Dzień dobry wszystkim zaglądającym :-)). Jak Wam się podoba nowy wygląd bloga?Zmiany dzięki synkowi, bo ja niestety technicznie w średniowieczu bytuję. Wydaje mi się, że teraz jest fajniej i bardziej robótkowo-myszkowo.
Pozdrowienia ze stryszku
piątek, 8 sierpnia 2014
niedziela, 3 sierpnia 2014
"Brunhilda i Karol :-) "
Na którymś zagranicznym blogu zobaczyłam coś nazwane "primitive doll". Zakodowało mi się gdzieś w głowie i tyle. Teraz w ramach wynajdywania sobie prostych rozrywek przypomniała mi się "prymitywna lala" i po obejrzeniu wielu takich obiektów w grafice googlowej czy jak tam się to odmienia zabrałam się do dzieła i oto są. Jako pierwsza powstała Brunhilda a potem na wyraźne życzenie Piotrusia -Karol. Nigdy bym nie pomyślała, że dziecku spodoba się taki szkaradek, ale jak widać gusta dzieci są nieprzewidywalne.Jeszcze w fazie produkcyjnej Karol dostał imię i nawet całusa :-)).
Uszyłam już kolejna i tak z wyrazu oblicza wyszło mi , że to facet będzie . Na razie jeszcze goły, bo się zastanawiam nad odzieżą. Stwierdziłam, że uszycie ubrania tego rozmiaru wbrew pozorom łatwe nie jest hi hi. Uszyłam też próbne woreczki na pachnące zioła w podobnym klimacie. Kolega sobie zażyczył i mam nadzieję, że będzie zadowolony :-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Uszyłam już kolejna i tak z wyrazu oblicza wyszło mi , że to facet będzie . Na razie jeszcze goły, bo się zastanawiam nad odzieżą. Stwierdziłam, że uszycie ubrania tego rozmiaru wbrew pozorom łatwe nie jest hi hi. Uszyłam też próbne woreczki na pachnące zioła w podobnym klimacie. Kolega sobie zażyczył i mam nadzieję, że będzie zadowolony :-).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
czwartek, 17 lipca 2014
"rośliny chyba postanowiły mnie pocieszyć :-)"
Zakwitła moja piękna lilia :-)). Przechowałam koszyk z cebulami w piwnicy i wiosną wystawiłam na podwórko mając nadzieję, że przetrwały zimę. Wypuściły zielone pędy, ale nie mogłam upilnować ślimaków, więc nadzieja na kwiaty wielka nie była. Ale się nie dały i wczoraj po powrocie od doktora zajrzałam na podwórko i sama radość - jedna lilia w całej okazałości. Dzisiaj kwiatów było już kilka.
I kolejna niespodzianka. Wiosną dostałam od koleżanki juki. Trochę marne były po wykopaniu, ale stwierdziłam, że należy dać im szansę. Małe chyba niestety zmarnieją, ale większa wypuściła kwiat :-)). Mam nadzieję, że się rozwinie. W maju pozbierałam kamienie i gruz po zeszłorocznym remoncie odpływów i zrobiłam taki pseudo skalniak. To czego nie zżarły ślimaki ma się o dziwo całkiem dobrze. Mury są okropne i tak naprawdę żeby podwórko wyglądało ładnie trzeba to wszystko z głową rozplanować, ale to juz więcej osób musiałoby chcieć się zaangażować. Dzisiaj sąsiadka zapytała co mi się stało bo dawno nic nie robiłam na podwórku ha ha. No ale jej akurat okna wychodzą na ten jako tako uporządkowany kawałek i zawsze to lepszy widok na zielone rośliny niż na obskurną ścianę. To miał byc pozytywny wpis i taki jest, jęczenia nie bierzcie pod uwagę.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-))
I kolejna niespodzianka. Wiosną dostałam od koleżanki juki. Trochę marne były po wykopaniu, ale stwierdziłam, że należy dać im szansę. Małe chyba niestety zmarnieją, ale większa wypuściła kwiat :-)). Mam nadzieję, że się rozwinie. W maju pozbierałam kamienie i gruz po zeszłorocznym remoncie odpływów i zrobiłam taki pseudo skalniak. To czego nie zżarły ślimaki ma się o dziwo całkiem dobrze. Mury są okropne i tak naprawdę żeby podwórko wyglądało ładnie trzeba to wszystko z głową rozplanować, ale to juz więcej osób musiałoby chcieć się zaangażować. Dzisiaj sąsiadka zapytała co mi się stało bo dawno nic nie robiłam na podwórku ha ha. No ale jej akurat okna wychodzą na ten jako tako uporządkowany kawałek i zawsze to lepszy widok na zielone rośliny niż na obskurną ścianę. To miał byc pozytywny wpis i taki jest, jęczenia nie bierzcie pod uwagę.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-))
środa, 16 lipca 2014
"pled/dywanik w kolorach lata"
Kolejny recyklingowy pled albo dywanik produkuję. Tym razem w ciepłych letnich kolorach. Na bieżąco dobieram i tnę kawałki. Jeszcze trochę brakuje do końca, ale chciałam się już pochwalić i pokazać, że nie tylko leniuchuję :-)). Wolno idzie bo gorąco na stryszku i tylko rankiem, albo wieczorem mogę cokolwiek robić na drutach, ale już widać , że będzie fajny kolorystycznie.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
czwartek, 10 lipca 2014
"nadal próbować ,czy sobie odpuścić ? ... podwórko 2014"
Na początek efekt działalności ślimaków. Niestety nie zrobiłam zdjęcia sprzed, żałuję bo Funkia była olbrzymia i naprawdę piękna.
Kilka zdjęć mniej "smacznych" roślin
A teraz pomijając kwestię ślimaków i innej żywiny, oto dlaczego zadałam pytanie w tytule posta. Pisałam w zeszłym roku, że jedna z mieszkanek kamienicy postanowiła założyć sobie malutki ogródek, jak widać w tym roku odpuściła i nic już nie robi :-(
i powód dla którego moja podwórkowa działalność jest sabotowana
Mamy 17 mieszkań, mieszkanki trzech uważają, że podwórko przy kamienicy nie jest po to, żeby urządzać tam miejski ogródek i przyjemnie spędzać czas, a powinno być miejscem do suszenia prania, składowania drewna i rzucania śmieci w dowolnym miejscu. Zrobiłam więcej zdjęć, ale myślę, że to jedno jest wystarczające. Dodam tylko, że swoje drewno trzymam w piwnicy i osoby składujące też takowe posiadają. Ręce opadają, tym bardziej, że są to osoby, które mieszkania wynajmują i mają w "głębokim poważaniu" porządkowanie kamienicy. Na dodatek do zarządu wpłynęła skarga, że rządzę się na podwórku i swoimi roślinami zabieram miejsce przeznaczone do jedynie słusznego celu czyli owego wieszania prania i składowania drewna :-(. To niestety nie wszystko, jedna z pań wykazuje się ułańską wprost fantazją w utrudnianiu mi życia. Ostatnio posunęła się już za daleko i miałam naprawdę dosyć, więc zadzwoniłam do właścicielki mieszkania, żeby porozmawiała ze swoją lokatorką. Co z tego wyniknie czas pokaże. Na razie trudno nawet skosić trawę, bo sznury są zawieszone non stop i nawet deszcz nie przeszkadza.
Nieco smutne pozdrowienia ze stryszku.
Kilka zdjęć mniej "smacznych" roślin
A teraz pomijając kwestię ślimaków i innej żywiny, oto dlaczego zadałam pytanie w tytule posta. Pisałam w zeszłym roku, że jedna z mieszkanek kamienicy postanowiła założyć sobie malutki ogródek, jak widać w tym roku odpuściła i nic już nie robi :-(
i powód dla którego moja podwórkowa działalność jest sabotowana
Mamy 17 mieszkań, mieszkanki trzech uważają, że podwórko przy kamienicy nie jest po to, żeby urządzać tam miejski ogródek i przyjemnie spędzać czas, a powinno być miejscem do suszenia prania, składowania drewna i rzucania śmieci w dowolnym miejscu. Zrobiłam więcej zdjęć, ale myślę, że to jedno jest wystarczające. Dodam tylko, że swoje drewno trzymam w piwnicy i osoby składujące też takowe posiadają. Ręce opadają, tym bardziej, że są to osoby, które mieszkania wynajmują i mają w "głębokim poważaniu" porządkowanie kamienicy. Na dodatek do zarządu wpłynęła skarga, że rządzę się na podwórku i swoimi roślinami zabieram miejsce przeznaczone do jedynie słusznego celu czyli owego wieszania prania i składowania drewna :-(. To niestety nie wszystko, jedna z pań wykazuje się ułańską wprost fantazją w utrudnianiu mi życia. Ostatnio posunęła się już za daleko i miałam naprawdę dosyć, więc zadzwoniłam do właścicielki mieszkania, żeby porozmawiała ze swoją lokatorką. Co z tego wyniknie czas pokaże. Na razie trudno nawet skosić trawę, bo sznury są zawieszone non stop i nawet deszcz nie przeszkadza.
Nieco smutne pozdrowienia ze stryszku.
sobota, 5 lipca 2014
"znalezione - wyczyszczone - zagospodarowane"
Stara bańka znaleziona na podwórku. Zardzewiała i ogólnie "do bani", ale dla kogoś lubiącego rupiecie skarb hi hi, na dodatek w zielonym kolorze. Jest zniszczona i zardzewiała w środku i przy denku, ale jakoś się trzyma. Wyszorowałam , podczyściłam z największych złogów rdzy i po nasmarowaniu gliceryną wypucowałam. W środku plastikowa butelka z wodą i bardzo jestem zadowolona z nowego - starego wazonika :-)). Nadal niestety większymi robotami nie mogę się zająć, więc poprawiam sobie humor drobiazgami.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
piątek, 20 czerwca 2014
"wymyślam sobie rozrywki ;-) "
Szwy zdjęte(co nie było miłym przeżyciem), stopa nadal wygląda dość koszmarnie i niestety tak samo boli. Do następnej kontroli za 4 tygodnie przewidziane wycieczki tylko do łazienki. Czytam i coś tam dłubię bo od tego wymuszonego "wypoczynku" zwariować można. Dostałam kiedyś książkę "Cuda z koralików"
ale do tej pory ograniczyłam się do oglądania i podziwiania. Wczoraj coś mnie naszło, wyciągnęłam resztki koralików i postanowiłam spróbować. Brak odpowiedniego sprzętu niespecjalnie mi przeszkadzał,bo jak zwykle naiwnie założyłam, że przecież tylko próbuję. Po wczorajszych wyczynach już wiem, że odpowiednia igła i nici to niezbędna podstawa, również rozmiar koralików powinien być odpowiedni. Ale przecież nie dam się pokonać takim drobnostkom, jak już się napaliłam to nie ma zmiłuj. Podstawowy ścieg do tkania igłą zwany kwadratowym opanowałam dość szybko zarówno na płasko jak i w postaci rurki i oczywiście zwykłe ćwiczenie żeby nabrać wprawy uznałam za nudne. Wyłożyłam co tam miałam w pudełku i zrobiłam wisiorek hi hi. Nieco infantylny, ale byłam nawet zadowolona dopóki nie pooglądałam sobie w internecie co robią mistrzynie. Wisiorek wygląda tak
śmiać mi się chce, więc już samo to, ze poprawiłam sobie nastrój jest pozytywem. Natomiast nie wiem czy będę coś robić w dziedzinie tkania koralikami w ręku, chociaż to fajna zabawa i praktycznie można taką robótkę wykonywać wszędzie. Materiały nie zajmują dużo miejsca i jak wynika z obejrzanych zdjęć jak ktoś ma odpowiednio dużo zapału może się nauczyć robić naprawdę piękne rzeczy. Mnie osobiście jakość wykonania tych małych dzieł sztuki nieco wystraszyła. To misterna robota, a ja bardziej sie nadaje do robienia rzeczy przyziemnych jak ten chodniczek do łazienki, który zrobiłam z przechodzonych bluzek trykotowych :-))
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)).
ale do tej pory ograniczyłam się do oglądania i podziwiania. Wczoraj coś mnie naszło, wyciągnęłam resztki koralików i postanowiłam spróbować. Brak odpowiedniego sprzętu niespecjalnie mi przeszkadzał,bo jak zwykle naiwnie założyłam, że przecież tylko próbuję. Po wczorajszych wyczynach już wiem, że odpowiednia igła i nici to niezbędna podstawa, również rozmiar koralików powinien być odpowiedni. Ale przecież nie dam się pokonać takim drobnostkom, jak już się napaliłam to nie ma zmiłuj. Podstawowy ścieg do tkania igłą zwany kwadratowym opanowałam dość szybko zarówno na płasko jak i w postaci rurki i oczywiście zwykłe ćwiczenie żeby nabrać wprawy uznałam za nudne. Wyłożyłam co tam miałam w pudełku i zrobiłam wisiorek hi hi. Nieco infantylny, ale byłam nawet zadowolona dopóki nie pooglądałam sobie w internecie co robią mistrzynie. Wisiorek wygląda tak
śmiać mi się chce, więc już samo to, ze poprawiłam sobie nastrój jest pozytywem. Natomiast nie wiem czy będę coś robić w dziedzinie tkania koralikami w ręku, chociaż to fajna zabawa i praktycznie można taką robótkę wykonywać wszędzie. Materiały nie zajmują dużo miejsca i jak wynika z obejrzanych zdjęć jak ktoś ma odpowiednio dużo zapału może się nauczyć robić naprawdę piękne rzeczy. Mnie osobiście jakość wykonania tych małych dzieł sztuki nieco wystraszyła. To misterna robota, a ja bardziej sie nadaje do robienia rzeczy przyziemnych jak ten chodniczek do łazienki, który zrobiłam z przechodzonych bluzek trykotowych :-))
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)).
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
Subskrybuj:
Posty (Atom)