Niby wiedziałam, że w przypadku tego nowotworu najbardziej skuteczna jest protonoterapia. Ale skoro była niemożliwa i zdecydowano się na cyberknife starałam się myśleć pozytywnie. Po styczniowej wizycie okazało się, że nieco na wyrost. Nic nie zniknęło, nic się nie wchłonęło, jest jak było przed radioterapią. I tak mam fuksa bo przez półtora roku po operacji nie trzeba było robić kolejnej. Czas pokaże co będzie dalej. Według doktora, albo bardziej zezłośliwieje, albo zacznie odrastać, albo i jedno i drugie. Ale ponieważ tak naprawdę niewiele wiadomo o metabolizmie tego guza, zawsze mogę się wykazać hurra optymizmem i nadzieją, że może zyskam więcej czasu. A na razie robię kocyki, które to są w moim przypadku cudownym lekarstwem na stres.
Na początek kwadraty mniejsze. Zrobione jeszcze w zeszłym roku i porzucone. Najlepszą rozrywką jest robienie samych kwadratów, łączenie w całość to już zupełnie inna bajka ;-). W kolorycie taki bardziej wiosenny.
Drugi, bardziej jesienny, skończyłam wczoraj, a robiłam tylko trzy dni. Nie jest za wielki, więc szybko poszło, ale zupełnie wystarczający do drzemek ;-).
A dzisiaj zaczęłam kolejny
tak szybko go nie zrobię, na dokończenie czeka golf na drutach. Na razie więcej pruję niż zyskuję, ale sie staram ;-)
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ; na stryszku zrobione. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ; na stryszku zrobione. Pokaż wszystkie posty
piątek, 24 lutego 2017
sobota, 6 kwietnia 2013
"świateczny zajączek i szydełkowe coś"
Święta były delikatnie mówiąc "ciekawe", ale dzieci przyjechały , Piotruś dokazywał i tym się cieszę, a reszta.... pies trącał resztę ;-)).
Gacuś w charakterze "świątecznego zajączka"
W poniedziałek dzieci pojechały a ja byłam jakaś taka nie bardzo. Najpierw stwierdziłam, że muszę coś zrobić, żeby nie siedzieć z ogłupiałą miną przed telewizorem, któren to telewizor żadnych ciekawych rzeczy nie przekazywał. Wyciągnęłam pudło z włóczką (niestety li i jedynie acrylową), którą kiedyś tam przed wiekami dostałam od babci. Wyprałam, wymotałam już jakiś czas temu i tak sobie leżała bez pomysłu na robótkę. Kolorki takie bardziej bijące po oczach. Babcia robiła z rzeczonego acrylu "amerykanskie" w stylu pledy i tak sobie pomyślałam - kocyk zawsze się przyda. No i zrobiłam hi hi. Cztery dni na tylnej części ciała i trzy kolorki z głowy. Nie bardzo jestem dumna z "dzieła" rak moich jako takiego, natomiast z tępa pracy i owszem, szczególnie biorąc pod uwagę, że za bardzo pracowita ostatnio nie jestem. Kocyk najłatwiejszy na świecie. Wystarczy umiejętność robienia półsłupków i każdy może wykonać sobie kocyk z resztek włóczki wszelakiej :-)).
Pozdrowienia ze stryszku :-)).
Gacuś w charakterze "świątecznego zajączka"
W poniedziałek dzieci pojechały a ja byłam jakaś taka nie bardzo. Najpierw stwierdziłam, że muszę coś zrobić, żeby nie siedzieć z ogłupiałą miną przed telewizorem, któren to telewizor żadnych ciekawych rzeczy nie przekazywał. Wyciągnęłam pudło z włóczką (niestety li i jedynie acrylową), którą kiedyś tam przed wiekami dostałam od babci. Wyprałam, wymotałam już jakiś czas temu i tak sobie leżała bez pomysłu na robótkę. Kolorki takie bardziej bijące po oczach. Babcia robiła z rzeczonego acrylu "amerykanskie" w stylu pledy i tak sobie pomyślałam - kocyk zawsze się przyda. No i zrobiłam hi hi. Cztery dni na tylnej części ciała i trzy kolorki z głowy. Nie bardzo jestem dumna z "dzieła" rak moich jako takiego, natomiast z tępa pracy i owszem, szczególnie biorąc pod uwagę, że za bardzo pracowita ostatnio nie jestem. Kocyk najłatwiejszy na świecie. Wystarczy umiejętność robienia półsłupków i każdy może wykonać sobie kocyk z resztek włóczki wszelakiej :-)).
Pozdrowienia ze stryszku :-)).
niedziela, 10 czerwca 2012
"koszyk Marcina"
Niezbyt wyraźne, ale nie mogę się powstrzymać :-)
Koszyk Marcina.
Wprawdzie zrobiony już chwilę temu, ale jakoś niefajnie u mnie było i nie tylko nic nie pisałam, ale i niewiele zrobiłam. Ponieważ byłam w stanie bardzo "jęczącym", a postanowiłam ograniczyć jęki wolałam nic nie pisać. Mam pozaczynane różne różności, którym daleko do finału. Na tym zdjęciu koszyk w pełnej gotowości.
kieszonka na motek
dwie kieszonki na druty
kłębki na "próbę" :-))
z bliska, przy dziennym świetle kolory były świetne, chyba podobał mi się najbardziej ze wszystkich, które zrobiłam.
Anno dziękuję za troskę. Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Koszyk Marcina.
Wprawdzie zrobiony już chwilę temu, ale jakoś niefajnie u mnie było i nie tylko nic nie pisałam, ale i niewiele zrobiłam. Ponieważ byłam w stanie bardzo "jęczącym", a postanowiłam ograniczyć jęki wolałam nic nie pisać. Mam pozaczynane różne różności, którym daleko do finału. Na tym zdjęciu koszyk w pełnej gotowości.
kieszonka na motek
dwie kieszonki na druty
kłębki na "próbę" :-))
z bliska, przy dziennym świetle kolory były świetne, chyba podobał mi się najbardziej ze wszystkich, które zrobiłam.
Anno dziękuję za troskę. Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Etykiety:
; na stryszku zrobione,
koty,
szmatkowe robótki
Subskrybuj:
Posty (Atom)