czwartek, 6 maja 2010

"kot na dachu i bratki"

Dawno nic nie napisalam, ale znowu "złe" mnie dopadło i wszystko legło odłogiem. Ale jak zwykle nic nie trwa wiecznie, nawet "złe" i znowu zabieram się do pracy. Widok z okna kuchennego coraz lepszy :-)) jak widać na powyższym zdjęciu. Mam parapety za każdym oknem i powoli pojawiają się na nich kwiatki. Koty też dostały możliwość wychodzenia na dach. Wprawdzie w niewielkim zakresie, ale lepsze tyle niż wcale.

Gacuś widziany z ulicy powyżej domu. Najchętniej korzysta z tej klatki dla "królików". Od dwóch dni pada deszcz, okno zamknięte, więc leży na fotelu i tęsknie spogląda.

Widok od strony pokoju, chodniczek służy do wchodzenia i bardzo dobrze sie sprawdza w tej roli :-)

i jeden z parapetów, na razie tylko z bratkami, ale w kuchni mam juz pelargonie, a pod innym oknem, malutkie iglaki. Mam też plany "ogrodnicze" tylko czekam na sadzonki, bo na razie niewielki wybór na rynku. Mam nadzieję , że latem będzie to nieżle wyglądało. W tym mieszkaniu najbardziej mi brakuje balkonu, więc może uda się stworzyc jakąś niewielką namiastkę.
i jeszcze śpiące koty dwa, trzeci zadekował się na materacu pod łóżkiem, czyli Nora znalazła sobie spanko adekwatne do imienia :-))


Pozdrawiam serdecznie :-))

wtorek, 30 marca 2010

"pisanki - szmacianki"

wiosna dotarła do Przemyśla i na moje poddasze. Nora, największy koci tchórz jako pierwsza odkryła dach. Wieczór to był i nieomalże przyprawiła mnie o zawał skacząc nagle z okna. Teraz wszystkie kocie jednostki tylko czatują na otwarte okna. Trzeba im wymyślić jakiś ograniczony wybieg na dachu, ale nie bardzo wiem jak to zrobić. Niekontrolowane wycieczki absolutnie wykluczam. Kilka ostatnich tygodni upłynęło mi mało konstruktywnie mówiąc szczerze. Dopadły mnie efekty długotrwałego stresu w jakim żyłam i niestety nadal żyję. Prace domowe utknęły i nie mogłam się zmobilizować do żadnego działania. Ale powoli wychodzę z tego dołka. Skończyłam kuchnię i nawet uszyłam kilka szmacianek-pisanek ;-). Mam już szafę na przedpokoju i chociaż jest sporych rozmiarów to jednak zbyt optymistycznie zakładałam, że pomieści zawartość wszystkich kartonów. Trzeba będzie zapewne zmniejszyć ilość posiadanych rupieci. Przyjdzie mi to z trudem, bo raczej przejawiam skłonności w kierunku nadmiernego gromadzenia dóbr wszelakich, a nie pozbywania się czegokolwiek :-)).

szmatkowe ptaszki mają się dobrze i nawet dorobiły się jajek. Wprawdzie nieco "rozjechanych" albo "plaskatych" jak kto woli ;-). Uszycie w miarę kształtnego jaja okazało się dla mnie nie lada wyczynem hi hi. W większości powychodziły mi krzywulce, ale w końcu nie będę przecież konkurować z kurą, wiec niech sobie będą krzywe. Powiedzmy, że to duchowe jajeczne siostry przedświątecznego aniołka złośliwca :-))

i jeszcze wykonany na "jajecznej" fali wianek na drzwi

Pogodnych Świąt i miłych spacerów i do następnego razu, który mam nadzieję szybko nastąpi. Pochwalę się odnowioną komoda do kuchni, która jest oczywiście czerwona. Zastanawiam się czy ta cała czerwień wokół mnie jest wywołana potrzebą doenergetyzowania się ?

piątek, 5 marca 2010

"zaklinanie wiosny ;-)"

Kika dni temu wybrałam się na spacer. Pięknie było, chociaż wiatr dmuchał nielicho. Naiwnie miałam nadzieję, że może to już koniec ze śniegiem w tym roku. Niestety dzisiaj znowu jestem w Hobbitowie i świata nie widzę :-((. Ale może to tylko ostatnie tchnienie zimy i zrobi się znowu tak jak na zdjęciach.

pomiędzy Rynkiem, a Placem Dominikańskim

ul. Franciszkańska

Widok z ulicy dochodzącej do parku

wyremontowany Domek Ogrodnika



a poniżej kilka urokliwych zakątków po drodze z parku do centrum





Jeszcze całkiem niedawno za tą bramą tętniło życie. Działały różne koła zainteresowań, biblioteka i kino, w którym można było oglądać nie tylko komercyjne filmy. Teraz na skutek niepojętych decyzji władz miejskich budynek drugi rok stoi pusty i niszczeje. Ostatnio wieść gminna niesie, że ma się to zmienić, pewnie wkrótce okaże się ile w tym prawdy, a ile to tylko pobożne życzenia

niestety takie widoki też są :-(( i to bardzo blisko centrum miasta

niedziela, 28 lutego 2010

"zmienił mi się widok z okna :-))"

Mam nadzieję, że widok z kuchennego okna będzie coraz lepszy i może już bez śniegu, ale różnie jeszcze może być. W każdym razie od kilku dni cieszę oczy nadzieją na wiosnę. Powoli zmienia się też w mieszkaniu. Wprawdzie pokazuję tylko zakątki bo większy plan nadal mało atrakcyjny, ale codziennie coś się zmienia.

to moje ukochane łóżko i jak widać Ikea ma się dobrze, jeśli chodzi o mnie :-)), obrazki wieszam , w różnych miejscach bo trochę ich nazbierałam, a ilość obrazkowych ścian drastycznie mi zmalała. Dla towarzystwa mam jak widać Gacusia i Krakersa czyli mojego miśka na smutki.

i to samo z innego miejsca

a to miejsce zachęcające do lenistwa, wprawdzie okolica jeszcze zagracona, ale co tam, jak sobie człowiek usiądzie, to jakoś tak od razu chce mu się położyć hi hi. Szczerze mówiąc ta kanapa jest nabytkiem całkowicie bezsensownym. Jest li i jedynie do siedzenia, a potrzebne jest miejsce do spania, ale coś tam wymyślę. Jak ją zobaczyłam to była moja i już. Nie jest nowa, ale jeszcze czas jakiś posłuży mam nadzieję.

stół jeszcze nieco ściśnięty, ale na upartego można usiąść

kawałek kuchni, tym razem od dołu

i obiekt kultu, czyli mój wymarzony robot, który kupiłam za pieniądze zarobione w Bieszczadach. Wprawdzie jak czas pokazał powinnam była oszczędzać każdy grosz, ale skoro już go mam to zamierzam się nim cieszyć :-))

kolejny kawałek kuchni, z nieco kopniętej perspektywy, chyba coraz bardziej widać , że jestem graciarą ;-). Regałek z rupieciami zrobiony z dwóch wiszących półek , jako nóżki wykorzystałam okrągłe nogi z obciętych regałów. Nie widać ich na tym zdjęciu, ale zrobię inne jak dojedzie komoda, która będzie stała pod oknem i kiedyś tam stół też będzie inny

i jeszcze "galeria" kuchenna :-)), wyhaftowałam te obrazki prawie 30 lat temu, wzory wzięte ze starej przedwojennej gazetki robótkowej. W tamtych czasach o np.: Burdzie z haftami można było tylko pomarzyć.
Pozdrawiam i do następnej odsłony :-))

środa, 17 lutego 2010

"kuzynka ;-) Hobbitów"

Zima nie jest niczym dziwnym w naszym kraju, ale od dawna tak nas nie obdarzała dobrem w postaci śniegu. Biorąc pod uwagę fakt, że w Przemyślu władze mają religijny stosunek do śniegu, czyli "Bóg dał to i weźmie", chodzenie po ulicach wymaga nie lada wytrzymałości, ale co tam, jest pięknie. Przynajmniej tak było w niedzielę, kiedy wybrałam się na spacer. Musiałam odreagować "jasną sosnę". Jest to lakierobejca firmy Dulux, jak napisało na puszce "exskluzywna".Zasadniczo to jest ohydnego marchewkowego koloru. Coś nie mam ja szczęścia do bejc wszelakich. W każdym razie po powrocie ze spaceru stwierdziłam, że trudno, na razie będę miała ohydne nogi pod blatem i półki, bo mam już dość i zmienię kolor jak zrobi się cieplej. Aktualnie czuję się jakbym mieszkała w igloo, albo innej ziemiance. Na dachu co najmniej 25 cm śniegu i to samo na oknach. Raczej trudno je otwierać i wietrzyć, a lakierobejca bezwonna nie jest, oj nie jest. Na spacerze było cudownie i jak widać na poniższych zdjęciach śnieg i zimno zdaje się nie przeszkadzać zwierzynie :-)). Okolica, w której teraz mieszkami w niczym nie przypomina osiedla bloków. Po tym względem przeprowadzka okazała się pozytywna.








Mniej pozytywne jest to, że nadal żyjemy w świecie kartonów. I dopóki nie będzie szafy w przedpokoju ten stan się nie zmieni. Po prostu nie mam gdzie upchnąć tego co zawierają. Jestem zmęczona i sfrustrowana i na dodatek przeziębiona. Kapiący nos nikogo nie nastraja optymistycznie. Ale żeby nie było, że nic się nie dzieje kilka fragmentarycznych fotek.

Nieco zmieniłam koncepcję i nie będzie łóżka z dołów meblowych. Posłużą jako powiedzmy komódki :-) i podstawy pod jakieś cosie. Ten coś powstał z mniejszego dołu i kawałka półek. To efekt niedzielnego odpoczynku. Postanowiłam w sobotę i niedzielę nic nie robić, żeby nabrać oddechu i dystansu i z tego nic nierobienia wyszło kilka rzeczy. Powiesiliśmy zegary i część obrazków, co bardzo zmieniło nastrój w mieszkaniu. Nie zniknęły wprawdzie wątpliwe ozdoby w postaci wszędobylskich kartonów, ale jak się przymknie oczy...


a to kawałek mebla w kuchni powstałego z przyciętych regałów z Ikea. Na razie bałagan na nim totalny i będą jeszcze szufladki na sztućce, ale można sobie wyobrazic jak będzie wyglądał docelowo. Poniżej znajdują się ohydne marchewkowe nogi i półki, ale te pokażę, jak je wyładuję i wiekszości nie będzie widać hi hi
i kawałek łazienki, która jest póki co jedynym wykończonym pomieszczeniem w domu. Zmieścił się w niej regał, który w starym mieszkaniu dzielił największy pokój na dwie przestrzenie, że tak powiem. Jak widać lubię kolor czerwony :-)) .I z okazji dzisiejszego Święta Kotów kilka fotek moich ulubieńców:




Na szczęście się przystosowały i buszują wśród tych wszystkich przeszkód. Co się nie bardzo ludziom podoba , dla kotów stanowi źródło rozrywki i zwiększa możliwości doprowadzania tych "większych" do szału. I z tym optymistycznym akcentem pozdrawiam i do następnego razu :-)).