piątek, 22 kwietnia 2016

"wróciłam ;-(( "

Po pierwsze dziękuję bardzo za komentarze pod poprzednim postem. Wróciłam z Gliwic w poniedziałek. Trochę przeziębiona i trochę zdołowana. Nie będę się rozpisywać. Radioterapia okazała się nieskuteczna. Czy sposób w jaki była przeprowadzona miał na to wpływ? - nie wiem, może tak, może nie. Gadanie, że nowotwór nie dość, że rzadki to przez umiejscowienie" najrzadszy z rzadkich"(cytat z pani doktor) niespecjalnie mnie pociesza. Co mi zaproponowano? - ano nic konkretnego. Kolejne badanie w lipcu i zobaczymy co się będzie działo.  Nawet nie chce mi się pisać, bo jedyne co mogłabym to słowa zwane brukowymi.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.

wtorek, 12 kwietnia 2016

"kocyk z kwiatkami"

Kolejny odstresowujący kocyk ;-). Niezbyt duży mniej więcej 130/130 cm. Taki akurat na chłodniejsze wieczory w fotelu, albo w ogrodzie. Miała być pełnowymiarowa kapa na łóżko, ale po drodze zmieniłam plan. Szybko zrobiony bo muszę przyznać , że od czasu rezonansu 5 kwietnia zżera mnie stres. W czwartek znowu jadę do Gliwic, a w piątek wizyta kontrolna, na której wszystko się wyjaśni. Te 10 dni od badania do konsultacji, ech...Ale dosyć jęczenia wracam do kocyka ;-). Wcześniej planowałam kwiatki na bardzo kolorowym kocyku, ale spodobał się Piotrusiowi. Poza tym tyle kolorów i jeszcze kwiatki to jednak za dużo szczęścia.  Ale kwiatkowa chęć została i zrealizowałam ją w tym kocyku. Ponieważ moje umiejętności szydełkowe są bardzo podstawowe to i kwiatki mało urozmaicone, ale cała robótka wygląda przyjemnie. Przyszywałam kwiatki cienkimi nićmi i starałam się nie przebijać na drugą stronę. Teraz pewnie się zmobilizuję i będę dalej robić zaczęty we Wrocławiu szal. A może spróbuję kwadratów z okrągłym motywem? Jeszcze nie wiem, pewnie jak zwykle będzie bez planu. Popatrzę na nici i samo się zacznie.




Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)).

poniedziałek, 28 marca 2016

"kredensik", kocyk i wiosenny grudnik :-) "

Lubię kredensy. W dawnej kuchni miałam potrójny sosnowy. Na stryszku nie było miejsca na taki mebel, więc musiałam z niego zrezygnować. Ale chęć posiadania kredensu została, więc  kombinowałam i mierzyłam i oglądałam w internecie różne kredensowe obiekty. Podstawowym ograniczeniem był rozmiar i oczywiście cena. Jak już mi się coś spodobało to albo było za wysokie, albo poza zasięgiem. W końcu częściowo się poddałam bo rozciągnąć stryszku nijak się nie da. Kupiłam półkę i komodę z surowego drewna, którą pomalowałam na biało. Nie jest to kredens, ale obrusy, serwetki i inne szpargały schowałam w szufladach i chyba wygląda lepiej niż regał, który stał w tym miejscu. Na razie przykręciłam gałki jakie były. Wolałabym "sztućcowe" uchwyty, ale już nie ma. Pewnie kiedyś coś mi wpadnie w oko to zmienię.

dla przypomnienia - regał
wydaje się , że teraz jest więcej miejsca :-)
Nie czułam się ostatnio za dobrze, więc robótkowo bez szaleństw. Zrobiłam tylko kocyk dla Karola.


kocyk i szmatkowy koszyk na różne różności :-)
I jeszcze grudnik w marcu
taka wiosenna niespodzianka, w grudniu nie zakwitł, za to teraz się postarał
zakwitło też coś innego
nie wiem jak się nazywa ta roślina, kwiatki są na końcu patyczkowatych gałązek
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)




sobota, 5 marca 2016

"w sprawie jednego komentarza przeczytanego z opóźnieniem"

Komentuję twój wpis gdyż byłam w zeszłym roku na tym samym oddziale w klinice w Gliwicach i nie zgadzam się z twoją opinią że lekarze spławiają innych pacjentów. Przez cały mój pobyt w szpitalu jak i wszystkie wizyty w klinice na kontrolach nigdy nie spotkałam się z brakiem profesjonalizmu wśród lekarzy. Lekarze pracujący w klinice onkologicznej w Gliwicach są jednymi z najlepszych profesjonalistów w swojej dziedzinie. Na całej klinice mają wiele pacjentów więc muszą zajmować się wszystkimi, a nie tylko jedną osobą. Mam 23 lata, też miałam nowotwór złośliwy i dzięki tym lekarzom mogę cieszyć się życiem i być zdrowa !!!! Przez cały pobyt w klinice nie spotkałam nikogo kto by powiedział jakiekolwiek złe słowo na któregoś z lekarzy.

Komentarz dotyczy wpisu :
Dopiero dzisiaj przeczytałam ten komentarz i na początek - cieszę się Pani Anno, że jest Pani zdrowa, ale po przeczytaniu komentarza odnoszę, wrażenie, że zarzuca mi Pani delikatnie mówiąc mijanie się z prawdą. Nie bardzo wiem czemu miałabym to robić? Nie prowadzę na blogu dziennika choroby, czasem tylko sytuacja mnie przerasta i co nieco mi się ulewa. Nie wiem jak wyglądał Pani pobyt w Klinice, ale mój niestety tak;
Lekarza prowadzącego widziałam tylko w dniu przyjęcia czyli 16 grudnia ponieważ następnego dnia zaczynał urlop.
Wyznaczona w zastępstwie Pani Doktor  nie mogła za bardzo zaangażować się w "mój przypadek" ponieważ po kilku dniach również oddaliła się z tej samej przyczyny, a po świętach okazało się , że pracuje tylko do sylwestra i wypis przygotował lekarz, który niestety nie udzielił mi żadnych odpowiedzi na nurtujące mnie pytania .  Jako zaangażowanie nie mam na myśli trzymania za rękę i głaskania po głowie tylko udzielenie konkretnych informacji o chorobie pochodzących od lekarza a nie z internetu.
Na temat skuteczności leczenia trudno mi się wypowiedzieć, ale : napromienienie cyberknifem miałam mieć co dwa dni ,chodziło o podanie dużych dawek w możliwie krótkim czasie, tymczasem przerwy między frakcjami wyniosły raz tydzień, a drugi raz pięć dni.  Na moje pytanie czy tak długie odstępy nie wpłyną na wyniki leczenia Pani Doktor tylko wzruszyła ramionami. Jak jest przekonam się w kwietniu po kontrolnym rezonansie. To chyba nie jest dziwne, że mam obawy bo tak naprawdę skuteczne w przypadku struniaka jest napromienianie protonowe i cyberknife był tak jakby leczeniem zastępczym i długie przerwy pomiędzy frakcjami mogły obniżyć jego skuteczność.
W przeciwieństwie do Pani usłyszałam krytyczne uwagi o niektórych lekarzach.Podkreślam o niektórych.
Pielęgniarki są bardzo zapracowane i pomimo tego znajdują czas dla pacjentów, naprawdę je podziwiam. O paniach z tzw personelu pomocniczego też nie powiem złego słowa.
Nie oczekuję od lekarza emocjonalnego zaangażowania się  w chorobę każdego pacjenta bo nikt nie jest w stanie tego robić, a jedynie traktowania jak chorego człowieka a nie "przypadku chorobowego". Oznacza to dla mnie między innymi rozważne dysponowania moim czasem, bo z nowotworem bywa różnie i zwykle właśnie czasu chory nie ma w nadmiarze.  Być może nie przeczytała Pani tego co pisałam wcześniej, być może Pani droga do leczenia na oddziale wyglądała inaczej. Opisałam to co mnie spotkało i co pozbawiało mnie siły potrzebnej do życia z chorobą i nie poddawania się. Każdy chory chce wyzdrowieć i ma nadzieję, że tak się stanie, ale nic tak jej nie odbiera jak poczucie bezradności i lekceważenia.
Znowu  mi się ulało, ale nie ukrywam, że zrobiło mi się przykro. Nie wątpię, że wiele osób zawdzięcza życie lekarzom z Kliniki i sama mam nadzieję, że będę się mogła do nich zaliczyć. Czy jednak oznacza to, że mamy się pokornie godzić ze wszystkim co nas spotyka po drodze i znosić to w milczeniu ?

środa, 17 lutego 2016

"finisz szpitalnej robótki "

Prawie finisz szczerze mówiąc; -). Została mi robota głupiego czyli nitki z tyłu. Łączyłam kwadraty półsłupkami i średnio mi się to podoba. Ale i tak jestem zachwycona bo to moje pierwsze prawdziwe granny square. I nabrałam ochoty na więcej. Zdjęcia niestety z telefonu

I znalazłam niedobitki muliny, z których zrobiłam kilkanaście kwadratów. Będzie z tego letni szal, przynajmniej teraz taki jest plan. Końce kolorowe reszta biała.  Na razie więcej nie zrobię bo znowu hihi skończyły mi się nici. Tym razem się nie przejęłam, powinno mnie to zmobilizować do wciągania nitek. Próbuję innego sposobu łączenia kwadratów i mam nadzieję, że ćwiczenie czyni mistrza ;-).

Serdeczne pozdrowienia z Wrocławia.  

sobota, 30 stycznia 2016

"dzięki niezłemu wiatrowi - tak mnie naszło ;-)"

Idąc w kierunku miasta mijam rosnące na skarpie brzozy i jakieś krzaki. Przy wietrznej pogodzie można sobie nazbierać gałązek i innych śmieci z rodzaju "fajne jest, na pewno mi się przyda". Posiadam ulubiony płaszczyk, z urody przypominający fartuch woźnej z moich szkolnych czasów, ale ciepły, lekki i pierny. Zawartość kieszeni owego dzieła sztuki odzieżowej bywa nieco dziwna jak na osobę w wieku średnim zaawansowanym. Jakieś kamyczki, patyki, kawałki mchu i tym podobne skarby. Nazbierałam sobie ostatnio takich właśnie dóbr natury, umyłam w kabinie i z niejakim trudem, bo suche i raczej nie bardzo współpracujące przy zwijaniu zrobiłam coś w rodzaju wianka przedwiosennego. Wykorzystałam posiadane domki i kwiatki i oto jest - pierwszy w tym roku wianek :-))

Tak mnie naszło, że zamiast pakować siebie i Piotrka siedziałam w fotelu i z dużą przyjemnością oddałam się rozrywce :-). Wianek kruchy i na chybcika, ale jak na zainspirowany zebranymi na ulicy śmieciami całkiem udany.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.

piątek, 29 stycznia 2016

"zimowe śpiochy i zwykłe radości i smutki"

Trochę już trwa rok 2016, a ja ciągle nie mogę się zorganizować. Po powrocie z kliniki, odwiedziła mnie przyjaciółka jeszcze z lat dziecinnych ;-). Znamy się  pięćdziesiąt lat i chociaż widujemy niezbyt często to przy każdym spotkaniu okazuje się , że czas i odległość nie mają znaczenia. Kasia wyjechała w piątek, a w niedzielę przyjechał Piotruś na ferie. Ferie się kończą Piotruś wraca do domu, a ja na kilka tygodni jadę do Wrocławia. Życie ciągle szykuje niespodzianki i tym razem taka niezbyt dobra - mój tato miał zawał. Na szczęście wyszedł już ze szpitala , ale do końca leczenia daleko Mam nadzieję , że wrócę do domu pod koniec lutego. Po radioterapii czuję się średnio, na szczęście bez sensacji . Boli co miało boleć i jestem stale zmęczona, ale ogólnie ok. Kontrolne badania w Gliwicach 5 kwietnia. Staram się za bardzo o tym nie rozmyślać. Szpitalna robótka pojedzie do Wrocławia bo w domu nie miałam czasu i nic nie zrobiłam. Udało mi się tylko dokończyć zaczęty przed kliniką kocyk i znalazł już właściciela ;-). Jest kolorowy i pewnie dlatego spodobał się Piotrusiowi. Piotruś pomagał też w pruciu swetrów, więc materiał na nowe kocyki przygotowany.
A teraz kilka fotek zimowych śpiochów ;-))
" leniuszkowanie" z książką ;-)
a tu "padłem", kocyk w rzeczywistości ma lepsze kolory, ale niestety na zdjęciu tego nie widać
Norka "stołowa" i chłopaki w sypialni ;-)
i jeszcze pozostałość świątecznej dekoracji czyli wieszadło świątecznie- serduszkowe
 sąsiadka niosła wieszak do spalenia i udało się uratować kawałek, reszta była niestety całkowicie zżarta. Tylko wyszorowany i nawoskowany, trzeba będzie nad nim popracować, ale prezentuje się całkiem fajnie dla wielbicieli rupieci :-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku