Niezbyt wyraźne, ale nie mogę się powstrzymać :-)
Koszyk Marcina.
Wprawdzie zrobiony już chwilę temu, ale jakoś niefajnie u mnie było i nie tylko nic nie pisałam, ale i niewiele zrobiłam. Ponieważ byłam w stanie bardzo "jęczącym", a postanowiłam ograniczyć jęki wolałam nic nie pisać. Mam pozaczynane różne różności, którym daleko do finału. Na tym zdjęciu koszyk w pełnej gotowości.
kieszonka na motek
dwie kieszonki na druty
kłębki na "próbę" :-))
z bliska, przy dziennym świetle kolory były świetne, chyba podobał mi się najbardziej ze wszystkich, które zrobiłam.
Anno dziękuję za troskę. Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
niedziela, 10 czerwca 2012
niedziela, 25 marca 2012
"wiosna i ... o podróżowaniu PKP"
Znowu mam zaległości blogowe. Zresztą nie tylko blogowe. Szycia co niemiara, wiosenne porządki też czekają . Musiałam pojechać do Łodzi, gdzie ciągle jeszcze było dużo spraw do załatwienia. Planowałam zrobić to jesienią po zakończeniu remontu w mieszkaniu na dole i złapaniu oddechu. Jak to wyszło wszyscy odwiedzający to miejsce wiedzą. Niestety nie mogłam odkładać wyjazdu w nieskończoność, a że nie jestem zmotoryzowana, musiałam korzystać z transportu zwanego publicznym . Można by o tym powieść rzekę napisać. W skrócie : wszystkie pociągi, którymi miałam wątpliwą przyjemność się poruszać były opóźnione, średnio czyste (to bardzo pozytywne stwierdzenie) i generalnie ilość godzin jaką w nich spędziłam była niepojęta dla zwykłego śmiertelnika. Zaplanowałam sobie wyjazd z uwzględnieniem wizyty u taty we Wrocławiu. Po odpracowaniu obowiązków w Łodzi, te odwiedziny miały być samą przyjemnością. I do pewnego stopnia tak było :-). Spędziłam z tatą trochę czasu , a ostatnio naprawdę rzadko mam taką okazję Spotkałam się z Katarynką,przyjaciółką z czasów tak odległych jak przedszkole . Od tak dawna tam nie mieszkam, że wszystkie inne znajomości odeszły w niebyt. Schody zaczęły się w momencie kiedy to postanowiłam sprawdzić w internecie o której mam pociąg do Przemyśla. Ostątnio jechałam około 9 godz., więc wyobraźcie sobie moje zaskoczenie - okazało się , że teraz ta podróż trwa ponad 11 godz. Zupełnie nie rozumiem czym to jest spowodowane, bo drastycznych robót kolejowych nie zauważyłam. Można by sądzić , że czas przejazdu będzie się zmniejszał, ale jak widać to założenie było ogromnym błędem. Jechałam pociągiem ze Szczecina, więc pełna rezerwacja miejsc. Dostało mi się miejsce w wagonie bezprzedziałowym, więc po tych ponad 11 godzinach wysiadłam w Przemyślu tak obolała, że ledwo dowlokłam się do taksówki. Nieprędko zdecyduję się ponownie na taką podróż. W tym roku jeszcze przynajmniej raz czeka mnie wizyta w Łodzi, ale wcześniej zrobię sobie plan podróży uwzględniający przerwy ;-)).
Żeby nie było tak całkiem narzekająco, koleżanka w Łodzi zawiozła mnie do sklepu fabrycznego i kupiłam za niewielkie pieniądze nici, których zużywam straszne ilości. Tym razem nie bardzo byłam przygotowana na wydatki szmaciarskie, ale przy następnej okazji, dokonam większych zakupów w tym miejscu, które chyba będzie dla mnie miejscem kultowym. Mieści się na ulicy nomen omen Niciarnianej :-).
Wczoraj po raz pierwszy w tym roku posprzątałam trochę podwórko. Nie wiem jeszcze czy moje pnącza przetrwały zimę ,póki co wszystko wygląda nijako. Mimo zeszłorocznych przykrych momentami doświadczeń postanowiłam się nie poddawać i nie zostawiać podwórka li i jedynie wandalom.
Teraz oddalam się do maszyny nadrabiać zaległości.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
piątek, 24 lutego 2012
"szmatkowy koszyk na robótki"
Pozdrowienia ze stryszku :-)
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
czwartek, 23 lutego 2012
" dodatek ilustracyjny do poprzedniego posta"
Dzieła sztuki to to nie są,nie wysilałam się twórczo ale i tak jestem zadowolona. Dostarczyło mi to szycie zajęcia dla rak i odpoczynku dla głowy :-)). Jestem gotowa do dalszych wyzwań hi hi. Na początek muszę posprzątać bo pył z materiałów jest dosłownie wszędzie, a wycieranie kurzu było jakby bezsensowne, skoro codziennie pyliło od nowa. Pierwszą torbę pokazuję z dwóch stron. Praktycznie wszystkie z wiszących mają dwie strony, ponieważ nie starczało mi już kawałków i musiałam kombinować . Myślę , że nie ma to większego znaczenia dla wartości użytkowej "obiektów". Ta torba powstała z niewielkich kawałeczków. Po prostu nie umiem wyrzucić żadnego kawałka szmatki.
Serdeczne pozdrowienia od opętanej torbami mieszkanki stryszku ;-)).
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
czwartek, 16 lutego 2012
"słów kilka"
Niemoc mnie dopadła, a ilość chusteczek jaką zużywam, pewnie już by mnie zakryła po czubek głowy. Kręciło mnie to przeziębienie, aż położyło. Ale wcześniej amok torbowy miał się nadzwyczaj dobrze :-)). Uszyłam ich mianowicie 22 sztuki. Wariactwo po prostu. Siedziałam przy maszynie z zawziętością wielką , bo niestety wiedziałam, że jak schowam kawałki to już będzie koniec. Był taki moment, że torby mnie zawaliły, ale aktualnie posiadam już niewielką ilość :-)). Same korzyści mi przyniosły, wyszyłam dołek, obdarowałam kilka osób, a nawet 5 sztuk sprzedałam , więc zwrócił mi się koszt podszewek, nici i włókniny :-). Teraz zostały już naprawdę same skrawki, ale nadal kombinuję , więc pewnie jeszcze jakieś fotki zrobię. Przyznaję , że niestety większości nie uwieczniłam :-(. Zdjęcia nie są moją mocną stroną i zwykle jak się ocknę to już nie ma czego fotografować. Ten wpis na razie łysy, ale jak tylko nieco przejrzę na zapuchnięte królicze oczęta to dodam tzw. "materiał ilustracyjny" ;-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
czwartek, 26 stycznia 2012
"amok zamiast dołka ;-) "
Zaczęło się od problemu, który generalnie problemem nie powinien być i moim zdaniem wynika z braku podstawowej komunikacji i zrozumienia. Mianowicie okazało się , że to co ja postrzegałam jako zwyczajną troskę Mm odebrała jako totalną kontrolę nad jej poczynaniami. Pewnie wyglądałoby to inaczej gdyby sytuacja była inna. Ale wyszło jak wyszło i obie musimy z tym żyć. Mm uważa, że w Łodzi też by wyzdrowiała i niepotrzebnie ją tu przywiozłam. Wynikają z tego różne sytuacje, które czasem śmieszą a czasem doprowadzają do białej gorączki. Uznała, że już jest zdrowa całkowicie i w związku z tym będzie wszystko robiła sama. I ok, niech robi, ale używając rozumu. Jak wiadomo mamy zimę i pogoda jest zmienna, więc wychodzenie z domu bez telefonu i nic nie mówiąc nie wydaje mi się rozsądne. Sama jestem póki co bardziej sprawna fizycznie, a jakoś nie przeszkodziło mi to w zaliczeniu upadku, po którym ledwo wstałam i to nie od razu. Więc według mnie prośba, żeby wychodząc z domu zabierała telefon i jednak mówiła, że wychodzi jest czymś zwyczajnym, a nie dowodem na to, że nie może nic zrobić bez mojego pozwolenia. Poza tym Przemyśl wprawdzie duży nie jest, ale do tej pory między pobytami w szpitalach i leżeniem w domu nie było wiele okazji, żeby go poznała. No, ale jakoś nie możemy się dogadać. Zasadniczo dla mnie to, że jest coraz bardziej sprawna i samodzielna jest nagrodą od losu, której szczerze mówiąc nie oczekiwałam, więc nijak nie mam zamiaru ani ochoty jej ograniczać i kontrolować. Ale wszystkie te drobne scysje i niemiłe podchody doprowadziły, ze moja krucha z trudem osiągana równowaga poszła precz i znowu byłam jak niedorobiona galareta. I tu wkraczamy w sferę amoku porzucając sferę dołka :-). Otóż jedna moja znajoma posiadająca sklep z materiałami zapytała czy nie chcę resztek obiciówki. Z większych kawałków, które zostają z beli szyje jaśki, ale z tego co zostaje już nic nie robi. Nooooooooo oczywiście jako osoba mająca zaszmacone zaledwie połowę mieszkania przygarnęłam kawałki do niczego mi niepotrzebne. Ale przecież nie mogłam pozwolić żeby poszły do śmietnika. Pewnie gdyby nie ogłupiający dołek to jednak ograniczyłabym moje żądze szmaciarskie hi hi. Już wlokąc potworny wór do domu zaczęłam się zastanawiać na co mi to i co z tym zrobię. Na początek okazało się , że diabelstwo potwornie puszcza nitki co natychmiast odkryły koty, bo wysypałam zawartość wora na podłogę , żeby zobaczyć co właściwie dostałam. Dostarczając kotom upojnej rozrywki zaczęłam kawałki mniej więcej układać kolorystycznie i tak sobie pomyślałam, że może jakieś torby by z tego wyszły ? Z tą myślą udałam się na tzw spoczynek. A od rana się zaczęło i tak trwa już kilka dni. Zasadniczym założeniem było, żeby torba była prosta, szybka łatwa do szycia i bez żadnych bajerów, bo stan umysłu wykluczał jakieś twory wymyślne. Kształt narzucają kawałki, co widać :-) na obrazkach poniżej. Mój osobisty szmaciany świr każe wykorzystywać każdy kawałek, więc ograniczam cięcie do minimum. Torba może być zakupowa, albo plażowa na przykład. Nie są one niczym cudownym, ale chyba lepiej szyć torby niż zamieniać się w trzęsącą galaretę.
Na pierwszym zdjęciu efekt pracy wieczornej. Do końca jeszcze daleko, ale wierzch uszyty :-))
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku. Oddalam się do szycia, póki jestem w ciągu hi hi. Jeszcze duuuuuuuużo kawałków mi zostało.
Etykiety:
mieszkanie na piętrze,
na stryszku zrobione
środa, 11 stycznia 2012
"na dobry początek :-)) "
Dziękuję bardzo za życzenia pod poprzednim wpisem :-). Mój narowisty internet nie zawsze pozwala mi się zalogować i cokolwiek napisać niestety. Dzisiejszy post zawdzięczam sąsiadce, która dała mi hasło do swojego internetu kablowego. Jeszcze rok muszę się męczyć z tym co mam, ale w grudniu koniec i na pewno nie skorzystam już z oferty tej sieci.
Z okazji moich "okrągłych" urodzin przygotowuję malutką niespodziankę dla czytelniczek bloga stryszkowego :-)). Co to będzie ? - o tym w następnym poście.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)