piątek, 8 lipca 2016

"kapa skończona ;-) i plany orzeźwienia na stryszku "

Gorąco i jeszcze bardziej gorąco. Nieplanowany wydatek mnie czeka. Na stryszku trudno wytrzymać i zdecydowałam się na założenie klimatyzacji. Niestety klimatyzatorów brak i trzeba czekać. Część wyjąca będzie na zewnątrz i póki co nie wiem gdzie będzie część chłodząca. Nie ma za bardzo odpowiednich ścian. Zobaczymy jak już instalacja dojdzie do skutku. Miałam nieco inne nadzieje remontowe, ale życie weryfikuje zamierzenia. Przed zrobieniem czegokolwiek starałam się zaoszczędzić, żeby nie pożyczać, ale  niestety koszt nieplanowanej klimatyzacji nieco mnie przerósł. Mam fobię w temacie kredytów, ale trudno, tym razem nic nie poradzę. Mam tylko nadzieję, że podczas upałów na stryszku nie będzie już 36 stopni i rachunki za energię nas nie zeżrą ;-).
Skończyłam wreszcie wielkokwadratową kapę ;-). Oby się spodobała i pasowała na łóżko. Zrobiłam ja w prezencie dla teściowej  mego dziecka. Reszteczek starczyło jeszcze na wierzch poduszki. Zaczęłam też nową dłubaninkę ;-) i zdobyłam materiał na połączenie kwadratów, więc jak tylko pogoda pozwoli będzie niedługo nowy kocyk.

Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.

środa, 22 czerwca 2016

"zwyczajne życie czyli różności "

Minione dwa tygodnie minęły mi w lekkim zaczadzeniu, ale jak wiadomo nic nie trwa wiecznie. Na początek wieści mazurskie. Dzięki obecności Kuby, który nie dał się spławić doktorom, okazało się, że jednak można od razu pacjenta skierować na oddział rehabilitacyjny. Tak więc mąż rehabilituje się w pięknych okolicznościach przyrody w Ełku. Do Ełku panowie musieli niestety dotrzeć pociągiem co nieco zdziwiło pracowników tamtejszego szpitala. Ponad dwugodzinna podróż okazała się szczytem możliwości pacjenta w siódmej dobie po wielogodzinnej operacji. Nie chce mi się pisać co myślę o tym wszystkim. Na szczęście wyszło jak wyszło i tego się trzymam. Dziękuję za wsparcie duchowe i propozycje pomocy bardziej, że tak powiem fizycznej. Świadomość, że mimo tego wszystkiego co się dzieje wokół nas są ludzie oferujący bezinteresownie pomoc jest pokrzepiająca.
Ku pokrzepieniu ducha śpiące koty ;-))

Gacuś w swoim fotelu, a Nora i Antosiek na "swoich" oczywiście łóżkach. Gdzie w tym wszystkim miejsce dla "dużych" ?
I wieszadełko na doniczkę. Kupiłam w wiadomym miejscu koszyczek druciany lekko podrdzewiały z dwoma kółkami, niestety bez uchwytu. Kombinowałam z czego by ten uchwyt zrobić. Sznurek nie bardzo mi się podobał i nagle nieoczekiwanym źródłem natchnienia okazał się wieszak z pralni, którego nie zdążyłam wyrzucić. Całkiem jestem zadowolona z efektu.
Dalej w klimacie robótkowym, zrobiłam sobie pachnący wianek lawendowy z mojej własnej podwórkowej lawendy.
A potem w tym samym dniu zrobiło się tak
a po 10 min :-((



Ech, jak nie ludzie to żywioły. Ale chociaż mi smutno bo podwórko wyglądało już całkiem ładnie i napracowałam się mocno, to cieszę się , że szyby na stryszku ocalały. Tak waliło , że nawet zwykle obojętny wobec burzy Gacuś kulił się i popiskiwał. To było w sobotę. Dopiero dzisiaj wzięłam się za sprzątanie.Kilka dni niezbyt dobrze się czułam i wszystko musiało poczekać.  Poobcinałam nadłamane gałęzie, potrzasakane kwiaty i liście. Mam nadzieję , że przynajmniej niektóre jeszcze odrosną. I mamy już suszarnię. Ciekawe czy obędzie się bez awantur ;-).
I żeby nie kończyć gradobiciem zapowiedź nowego kocyka
Zrobiłam 162 kwadraty, w rzeczywistości to co wygląda szarawo jest zielone ;-). Jeszcze nie wiem jak je poukładam. Zrobiłam je w tzw międzyczasie szydełkując wielki kwadrat, który jest już naprawdę wielki i niedługo go skończę.
I to na razie tyle. Serdeczne pozdrowienia z bardzo już gorącego stryszku.






poniedziałek, 13 czerwca 2016

"świat w jakim żyjemy ;-( "

Gdyby nie to że muszę oszczędzać szyję waliłabym głową w mur niczym dzięcioł dziobem. To co się dzieje, albo nie dzieje zależy jak spojrzeć przekracza moje zdolności pojmowania. Otóż w środę lub w czwartek męża wypisują ze szpitala. Czyli w 6 lub 7 dobie po operacji. I według doktorów jest w tak doskonałym stanie , że nie należy mu się transport medyczny tylko ma wracać do Przemyśla pociągiem, autobusem czy czym tam sobie chce, albo może prywatnie wynająć karetkę na co niestety nas nie stać. Od kiedy sama zachorowałam nie mam żadnych złudzeń, że lekarze szanują pacjenta, ale w Olsztynie udowodnili że nie szanują też własnej pracy, jaką wykonali celem ratowania człowiekowi życia. Wielogodzinna podróż z przesiadkami to w końcu nic takiego, a jak pacjent po drodze "wysiądzie", to już jego problem. To na razie tyle, ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi, bo coś nie wierzę , że to koniec absurdu.

czwartek, 9 czerwca 2016

"po burzy jest pogoda ?????"

U mnie nie bardzo. Mam wrażenie , że w moim życiu trwa gradobicie z małymi przerwami na zwykłą  burzę. Każdy ma problemy, tak to już jest, ale deszczyk zamiast gradobicia byłby miłą odmianą. W zeszłym tygodniu mój maż pojechał z klasą na zlot do Ostródy i drugiego dnia padł bez życia. Nagłe zatrzymanie krążenia. Miał nieziemskiego farta, że zdarzyło się to w pobliżu karetki i ludzi, którzy wiedzieli co robić. Spędził kilka dni w Centrum Kardiologicznym w Iławie, a wczoraj wieczorem pojechał do szpitala w Olsztynie. Dzisiaj rano zaczęła się operacja. Potrwa około 7 godzin. Muszę wierzyć, że wszystko się uda, ale już naprawdę nie daję rady. Każda odporność ma granice.
Pozdrowienia ze stryszku

Dopisek :
Żeby nie zapeszyć krzyżuję palce za plecami - jest dobrze.
Dziękuję za wpisy, każde dobre słowo pomaga.

niedziela, 29 maja 2016

"nic nadzwyczajnego..."

Byłam w Warszawie u neurochirurga. Póki co nie ma o czym mówić.
Za to pokażę mój ostatni nabytek hi hi. Dzisiaj rano jak oddawałam się  najnowszej ulubionej rozrywce na ścieżce rowerowej usłyszałam za plecami : "mamo, mamo widziałaś?". Okrzyku nie wywołało UFO, a jedynie starsza  nieco zaokrąglona pani mijająca małą rowerzystkę na takim oto pojeździe
Muszę się ruszać, a do biegania zapału to nie mam. Hulajnoga była jednym z wielu niespełnionych pragnień dzieciństwa. Uznałam, że 50 lat czekania wystarczy, a że od czasu jak stanęłam u Wrót Wszechświata zmienił mi się stosunek do wielu spraw i przestałam się nimi przejmować nabyłam sobie i jeżdżę ;-). Na razie po ścieżce rowerowej . Trudno powiedzieć, że pomykam jak wiatr hi hi, 6 km w 30 min to nie jest szczególne osiągnięcie, ale jest fajnie. Oczywiście lepiej z górki niż odwrotnie hi hi.
Dodałam trochę koloru na podwórku

i żeby nie było, że się lenię "wielki kwadrat" przewidziany jako kapa na łóżko. Ma mieć około 220/220 cm, więc jeszcze sporo mam do zrobienia. W wersji "kapa" jest grubszy i sztywniejszy.
Zaczęłam też coś innego. Jeszcze nie wiem co to będzie, na razie robię kółka. Jak będę miała co pokazać to pstryknę fotki :-).
I jeszcze galeria kultowych pojazdów autorstwa Piotrusia. Narysowane na poprzednich wakacjach zmieniły miejsce z drzwiczek lodówki na ścianę.
i to tyle na dzisiaj ;-). Miłej niedzieli.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.





poniedziałek, 16 maja 2016

"nikomu niepotrzebna praca ;-) czyli podwórko 2016 cz.1 "

Sporo już zrobione, ale jeszcze więcej zostało, mniej więcej 3/4 uporządkowane. Na łysym kawałku mam nadzieję wyhodować trawę. Ziemia delikatnie mówiąc marna, ale pierwsze trawki wzeszły. Wiem już jak musiał się czuć Kopciuszek bo przez kilka dni wybierałam  kamyki coby trawki miały miejsce. W listopadzie część od kamienicy do bramy została wybrukowana i od strony ulicy wygląda to już całkiem dobrze. Zdjęcie tej strony następnym razem, bateria w aparacie padła akurat jak miałam pstryknąć. Mury podwórka jakie są widać i tu na razie nic nie poradzę . W Arboretum kupiłam malutki krzaczek bzu i mam nadzieję, że się przyjmie, na razie kwitnie i trzymam kciuki :-). Paprotka, która kiedyś komuś przeszkadzała odrodziła się i wygląda super. Wczoraj wyniosłam też stolik z krzesłem z mojego dawnego balkonu, więc można odpoczywać przy pracy. Podosadzam też trochę kolorowych kwiatów. W tym roku ziemię, korę, spryskiwacz i preparaty kupiłam na rachunek wspólnoty, więc przynajmniej za to nie musiałam płacić z własnej kieszeni. Jeden sąsiad też z własnej nieprzymuszonej woli skosił pół podwórka, więcej się nie dało ze względu na "włoski dyzajn". Niestety na możliwość koszenia trzeba polować. Zwykle przymuszam do tego męża, który od czasu jak zarobił psią kupą w twarz nie wykazuje entuzjazmu do tej czynności.






W końcu tej części planowana jest suszarnia, na razie jest jak jest , chociaż z grubsza sprzątnięte.

Jutro jak będzie pogoda planuję doprowadzić do porządku to co zostało z ogródka sąsiadki. Zaczęła i zostawiła, a ktoś urządził tam sobie śmietnik. Zamiast do kontenera wrzuca tam woreczki ze śmieciami :-(. Zdjęcia robiłam przed wieczorem , więc wszystko jest jakby wyblakłe, ale następna odsłona będzie mam nadzieję bardziej kolorowa :-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.

poniedziałek, 2 maja 2016

"majówka - Arboretum w Bolestraszycach "

Było pięknie ;-)







Serdeczne pozdrowienia ze stryszku