poniedziałek, 16 sierpnia 2010

"tak sobie myślę..."

, że wszystkie babcie nieco głupieją na punkcie wnucząt :-). Wróciłam właśnie do domu i smutno mi okropnie, bo znowu zobaczę Piotrusia dopiero za kilka tygodni. Byłam z nim kilka dni i każdy dzień przynosił zmiany. Taki maluch to prawdziwy cud. Mój wnuczek jest oczywiście najpiękniejszy na świecie i inne takie :-)). Tym stwierdzeniem przystępuję zapewne do klubu lekko stukniętych babć, ale co mi tam.


ulubione zajęcie Piotrusia, czyli spanko. Robi to z wielkim zacięciem :-))


sobota, 7 sierpnia 2010

"WIELKIE WYDARZENIE :-))"

Dzisiaj o godzinie 14:20 zostałam babcią!!!!!!!!!!!!!!!!!

Pierwszy obiadek zjedzony i teraz Piotruś odsypia ciężka pracę Mamy i swoją :-)).

wtorek, 3 sierpnia 2010

"czy jestem gorszą Polką bo....?

Widziałam tylko trochę z tego co miało kulminację dzisiaj pod Pałacem Prezydenckim, bo szczerze mówiąc nie byłam w stanie na to patrzeć i tak zadaję sobie pytania :
Czy jestem gorszą Polką bo:
uważam, że pomnik upamiętniający ofiary katastrofy powinien stanąć na Powązkach
Prezydent Kaczyński został, aż nadto uhonorowany za swoją działalność pochówkiem na Wawelu
Pałac Prezydencki jest miejscem urzędowania Prezydenta (wszystko jedno kto nim akurat jest), a nie miejscem kultu i żałoby i chociaż w momencie tragedii był dobrym miejscem do wyrażania żalu to teraz nie jest dobrym miejscem do manifestowania czegokolwiek
bo nie podniecam się newsami i przeciekami, tylko cierpliwie czekam na końcowy raport o katastrofie
bo jak widzę i słyszę pana Macierewicza to ogarnia mnie strach przed nim i podobnymi mu ludźmi
bo zastanawiam się czy ludzie mieniący się "obrońcami krzyża" naprawdę zdają sobie sprawę co robią i co upoważnia ich do twierdzenia "ja jestem prawdziwym Polakiem"
czy ludzi protestujących obchodzi co o tym sadzą rodziny osób, które zginęły w katastrofie, czy tez obchodzą ich tylko własne wyobrażenia i czy te osoby potrafiłyby wymienić jakiekolwiek nazwiska ofiar poza - Nasz Prezydent
bo nie podoba mi się postawa władz kościelnych, które umywają ręce w momencie kiedy powinny zająć zdecydowane stanowisko
bo uważam wczorajszą wypowiedź Pana Jarosława Kaczyńskiego za podżegającą i pogłębiającą podziały społeczne co uważam za skrajnie nieodpowiedzialne i dyskwalifikujące go jako polityka, który podobno przeszedł głęboką wewnętrzną przemianę
bo uważam, że nikt dziś pod tym krzyżem nie wygrał, a wręcz przeciwnie przegraliśmy wszyscy
mogłabym tak jeszcze długo wymieniać, ale po co, przestaję już wierzyć , że się kiedyś wreszcie opamiętamy i zaczniemy samodzielnie myśleć.
Jest takie powiedzenie: "Jak Bóg chce kogoś ukarać to mu rozum odbiera" - czy tak właśnie to wygląda ?

Nie wywnętrzam się na tym blogu i nie manifestuję swoich poglądów, ale dzisiaj po prostu mnie rozsadza. W tej katastrofie zginęli prawdziwi ludzie i wątpię czy życzyliby sobie takiej "obrony"pamięci o nich. Czy podobałoby im się , że jakiś nieznajomy trzyma ich zdjęcie i i pod szyldem "walki o prawdę" wykrzykuje pełne nienawiści słowa do człowieka, który myśli inaczej.

czwartek, 22 lipca 2010

"porządkowanie szmatek...tak jakby ;-) "

W kwestii szmatkowych serduszek powiedziano, czy też raczej uszyto już wszystko. Są serca zgrzebne i bardzo ozdobne, romantyczne i pachnące. Czyli nic nowego w tej kwestii nie wymyślę. Tak ogólnie to upał na stryszku okropnisty jest, więc nic się nie chce, czy też raczej nie daje robić. Postanowiłam więc zrobić porządki z moimi szmatkowymi pudłami. Przy przeprowadzce upychalam je jak popadło i teraz jak chcę coś uszyć to muszę grzebać we wszystkich pudłach. Efektem tego jest okropny bałagan, bo jak już mnie najdzie ochota na szycie to siadam przy maszynie a cała szmaciarnia leży porzucona. Tak więc pełna dobrych chęci zaczęłam porządki, niestety... po drodze popatrzyłam tak na te skrawki i tak jakoś ....nie mam nadal porządku. Z drugiej strony (tak się pocieszam), ociupinka skrawków zmieniła się w coś jakby ładniejszego :-)).
Pozdrawiam i z utęsknieniem czekam na lekkie ochłodzenie.

niedziela, 18 lipca 2010

"w moim...ogródeczku ;-)"

Na stryszku jest okropniście gorąco. O klimatyzacji jeszcze długo nie ma co marzyć, więc tylko wiatraki chodzą. Moje dachowe kwiatki piją wodę jak smoki, ale jak na razie mają się całkiem dobrze. W tym roku eksperymentuję, więc niezbyt ciekawie to wygląda. Na przyszły rok wymyślę jakieś osłonki na skrzynki, albo może jakieś inne parapety. Zaraz po przeprowadzce nie myślałam o kwietnikach, ale wiosną jak widziałam sadzonki na rynku... Tak więc w tym roku próbuję. Wiem już , że bratki czują się na dachu całkiem dobrze, dopóki nie zaczęło lać przez dwa tygodnie niemal bez przerwy były naprawdę pokazowe. Z pierwszych sadzonek uchowała mi sie tylko zwykła zwisająca pelargonia. Po deszczach wygladala okropnie, ale korzenie twardo siedziały w ziemi, więc stwierdziłam, ze zawsze zdążę wyrzucić i wydobrzała. Niestety dwa inne gatunki nie przetrwały, tak samo jak rozne drobne kwiatki wykorzystane w charakterze wypełniaczy skrzynek. Kupiłam potem malutkie iglaczki i te rosną jak na drożdżach . Starzec i lawenda też są piękne. W kwestii sadzonek lawendy, wiem już , że nie należy kupować ich w żadnych marketach. Tylko te z rynku maja się dobrze, Natomiast zadziwiły mnie aksamitki :-)), na balkonie rosły tak sobie, a na dachu kwitną jak szalone. Niestety zdjęcia niezbyt mi wyszły, dzisiaj już od poranka światło razi i nawet udało mi się poparzyć łapy o krawędź ramy okiennej :-(. W każdym razie pierwsze zdjęcie to widok z poziomu podłogi, a reszta z drabinki. Niewieki ten mój "ogródeczek, ale cieszę się, że jak popatrzę w okno to widzę kwiaty.







Ten iglak to mój ostatni nabytek, mam nadzieję, że uda mi się przetrzymać niektóre rośliny przez zimę na korytarzu. jest tam ogromny parapet i wprawdzie niewielkie okno dachowe, ale może światła wystarczy.

poniedziałek, 12 lipca 2010

"Jarmark garncarski w Medyni Głogowskiej"

W niedzielę zadzwonili znajomi, że wybierają się na Jarmark garncarski do Medyni Głogowskiej i mają miejsce w samochodzie. Pojechalam oczywiście bardzo chętnie. Z niejakim wstydem przyznaję , że nie miałam pojęcia ani o owej Medyni, ani o tym, że to zagłębie lepienia czy też toczenia garnków glinianych. Wioska leży około 60 km od Przemyśla. Jarmark jest tam organizowany og kilkunastu lat i muszę przyznać, że cieszy się najwyraźniej wielkim powodzeniem, bo takich tłumów to dawno nie widziałam. Można sobie obejrzeć Zagrodę garncarską

wnętrze chaty, aczkolwiek trudno było zrobić jakieś szczególnie fajne zdjęcia bo w oczy właził np.: czajnik elektryczny na piecu przy glinianych garnkach, albo plastikowe wiadro z mopem w sieni :-(. Może to i był zabawny element, ale chyba niezupełnie o to chodzi


zestaw dla praktykującej z zapałem praczki :-))




kolo garncarskie ze wspomaganiem :-)

wyjątkowo cierpliwe osoby mogły spróbować swoich sił, niestety trzeba było czekać w długachnej kolejce, a upał był niemożliwy, ale robią tam wakacyjne warsztaty, wiec kto wie może spróbuję...

piec w chacie (nie wiem czy ta skóra z dzika stanowi element niezbędny przy wypalaniu, czy też to taki "dizajn" ;-), coby hm ładniej było?)

inny piec na podwórku

i cos co mnie niezmiernie ucieszyło, prawdziwe jarmarczne zabawki :-)), słońce było okropne i kolory niezbyt wierne, ale i tak sama radość

na terenie zagrody kramy były tylko z polskim rękodziełem. Mogło się podobać, albo nie, jak wiadomo to rzecz gustu, ale była to nasza własna twórczość, a nie chińska. Oczywiście chińszczyzna również była i fruwające krokodyle, ale poza zagrodą. Do pełnego szczęścia zabrakło mi tylko obwarzanków na sznurku :-).


tu już mniej ludowo, ale też przyjemnie

nabyłam sobie oczywiście miejscowy wyrób. Oprócz "cudowności" będących ukłonem w stronę turystów nie brakowalo tradycyjnych, zupełnie zwyczajnych wiejskich dzbanków i garnków za naprawdę niewielkie pieniądze.

Pozdrawiam serdecznie :-)

sobota, 10 lipca 2010

"Noc Kupały cd."

Przy zapadającym zmierzchu zapłonęły ogniska i śpiewający korowód przeszedł w stronę Sanu.

Były tez wspólne skoki przez ognisko, niestety przez niedostatek umiejętności uwieczniłam to w charakterze zmaz przeróżnych, więc jakby lepiej było tego nie pokazywać.

Potem najpierw młodzieńcy ustawili się w rzece oczekując na śpiewające dziewczęta :-)

dobrze, że dzień był upalny i woda nieco się ogrzała.


pierwszy wianek płynie

Możecie nie wierzyć, ale ten wir to nurkujący chłopak. Rzucił się w nurt z prawdziwym poświęceniem :-) i wzbudził ogromny podziw i aplauz tłumu ludzi na brzegu.

inni wyławiali wianki już bez takiego poświęcenia

ciekawe czy wianki były wybierane na chybił yrafił, czy jednak chłopcy polowali na konkretne? :-)