Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 maja 2016

"majówka - Arboretum w Bolestraszycach "

Było pięknie ;-)







Serdeczne pozdrowienia ze stryszku

poniedziałek, 16 lipca 2012

"teraz ja" - czyli robię coś dla siebie

Trudno się uczę w kwestii "Marysia to frajerka", ale ostatnio zaliczyłam tyle kopniaków, że nawet ja spasowałam. Pewnie jak sobie to wszystko poukładam w glowie wyględzę jakiś post. A na razie na drodze zmian w moim stosunku do otoczenia postanowilam od czasu do czasu zrobić coś tylko dla siebie i spełnić jakąś zachciankę. Od niepamiętnych czasów chciałam zobaczyć kilka miejsc i jakoś nigdy nic z tego nie wyszło. Na dobry początek - wycieczka do Pragi. Trzy miesiące jako kobieta sprzątająca i proszę oto ja :-) w Pradze.


kilka "widokówek", nic odkrywczego, wszystkie piękne zdjęcia Pragi niestety zrobił już ktoś wcześniej :-).



















i kilka urokliwych zakątków















Zdjęć mam dużo, jakość głównie pamiątkowa ;-), ale co mi tam. Wycieczka była z gatunku "zwiedzamy galopkiem" i zdjęcia też robione w podobnym tempie. Wyjechaliśmy z Przemyśla w środę o 22. Od 10 rano prosto z autobusu ruszyliśmy zwiedzać. Około 15 krótki postój w hotelu, coby się doprowadzić do porządku i z powrotem do miasta. To był naprawdę meczący dzień. Po kolacji jeszcze trochę zwiedzania, wieczorem przedstawienie z podświetlanymi fontannami w tle i powrót do hotelu. Przynajmniej taki był zamiar, ale jak można iść spać w Pradze nie wstąpiwszy wcześniej na piwo? W rezultacie spać poszłam około 1 w nocy, albo nad ranem jak kto woli. Drugi dzień równie intensywny, zakończony rejsem po Wełtawie i oczywiście kolejna wizyta w knajpce :-). Rano po śniadaniu wyjazd. Po drodze wstąpiliśmy do Kutnej Hory i Sedlec. Kolacja już po naszej stronie i w domu byłam w środku nocy zmęczona niemiłosiernie, ale naładowana po czubek głowy pozytywną energią, której mam nadzieję wystarczy mi na jakiś czas.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.




poniedziałek, 18 czerwca 2012

"konkurs :-)) "- zapraszam do udziału !

Pierwszy lód jedzony samodzielnie


i oczekiwanie na bułeczkę z lemoniadą


A teraz mały konkurs.
Byłam u dzieci i "nuka" jak sam o sobie mówi. Wybraliśmy się na wycieczkę. Poniżej kilka zdjęć. Kto zgadnie jakie to miejsce i napisze komentarz pod postem weźmie udział w losowaniu. Nagrodą będzie szmatkowy koszyk , oczywiście dzieło rąk  moich :-)).Losowanie 5 lipca w urodziny Nory. Jak tylko będzie gotowy dodam zdjęcie.
Zapraszam serdecznie











Pozdrowienia ze stryszku

poniedziałek, 12 lipca 2010

"Jarmark garncarski w Medyni Głogowskiej"

W niedzielę zadzwonili znajomi, że wybierają się na Jarmark garncarski do Medyni Głogowskiej i mają miejsce w samochodzie. Pojechalam oczywiście bardzo chętnie. Z niejakim wstydem przyznaję , że nie miałam pojęcia ani o owej Medyni, ani o tym, że to zagłębie lepienia czy też toczenia garnków glinianych. Wioska leży około 60 km od Przemyśla. Jarmark jest tam organizowany og kilkunastu lat i muszę przyznać, że cieszy się najwyraźniej wielkim powodzeniem, bo takich tłumów to dawno nie widziałam. Można sobie obejrzeć Zagrodę garncarską

wnętrze chaty, aczkolwiek trudno było zrobić jakieś szczególnie fajne zdjęcia bo w oczy właził np.: czajnik elektryczny na piecu przy glinianych garnkach, albo plastikowe wiadro z mopem w sieni :-(. Może to i był zabawny element, ale chyba niezupełnie o to chodzi


zestaw dla praktykującej z zapałem praczki :-))




kolo garncarskie ze wspomaganiem :-)

wyjątkowo cierpliwe osoby mogły spróbować swoich sił, niestety trzeba było czekać w długachnej kolejce, a upał był niemożliwy, ale robią tam wakacyjne warsztaty, wiec kto wie może spróbuję...

piec w chacie (nie wiem czy ta skóra z dzika stanowi element niezbędny przy wypalaniu, czy też to taki "dizajn" ;-), coby hm ładniej było?)

inny piec na podwórku

i cos co mnie niezmiernie ucieszyło, prawdziwe jarmarczne zabawki :-)), słońce było okropne i kolory niezbyt wierne, ale i tak sama radość

na terenie zagrody kramy były tylko z polskim rękodziełem. Mogło się podobać, albo nie, jak wiadomo to rzecz gustu, ale była to nasza własna twórczość, a nie chińska. Oczywiście chińszczyzna również była i fruwające krokodyle, ale poza zagrodą. Do pełnego szczęścia zabrakło mi tylko obwarzanków na sznurku :-).


tu już mniej ludowo, ale też przyjemnie

nabyłam sobie oczywiście miejscowy wyrób. Oprócz "cudowności" będących ukłonem w stronę turystów nie brakowalo tradycyjnych, zupełnie zwyczajnych wiejskich dzbanków i garnków za naprawdę niewielkie pieniądze.

Pozdrawiam serdecznie :-)