U mnie nie bardzo. Mam wrażenie , że w moim życiu trwa gradobicie z małymi przerwami na zwykłą burzę. Każdy ma problemy, tak to już jest, ale deszczyk zamiast gradobicia byłby miłą odmianą. W zeszłym tygodniu mój maż pojechał z klasą na zlot do Ostródy i drugiego dnia padł bez życia. Nagłe zatrzymanie krążenia. Miał nieziemskiego farta, że zdarzyło się to w pobliżu karetki i ludzi, którzy wiedzieli co robić. Spędził kilka dni w Centrum Kardiologicznym w Iławie, a wczoraj wieczorem pojechał do szpitala w Olsztynie. Dzisiaj rano zaczęła się operacja. Potrwa około 7 godzin. Muszę wierzyć, że wszystko się uda, ale już naprawdę nie daję rady. Każda odporność ma granice.
Pozdrowienia ze stryszku
Dopisek :
Żeby nie zapeszyć krzyżuję palce za plecami - jest dobrze.
Dziękuję za wpisy, każde dobre słowo pomaga.
czwartek, 9 czerwca 2016
niedziela, 29 maja 2016
"nic nadzwyczajnego..."
Byłam w Warszawie u neurochirurga. Póki co nie ma o czym mówić.
Za to pokażę mój ostatni nabytek hi hi. Dzisiaj rano jak oddawałam się najnowszej ulubionej rozrywce na ścieżce rowerowej usłyszałam za plecami : "mamo, mamo widziałaś?". Okrzyku nie wywołało UFO, a jedynie starsza nieco zaokrąglona pani mijająca małą rowerzystkę na takim oto pojeździe
Muszę się ruszać, a do biegania zapału to nie mam. Hulajnoga była jednym z wielu niespełnionych pragnień dzieciństwa. Uznałam, że 50 lat czekania wystarczy, a że od czasu jak stanęłam u Wrót Wszechświata zmienił mi się stosunek do wielu spraw i przestałam się nimi przejmować nabyłam sobie i jeżdżę ;-). Na razie po ścieżce rowerowej . Trudno powiedzieć, że pomykam jak wiatr hi hi, 6 km w 30 min to nie jest szczególne osiągnięcie, ale jest fajnie. Oczywiście lepiej z górki niż odwrotnie hi hi.
Dodałam trochę koloru na podwórku
i żeby nie było, że się lenię "wielki kwadrat" przewidziany jako kapa na łóżko. Ma mieć około 220/220 cm, więc jeszcze sporo mam do zrobienia. W wersji "kapa" jest grubszy i sztywniejszy.
Zaczęłam też coś innego. Jeszcze nie wiem co to będzie, na razie robię kółka. Jak będę miała co pokazać to pstryknę fotki :-).
I jeszcze galeria kultowych pojazdów autorstwa Piotrusia. Narysowane na poprzednich wakacjach zmieniły miejsce z drzwiczek lodówki na ścianę.
i to tyle na dzisiaj ;-). Miłej niedzieli.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Za to pokażę mój ostatni nabytek hi hi. Dzisiaj rano jak oddawałam się najnowszej ulubionej rozrywce na ścieżce rowerowej usłyszałam za plecami : "mamo, mamo widziałaś?". Okrzyku nie wywołało UFO, a jedynie starsza nieco zaokrąglona pani mijająca małą rowerzystkę na takim oto pojeździe
Muszę się ruszać, a do biegania zapału to nie mam. Hulajnoga była jednym z wielu niespełnionych pragnień dzieciństwa. Uznałam, że 50 lat czekania wystarczy, a że od czasu jak stanęłam u Wrót Wszechświata zmienił mi się stosunek do wielu spraw i przestałam się nimi przejmować nabyłam sobie i jeżdżę ;-). Na razie po ścieżce rowerowej . Trudno powiedzieć, że pomykam jak wiatr hi hi, 6 km w 30 min to nie jest szczególne osiągnięcie, ale jest fajnie. Oczywiście lepiej z górki niż odwrotnie hi hi.
Dodałam trochę koloru na podwórku
i żeby nie było, że się lenię "wielki kwadrat" przewidziany jako kapa na łóżko. Ma mieć około 220/220 cm, więc jeszcze sporo mam do zrobienia. W wersji "kapa" jest grubszy i sztywniejszy.
Zaczęłam też coś innego. Jeszcze nie wiem co to będzie, na razie robię kółka. Jak będę miała co pokazać to pstryknę fotki :-).
I jeszcze galeria kultowych pojazdów autorstwa Piotrusia. Narysowane na poprzednich wakacjach zmieniły miejsce z drzwiczek lodówki na ścianę.
i to tyle na dzisiaj ;-). Miłej niedzieli.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
życie po prostu
poniedziałek, 16 maja 2016
"nikomu niepotrzebna praca ;-) czyli podwórko 2016 cz.1 "
Sporo już zrobione, ale jeszcze więcej zostało, mniej więcej 3/4 uporządkowane. Na łysym kawałku mam nadzieję wyhodować trawę. Ziemia delikatnie mówiąc marna, ale pierwsze trawki wzeszły. Wiem już jak musiał się czuć Kopciuszek bo przez kilka dni wybierałam kamyki coby trawki miały miejsce. W listopadzie część od kamienicy do bramy została wybrukowana i od strony ulicy wygląda to już całkiem dobrze. Zdjęcie tej strony następnym razem, bateria w aparacie padła akurat jak miałam pstryknąć. Mury podwórka jakie są widać i tu na razie nic nie poradzę . W Arboretum kupiłam malutki krzaczek bzu i mam nadzieję, że się przyjmie, na razie kwitnie i trzymam kciuki :-). Paprotka, która kiedyś komuś przeszkadzała odrodziła się i wygląda super. Wczoraj wyniosłam też stolik z krzesłem z mojego dawnego balkonu, więc można odpoczywać przy pracy. Podosadzam też trochę kolorowych kwiatów. W tym roku ziemię, korę, spryskiwacz i preparaty kupiłam na rachunek wspólnoty, więc przynajmniej za to nie musiałam płacić z własnej kieszeni. Jeden sąsiad też z własnej nieprzymuszonej woli skosił pół podwórka, więcej się nie dało ze względu na "włoski dyzajn". Niestety na możliwość koszenia trzeba polować. Zwykle przymuszam do tego męża, który od czasu jak zarobił psią kupą w twarz nie wykazuje entuzjazmu do tej czynności.
W końcu tej części planowana jest suszarnia, na razie jest jak jest , chociaż z grubsza sprzątnięte.
Jutro jak będzie pogoda planuję doprowadzić do porządku to co zostało z ogródka sąsiadki. Zaczęła i zostawiła, a ktoś urządził tam sobie śmietnik. Zamiast do kontenera wrzuca tam woreczki ze śmieciami :-(. Zdjęcia robiłam przed wieczorem , więc wszystko jest jakby wyblakłe, ale następna odsłona będzie mam nadzieję bardziej kolorowa :-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
W końcu tej części planowana jest suszarnia, na razie jest jak jest , chociaż z grubsza sprzątnięte.
Jutro jak będzie pogoda planuję doprowadzić do porządku to co zostało z ogródka sąsiadki. Zaczęła i zostawiła, a ktoś urządził tam sobie śmietnik. Zamiast do kontenera wrzuca tam woreczki ze śmieciami :-(. Zdjęcia robiłam przed wieczorem , więc wszystko jest jakby wyblakłe, ale następna odsłona będzie mam nadzieję bardziej kolorowa :-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
poniedziałek, 2 maja 2016
czwartek, 28 kwietnia 2016
"szal vintage"
Zrobiłam w prezencie. Mam nadzieję, że się spodoba i obdarowana będzie zadowolona. Przytulny i mięciutki. Vintage ze względu na kolory. Zrobiłam kolejny krok w nauce granny square :-). Kółko w kwadracie i łączenie ostatnim okrążeniem. Jak już wiem jak to okazało się , że to nic trudnego. Muszę jeszcze popracować nad łączeniem kątów, ale ogólnie jestem zadowolona. Szal z kordonka niestety nie zostanie zrobiony. Przy bliższych oględzinach okazało się, że białego kordonka mam i owszem dużo, niestety w różnych grubościach. Póki co nie mam pomysłu jak wykorzystać to co już zrobiłam, więc musi poczekać. A na razie powstaje kolejny wielki kwadrat :-) czyli kapa na łózko planowana jako prezent. I żeby mi się nie nudziło z jedną robótką robię kółka. Na razie bez konkretnego planu bo nie wiem ile uda mi się zrobić.
Wciągnęło mnie to szydełkowanie ;-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Wciągnęło mnie to szydełkowanie ;-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Etykiety:
granny square,
stryszek; na stryszku zrobione
piątek, 22 kwietnia 2016
"wróciłam ;-(( "
Po pierwsze dziękuję bardzo za komentarze pod poprzednim postem. Wróciłam z Gliwic w poniedziałek. Trochę przeziębiona i trochę zdołowana. Nie będę się rozpisywać. Radioterapia okazała się nieskuteczna. Czy sposób w jaki była przeprowadzona miał na to wpływ? - nie wiem, może tak, może nie. Gadanie, że nowotwór nie dość, że rzadki to przez umiejscowienie" najrzadszy z rzadkich"(cytat z pani doktor) niespecjalnie mnie pociesza. Co mi zaproponowano? - ano nic konkretnego. Kolejne badanie w lipcu i zobaczymy co się będzie działo. Nawet nie chce mi się pisać, bo jedyne co mogłabym to słowa zwane brukowymi.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
wtorek, 12 kwietnia 2016
"kocyk z kwiatkami"
Kolejny odstresowujący kocyk ;-). Niezbyt duży mniej więcej 130/130 cm. Taki akurat na chłodniejsze wieczory w fotelu, albo w ogrodzie. Miała być pełnowymiarowa kapa na łóżko, ale po drodze zmieniłam plan. Szybko zrobiony bo muszę przyznać , że od czasu rezonansu 5 kwietnia zżera mnie stres. W czwartek znowu jadę do Gliwic, a w piątek wizyta kontrolna, na której wszystko się wyjaśni. Te 10 dni od badania do konsultacji, ech...Ale dosyć jęczenia wracam do kocyka ;-). Wcześniej planowałam kwiatki na bardzo kolorowym kocyku, ale spodobał się Piotrusiowi. Poza tym tyle kolorów i jeszcze kwiatki to jednak za dużo szczęścia. Ale kwiatkowa chęć została i zrealizowałam ją w tym kocyku. Ponieważ moje umiejętności szydełkowe są bardzo podstawowe to i kwiatki mało urozmaicone, ale cała robótka wygląda przyjemnie. Przyszywałam kwiatki cienkimi nićmi i starałam się nie przebijać na drugą stronę. Teraz pewnie się zmobilizuję i będę dalej robić zaczęty we Wrocławiu szal. A może spróbuję kwadratów z okrągłym motywem? Jeszcze nie wiem, pewnie jak zwykle będzie bez planu. Popatrzę na nici i samo się zacznie.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)).
Etykiety:
granny square,
kocyk/pled,
stryszek; na stryszku zrobione
Subskrybuj:
Posty (Atom)