Po zeszłorocznej inwestycji piecykowej i związanych z nią zmianach w pokoju planowałam zabrać się jeszcze za mały pokój i kuchnię, ale po dłuższym wysiłku :-)) myślowym odłożyłam roboty wszelakie na później. Owo później nastało w kwietniu i po zaplanowaniu remontu (postanowiłam zacząć od kuchni) umówiłam się na na początek maja z fachowcem. Czas miałam bardzo ograniczony bo 5 czerwca czekała mnie operacja stopy. Niby wszystko sobie wyliczyłam , ale...jak zwykle coś nie wypaliło inne prace się przedłużyły i fachowiec zawitał w me progi w ostatnim tygodniu maja. Normalna osoba zapewne odłożyłaby wszystko na jesień, ale ja pretensji do normalności za dużych nie mam, więc i owszem wprawdzie w ograniczonym zakresie jednak roboty zaczęłam. Nie wiem jak robią to inni posiadacze kotów, ale ja niestety po wszelkich robotach z gipsem w tle mam w domu wszystko opylone bo nie mam gdzie wynieść większości rzeczy,a zasłanianie czegokolwiek jest li i jedynie zachęta do ściągania osłon i wesołej zabawy co zazwyczaj wiąże się ze stratami w szkle.Ale wracając do tematu, fachowiec przybył dziurę w ścianie wykonał i zostałam z całym delikatnie mówiąc bałaganem i tylko pięcioma dniami do dyspozycji.
Dziura miała zajmować większy kawałek ściany niestety jak to wygląda za regipsem okazało się dopiero po jego wycięciu. Mianowicie występ ścienny był tam niestety i wyszło co wyszło. Po zaszpachlowaniu i wyschnięciu trzeba się było nakombinować żeby wsadzić w powstały otwór regał bo krzywe to było niemiłosiernie. Ale jest i dodatkowo regałek płytki na reszcie ściany. Czasu miałam malutko więc pomalowałam tylko dwie ściany i jako tako dosprzątałam mieszkanie po czym udałam się z lekka zestresowana do szpitala.Efekt moich poczynań póki co wygląda tak
czeka mnie jeszcze wyszlifowanie i pobielenie stołu i być może krzeseł i dołów pod blatem jak również pomalowanie reszty ścian. Niestety dopiero jesienią bo jestem unieruchomiona na wiele tygodni. Tzn. kuśtykać będeę wcześniej, ale do skrobania, malowania itd. to raczej nie będę się nadawała przez dłuższy czas. Wczoraj wróciłam do domu i usiłuję leżeć jak doktor przykazał, ale gorąco jest przeokropnie.
To tyle na dziś :-)) serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
wtorek, 10 czerwca 2014
środa, 7 maja 2014
" z majowym słonkiem :-)) "
Nagromadziło mi się różnych zniechęceń więc dawno tu nie zaglądałam. Wszystko jednak kiedyś się kończy nawet największe zniechęcenie :-)). Poświęciłam trochę czasu na nikomu oprócz mnie niepotrzebna pracę podwórkową i jak tylko skończy się tynkowanie bocznej ściany budynku pokażę efekty. Dostałam kilka roślin od koleżanek "sprzątających" swoje ogrody i mam wielką nadzieję że się przyjmą i nie zostaną zniszczone podczas prac budowlanych. Przy okazji "uprawiania" podwórka wykształciłam w sobie umiejętności żebracze hi hi. Kolega podarował mi kilka desek tzw. oszwarów na skrzynie i kombinujemy jeszcze ze dwie ławki. Deski leżały na podwórku ze trzy lata nabrały więc że tak powiem patyny i są pięknie szare.
Obszyłam też szmatkowy pledzik. Niestety nie aksamitem bo było za grubo. Efekt końcowy jest bardzo "rękodzielniczy". Staram się ciąć mniej więcej równe paski, ale różne materiały dają różną grubość i całość nie jest wzorem równości. Mogę się bardzo przejmować albo uznać że taka jego uroda co też czynię :-)). Ma zdecydowanie rustykalny klimat i robię już kolejny :-)).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Obszyłam też szmatkowy pledzik. Niestety nie aksamitem bo było za grubo. Efekt końcowy jest bardzo "rękodzielniczy". Staram się ciąć mniej więcej równe paski, ale różne materiały dają różną grubość i całość nie jest wzorem równości. Mogę się bardzo przejmować albo uznać że taka jego uroda co też czynię :-)). Ma zdecydowanie rustykalny klimat i robię już kolejny :-)).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
poniedziałek, 17 lutego 2014
"koci dzień"
Wszystkim kotom: pełnych misek, kochających"właścicieli"(nigdy nie wiadomo kto w układzie człowiek-kot jest właścicielem ;-) ) i ogólnie dobrego kociego życia w imieniu stryszkowych kotów życzy Norka-Zmorka.
serdeczne pozdrowienia ze stryszku
serdeczne pozdrowienia ze stryszku
czwartek, 13 lutego 2014
"recykling XXL ;-)"
Na ten pled zużyłam dużo byłych ubrań :-), wystarczy policzyć paski. Naprułam się przy tej robótce i nawyklinałam .Podstawową wadą jest ciężar i trudność utrzymania tego wszystkiego na drutach. Muszę jeszcze pled obszyć materiałem, będzie to ciemnoniebieski aksamit i mam nadzieję, że efekt końcowy będzie wart czasu jaki mi zajęła robótka, połamanych drutów i bolących rąk. Następny będzie lepiej zaplanowany kolorystycznie, w tym wykorzystałam przygotowane latem kłębki i jest taki "próbny" bo nie mam pojęcia jak dzianina się zachowa w użytkowaniu, czy nie będzie się rozciągać i.t.d. Na pewno też przydadzą się odpowiednio długie druty, mam już pomysł na takie i nadzieję, że się sprawdzą :-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
środa, 15 stycznia 2014
"pstrokate"
Tym razem na warsztat trafiły trzy bluzki i spódnica :-)). Wyszły dwie podkładki pod talerze.
Kolorowe, pstrokate i bardzo wiosenne. Za oknem wprawdzie pada coś paskudnego czyli zamarzający deszcz, ale od czego wyobraźnia. Stolik w zielonym ogrodzie na nim podkładki i talerzyki z tarta owocową, albo bezą z bitą śmietana i truskawkami :-)).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Kolorowe, pstrokate i bardzo wiosenne. Za oknem wprawdzie pada coś paskudnego czyli zamarzający deszcz, ale od czego wyobraźnia. Stolik w zielonym ogrodzie na nim podkładki i talerzyki z tarta owocową, albo bezą z bitą śmietana i truskawkami :-)).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
niedziela, 12 stycznia 2014
"rok 2014 pod znakiem recyklingu :-)"
Pokazałam kiedyś pozwijane paski ze szmatek. Cięcie starych ubrań zabrało mi latem sporo czasu. Mam strasznie dużo szmatek uzyskanych z bluzek, sukienek i itd. trochę wykorzystałam na koszyki, podkładki, ale jakoś nie widać , żeby coś ubywało. Nie przyznam się ile mam pudeł tego "dobra" bo to już wygląda na szmaciarską chorobę hi hi. W każdym razie któregoś dnia naszedł mnie zapał na wykorzystanie pracowicie pozwijanych kłębków i zrobiłam podkładki pod filiżanki. Są grube i dosyć sztywne, myślę , że doskonałe na taras, albo ogrodowy stolik.
zrobiłam też wierzchy do poduszek, które czekają na wykończenie i dwie bardzo kolorowe podkładki pod talerze. Pokażę w następnym poście. Pewnie nie wszystkim spodoba się taki sposób wykorzystania niepotrzebnych ubrań - słyszałam już uwagi typu: nie opłaca się robić takich rzeczy bo można kupić tanio w ... - ale wykonanie użytkowej rzeczy z czegoś co pozornie nadaje się już tylko do wyrzucenia może być świetną zabawą.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
zrobiłam też wierzchy do poduszek, które czekają na wykończenie i dwie bardzo kolorowe podkładki pod talerze. Pokażę w następnym poście. Pewnie nie wszystkim spodoba się taki sposób wykorzystania niepotrzebnych ubrań - słyszałam już uwagi typu: nie opłaca się robić takich rzeczy bo można kupić tanio w ... - ale wykonanie użytkowej rzeczy z czegoś co pozornie nadaje się już tylko do wyrzucenia może być świetną zabawą.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
czwartek, 9 stycznia 2014
"były święta ?"
No cóż, minęło kilka dni i jakoś sobie poukładałam wszystko, więc...Miało byc kolorowo, radośnie i ogólnie super. Ha ha. Trzy dni przed świętami Piotrek zapoznał się z ospą. Babci zrzedła mina i humor padł bo z przyjazdu dzieci nici. Ale trudno będą ferie niedługo to się nacieszymy. Spokojnie przygotowujemy się dalej. 23 grudnia Mm wracała z sanatorium do Przemyśla. Niestety nie dojechała. Pod Łańcutem był wypadek i zamiast do domu Mm dotarła do szpitala w Łańcucie z wstrząsem mózgu. Itd....Jak już myślę, że jako taki spokój nastał znowu coś się dzieje. Taka karma. Ale nic to stary rok nie taki znowu zły :-)) się skończył i z lekkim niepokojem czekam co przyniesie obecny. Kilka fotek pstrykniętych w ostatniej chwili przed likwidacją "nastroju"
Malutka choinka pachnąca, kłująca ( więcej nie dam się nabrać na drzewko w donicy) i kolorowa żeby się Piotrusiowi podobała. Sanki porzucił w piwnicy poprzedni mieszkaniec , wyszorowałam, nawoskowałam i sprawdziły się jako choinkowy podest.
pozbierałam gałązki zrzucone przez wiatr, namoczyłam i udało mi się skręcić wianek, który po wyschnięciu ozdobiłam szmatkowymi serduszkami szytymi w ilościach hurtowych i światełkami na baterie.
Na świeczniku serduszka i nadziane goździkami pomarańcze
i oczywiście widok na piecyk :-)) i zbiór czerwonych latarenek, waniliowe świeczki ładnie pachniały.
kanapa zarzucona serduszkowymi poduszkami, które uszyłam z juty nabytej w wiadomym miejscu kilka lat temu. Leżała i czekała na natchnienie. Wyszło duzo poduszek i równie wiele malutkich serduszek do zawieszania. Serduszka były zresztą wszędzie w różnych postaciach, szmaciane, drewniane i w postaci bombek. Taki napad serduszkowego szaleństwa :-)).
Wszystkim , którzy zaglądają, oglądają i czytają stryszkowego bloga najlepsze życzenia i serdeczne pozdrowienia.
Malutka choinka pachnąca, kłująca ( więcej nie dam się nabrać na drzewko w donicy) i kolorowa żeby się Piotrusiowi podobała. Sanki porzucił w piwnicy poprzedni mieszkaniec , wyszorowałam, nawoskowałam i sprawdziły się jako choinkowy podest.
pozbierałam gałązki zrzucone przez wiatr, namoczyłam i udało mi się skręcić wianek, który po wyschnięciu ozdobiłam szmatkowymi serduszkami szytymi w ilościach hurtowych i światełkami na baterie.
Na świeczniku serduszka i nadziane goździkami pomarańcze
i oczywiście widok na piecyk :-)) i zbiór czerwonych latarenek, waniliowe świeczki ładnie pachniały.
kanapa zarzucona serduszkowymi poduszkami, które uszyłam z juty nabytej w wiadomym miejscu kilka lat temu. Leżała i czekała na natchnienie. Wyszło duzo poduszek i równie wiele malutkich serduszek do zawieszania. Serduszka były zresztą wszędzie w różnych postaciach, szmaciane, drewniane i w postaci bombek. Taki napad serduszkowego szaleństwa :-)).
Wszystkim , którzy zaglądają, oglądają i czytają stryszkowego bloga najlepsze życzenia i serdeczne pozdrowienia.
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
Subskrybuj:
Posty (Atom)