce pomysł podkradnę...;)moje poddasze też niewielkie i trzeba meblowo improwizować, a tutaj i super siedzisko, i zastępcze łóżko. Świeczek jako takich nie stosuję, za to tealight. Nic sie stopić nie da. Czy w w dachowych oknach masz rolety? One niezwykle wypraszają słońce i upał ze stryszków i poddaszy. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P. S. Za skośną ścianą mam super schowek, do którego zgięta w pół, mogę wejść. Wspaniały podręczny magazynek.

      Usuń
    2. Dzięki :-). Dach na kamienicy ma stosunkowo mały skos i nie mamy takich miejsc na schowki. Między regipsem, a murem jest akurat tyle miejsca, żeby zaizolować i wstawić mebel na głębokość około 25 cm. I to też nie w każdym miejscu. Środkowa część mebla ma tylko 17 cm głębokości. Ale to zawsze coś i robi się świetne miejsce na książki, których mimo szeroko rozwiniętego rozdawnictwa jakoś nie ubywa.Osobiście z łóżkowej leżanki jestem zadowolona, chociaż nie wszystkim znajomym się pomysł podoba. Ale tak naprawdę, są miejsca do siedzenia w ilości wystarczającej jak ktoś nas odwiedza i niekoniecznie musi siedzieć akurat na leżance. Każdy mieszka jak lubi. Łóżko kupiłam za 120 zł z dnem w pakiecie. Materac na promocji. Poduchy uszyłam sama wykorzystując posiadane dobra recyklingowe czyli pierze z poduch kanapowych i kawałek gąbki ze starego przyciętego materaca. Pocięłam gąbkę na drobne kawałki i zrobiłam poduchy w rozmiarze jaki mi pasował.Takie gąbkowe wkłady można prać w pralce. Wykorzystuję różne dobra bo na porządne rzeczy mnie nie stać, a na badziew szkoda pieniędzy. Mam niestety zwyrodniały gust i większość tego co mi się podoba jest poza zasięgiem. Z drugiej strony lubię przerabiać i wykorzystywać to co mam :-).Małe poddasza są przytulne, ale też bywają kłopotliwe meblowo. Oczywiście problem jest mniejszy jako można sobie pozwolić na zamówienie zabudowy na wymiar. Jak nie, trzeba kombinować. Na naszym strychu jest jedno mieszkanie , które ma salon do szczytu dachu. Niestety jest największe, więc i cena była odpowiednio większa. Strasznie mi się podobało do momentu, w którym zostało urządzone. Stryszek ma 50 m po podłodze, a tamto 20 m więcej, ale jakoś te metry zniknęły.Co w sumie jest dziwne biorąc pod uwagę stryszkowe zagracenie ;-). Nie mam rolet. Przez dłuższy czas były dla mnie za drogie, więc zrobiłam sobie takie "przyszybne" zasłonki i tak już zostało. Mam po dwa komplety do każdego pomieszczenia czyli na 7 okien i wystarczają mniej więcej na dwa lata. Większym problemem jest kiepsko zaizolowany dach. W zeszłym roku założyłam klimatyzację i jest, że tak powiem całkiem kulturalnie. Świeczki na świeczniku były tylko ku ozdobności :-) i obecny spływający kształt uzyskały na przechowaniu w mieszkaniu sąsiadki. Ciekawa jestem jak wygląda Twój stryszek :-).
      Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj Marysiu! Stryszek wygląda REWELACYJNIE!!! Od zawsze lubię Twoje wnętrza i w każdej odsłonie są piękne i mają w sobie niepowtarzalny urok! i oryginalność! Kanapa cudna i przede wszystkim - Twoja i niepowtarzalna:) Pięknie prezentuje się stół - mam taki w kuchni i też czeka na renowację:)) Pewnie wyjdzie u nas podobnie - może blat będzie ciemniejszy.. A co do stryszku ogólnie - to prawda, że jak dach nie ma prawidłowej izolacji, warunki mogą być trudne.. Obecne lato jest chłodne, ale gdy zdarzają się upały musimy emigrować z sypialni:) Życzę powodzenia w dalszym remoncie i serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu :-).
      Na stryszek zaglądają same pokrewne dusze. Tyle miłych słów podkręca człowieka i mobilizuje do działania. Jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się na jasną podłogę bo przy niezbyt wysokim wnętrzu daje wrażenie większej przestrzeni. Stół z bliska wyglądał naprawdę nieszczególnie, ale był intensywnie użytkowany dwadzieścia kilka lat, więc to normalne, że się zniszczył.Tym bardziej, że ja nie z tych trzęsących się nad meblami. Teraz wygląda bardzo dobrze, więc było warto nad nim popracować. A dach stryszkowy to problem i latem i zimą. Albo nagrzany, albo wychłodzony. Po kilku dniach malowania mebli w mieszkaniu sąsiadki, gdzie temperatura dochodziła do 38 stopni bardzo się cieszę, że w zeszłym roku zdecydowałam się na zrobienie klimatyzacji. U nas póki co lato może chłodniejsze niż zeszłoroczne, ale nie brakuje gorących dni. Dziękuję za życzenia remontowe, mam nadzieję, że wszystko się uda, chociaż zajmie jeszcze sporo czasu :-).
      Serdecznie pozdrawiam i więcej pogodnych dni życzę.

      Usuń
  8. No normalnie... aż bym pozazdrościła! Nie chciałabyś urządzić moich wnętrz????? Uwielbiam Twoje sztuczki i genialne pomysły! Brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Aniu :-). To kiedy zaczynamy?
      Pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń
  9. Przepiękne, przytulne wnętrze. Zazdroszczę zdolności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :-). Zamiłowanie do przeróbek przy ograniczonych możliwościach finansowych bardzo rozwija pomysłowość :-).
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  10. Proszę napisać jak zrobić poduszki z pierza - mam starą pękającą po brzegach kołdrę do recyklingu. Z czego uszyć wsypy żeby pierze nie wyłaziło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry :-).
      Uszyłam wsyp z materiału wsypowego, który u nas akurat jest dostępny tylko w niezbyt pięknym różowym kolorze. Ten materiał teoretycznie jest jeden, ale jak się niestety przekonałam w praktyce różni się gęstością. Jak jest za rzadki pierze dość szybko zaczyna przełazić. Na tą wielką poduchę udało mi się kupić grubszy i sztywniejszy. Poducha jest w użyciu kilka miesięcy i na razie jest dobrze :-). Nie potrafię powiedzieć z jakiego zakładu i jakiej gramatury jest ten wsyp bo na tkaninie nie było oznaczeń. Kupiłam nie tak dawno w jednej z sieciówek kołdrę i jaśki z pierza ze względu na ich kolor, ale po kilku miesiącach są nie do użytku :-(. Tak więc też czeka mnie przesypywanie, które samo w sobie jest dość marną rozrywką hi hi. Wkłady trzeba szyć podwójnym ściegiem tzn. najpierw zeszyć po prawej stronie a potem przewlec i zszyć chowając brzegi żeby nie wyłaziły. Życzę powodzenia z kołdrą :-).
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń