poniedziałek, 12 września 2011

"spodziewałam się..., ale i tak mi przykro:-(("















Przepraszam za jakość zdjęć, ale jeszcze wczoraj wieczorem coś tam robiłam, i miałam czas tylko dzisiaj rano przed odebraniem matki ze szpitala. Naprawdę wygląda lepiej i kolory są jakby bardziej przyjazne oku ;-), ale trudno. W każdym razie spotkałam się li i jedynie z krytyką właścicielki. Żadne zaskoczenie bo nie liczyłam za bardzo na nic innego, ale i tak mi przykro. Miło byłoby usłyszeć zwyczajne malutkie "dziękuję, widzę , że się napracowalaś". No, ale.... Mimo wszystko, mam nadzieję , że mimo kiepskiej jakości zdjęć widać różnicę w stosunku do poprzedniego wpisu :-)).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
aaaaaaaaa jeszcze będzie zagospodarowana druga ściana w kuchni i na krzesłach są już kolorowe poduszki :-)

piątek, 2 września 2011

"tak było...."


W czwartek opuścił mieszkanie ostatni, że tak powiem wykonawca i praktycznie niewiele już zostało do zrobienia. Na razie powoli wypakowuję pudła z rzeczami :-)), a jutro mam zamiar uszyć poduszki i firanko-zasłonki. Nie pokazywałam wcześniej tych powalających urodą miejsca zdjęć coby nie zapeszyć. Nie ukrywam, że miewałam chwile zwątpienia, czy kiedykolwiek uda się nie tylko skończyć remont, ale też rezultat będzie zadowalający. Te marne 25 m powierzchni napsuło mi krwi i niejeden raz podniosło ciśnienie. Niestety nie zrobiłam zdjęć obiektu przed demolką, ale jakby lepiej nie wyglądał, więc strata niewielka. Ciągle za czymś biegałam i jak mnie w końcu dopadło przypomnienie panowie już się nieco rozszaleli. Etap rozbiórkowy poszedł najsprawniej, później już bywało różnie i nie wszystkie przyczyny opóźnienia były obiektywne. No, ale wreszcie finał i nie ma się co oglądać. Oczywiście są różne niedoróbki, których nie widać na pierwszy rzut oka, niemniej ja o nich wiem i ciśnienie nadal mi skacze biorąc pod uwagę koszt tego "niewielkiego remonciku", którego wymagało mieszkanie według byłego właściciela. Tak naprawdę było okropne i jedyną jego zaletą było położenie. Zadatkowałam mieszkanie w momencie kiedy wyglądało, że będę musiała non stop zajmować się matką. Jak już pisałam przywiozłam ja z Łodzi w stanie całkowicie leżącym i nikt nie dawał wielkiej szansy na poprawę, ale po dwóch kolejnych pobytach w szpitalu przemyskim, pilnowaniu diety, leków i ćwiczeniach matka samodzielnie chodzi i może zadbać o siebie w podstawowym zakresie. Tak więc dostała następna szansę od losu a co z nią zrobi to już będzie jej wybór. W tej chwili jest na oddziale rehabilitacyjnym, więc wróci do nowego mieszkania na własnych nogach i na tyle zdrowa na ile może być osoba prowadząca taki tryb życia.


Mieszkanie to jedno pomieszczenie, które zostało podzielone ścianą działową. Jak to wyglądało widać , więc nie będę się rozpisywać. W każdym razie po owym podziale ktoś tam jakiś czas mieszkał, ale na pomalowanie kuchni już mu nie starczyło inwencji. Wyczerpał się całkiem tworząc łazienkę, która była prawdziwie kuriozalna.


ten otwór przy suficie miał być wentylacyjny, ale przy bliższych oględzinach okazało się , że to po prostu dziura w murze, w którą wstawiono kolanko hydrauliczne i zamontowano wiatraczek !!!- taki wynalazek

ściana dzieląca kuchnie od łazienki, dodam , że do owej jakby kuchni wchodziło się bezpośrednio z korytarza. Dobrze chociaż, że od klatki schodowej mieszkania oddzielone są jeszcze dodatkowym korytarzykiem z drzwiami.

początek działań





a to przecudnej urody parkiet, który moja znajoma kazała mi ratować za wszelką cenę, no parkiet był pierwszą z szeregu "niespodzianek"
mianowicie pod spodem, miedzy innymi dzięki rewelacyjnie odprowadzonym rurom z łazienki był tak zasilany wodą , że wyhodował się tam wielkiej urody grzyb, powodując próchnienie odeskowania i niestety części legarów.



Mam nadzieję, że jesteście ciekawi jak to "urocze" miejsce wygląda teraz :-)). Chyba całkiem nieźle, ale mówiąc szczerze gdybym wiedziała co mnie czeka nie dotknęłabym tego mieszkania nawet kijem hi hi.
Pozdrowienia ze stryszku.

wtorek, 23 sierpnia 2011

" o zniechęceniu i zawodach w sikaniu :-(( "

W mieszkaniu piętro niżej ciągle jeszcze trwają prace i powoli mam dosyć. Założony termin zakończenia remontu minął dwa tygodnie temu, drugi w sobotę, a końca nie widać. Ogarnęło mnie też zniechęcenie "podwórkowe". Nawet poranne zdjęcia jakieś takie wyblakłe mi wyszły :-(. No, ale.................podlewam, nawożę, coś tam dosadzam, a tu co chwilę z roślinnością coś się dzieje. Robale, ślimaki i inne takie to jakby natura i zwalczam jak umiem nie mając pretensji do żywiny. Niestety ostatnio jak to się mówi wyszło szydło z worka i dowiedziałam się co jeszcze dobija moje roślinki. Pisałam na początku planów podwórkowych o rodzinie z parteru, co do której miałam obawy, czy nie poniszczą wszystkiego. Byłam później przyjemnie zaskoczona, bo nie tylko nie niszczyli, ale i jakby mniej śmiecili i nawet od czasu do czasu posprzątali pod swoimi oknami. Niestety :-((, już im się znudziło i postanowili wykorzystać zagospodarowany kawałek w celach "rozrywkowych". Praktycznie całe lato to u nich niekończąca się podwórkowa impreza. Przychodzą koleżkowie i balanga trwa do późnych godzin nocnych. Po kilku piwkach, albo i mocniejszych trunkach panowie zaczynają sikać do celu. Jak się zapewne domyślacie za cel służą pojemniki z roślinami :-((. Zresztą nie tylko, bo sikanie na schody w piwnicy też jest "fajne", jak się ledwo stoi na nogach to też trudno trafić przez otwarte drzwi. Nie wiem jak to się dzieje, że jedna rodzina "uprzyjemnia" życie wszystkim pozostałym mieszkańcom i nie ma na to sposobu. Nie pomagają skargi do właściciela kamienicy, straż miejska i policja. Chyba zacznę czatować z aparatem i opisywać na Przemyskim Forum. Poza tym może jak do skargi będą dołączone zdjęcia to właściciel się zmobilizuje.







Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.











czwartek, 28 lipca 2011

"w wielkim skrócie"

Dziękuję, że zaglądacie do mnie i nawet się niepokoicie jak nic nie piszę. Tym razem po prostu nie mam czasu na nic. Jak tylko udało mi się zakończyć wszystkie sprawy w Łodzi, zaczęła się bieganina w Przemyślu. Zakup mieszkania, wszystkie sprawy meldunkowo-licznikowe itd., kto się przeprowadzał najlepiej wie jak to wygląda.
Mniej więcej w połowie lipca zaczął się remont. Niestety ta ekipa, która miała pracować była już zajęta, ale podsyłają mi swoich znajomych fachowców i jakoś to idzie. Kamienica jest stara, więc w trakcie wychodzą różne "kwiatki", które mocno podnoszą mi ciśnienie, ale mam nieustającą ;-) nadzieję , że uda się zakończyć pracę w założonym terminie. Mieszkanie kiedyś tam było po prostu jednym z pokojów dużego mieszkania, po wojnie kwaterunek podzielił jedno na trzy. Powiedzmy "toalety" były na półpiętrze. Potem ktoś próbował zrobić sobie kuchnię i łazienkę, niestety to co wyszło, nadawało się tylko do rozbiórki. Mam już za sobą etap demolki, planowania nowego podziału, i dzisiaj zakończyło się stawianie nowych ścian. Jak tylko coś się wyłoni z tego remontowego chaosu pokażę zdjęcia.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-))

piątek, 24 czerwca 2011

"pochwalić się chcialam :-))"

Ten piękny kwiatek przyjechał jako szczepka w zeszłym roku aż z Poznania .
Nawet poczta mu nie zaszkodziła i dotarł w bardzo dobrym stanie.Zaaklimatyzował się szybko i myślałam, że już jesienią pochwalę się prezentem od Irenki . Niestety potem Gacuś bardzo go "pokochał". Było to uczucie bez wzajemności hi hi. W każdym razie teraz Ginura ma się dobrze i wreszcie mogę ją pokazać.

Dostałam też te cudne truskawki, które pachną na łazienkowym lustrze. W rzeczywistości są soczyście czerwone, ale przy łazienkowym świetle moje umiejętności fotograficzne zawodzą.

Zachęcam wszystkich do odwiedzin na ulicy Zacisznej, jej mieszkanka jest cudowną osobą :-)).
Pozdrowienia serdeczne ze stryszku.

czwartek, 23 czerwca 2011

"koci żywot :-)"

Koci świat - zawsze poprawia humor :-)). Chwila nieuwagi tych "dużych" i już jesteśmy na dachu. Niestety tym razem za daleko nie uciekniemy bo dach gorrrrrrrący.

śpiochy, ale co w końcu kot ma robić jak upał i nawet rozrabiać się nie chce..


ulubione miejsce Nory :-))

i widok z profilu, taki domowy jaguar się wyhodował :-))


Ze wstydem przyznaję , że przez rok nie dawałam nic na "koralikowego" bloga , ale się poprawiłam i cos tam udłubałam. Chętnych do obejrzenia zapraszam

http://koralikiidruciki.blox.pl/html

Pozdrowienia z bardzo gorącego stryszku :-))

sobota, 11 czerwca 2011

"ciut więcej podwórka :-))"

Wprawdzie wszystko mnie boli po koszmarnym pakowaniu w Łodzi, ale nie mogłam się powstrzymać i polazłam na podwórko ;-). Bratki już przekwitają, ale inne roślinki mają się w miarę dobrze. Od sąsiadki dostałam druciany kwietnik, więc trzeba go było zagospodarować. I tak jakoś zaczęłam coś tam robić .

Wieki kufer odkryty w piwnicy, niestety w bardzo złym stanie, dno praktycznie zbutwiało, ale na podwórku wygląda super. Obciachany krzak dzikiej róży kiedyś tam , czyli pewnie w czasach przedwojennych posiadał obmurowaną donicę, teraz były to tylko kawałki gruzu. Nie wiem na ile stabilne będzie to coś z cegieł, ale na razie lepsze to niż stan poprzedni.

W kwietniku od sąsiadki posadziłam trzy rodzaje zwisających roślin, chwilę potrwa zanim urosną, ale całe lato przed nimi. Bratki z dachu jeszcze powinny trochę pożyć na dole.

Kwietnik był mało stabilny, więc wykopałam jakieś starożytne zdziczałe kwiaty spod muru i zrobiłam cos takiego jak przy róży.

Iglaczki rosną , winorośl też się chyba przyjęła. W jednej donicy na miejsce bratków posadziłam pokrzywę i starca, do drugiej kupię lawendę.


Może powoli uda mi się coś zmienić :-), chociaż dzisiaj utrwaliłam jedynie swój wizerunek jako dziwaczki hi hi. Sąsiadka wieszająca pranie stwierdziła, że teraz będę mogła już grilla robić. Była bardzo zdziwiona jak powiedziałam, że nie mam takich planów. Nie mogła zrozumieć po co w takim razie cokolwiek robię na tym nieszczęsnym podwórku.
Przy następnym napadzie pracowitości, mam zamiar uporządkować kolejne miejsce miedzy podporami, spryskać pozostałość trawnika środkiem na mniszka i .........................może na razie wystarczy tych planów.
Serdeczne pozdrowienia z chwilowo chłodnego Przemyśla.