Pokazałam kiedyś pozwijane paski ze szmatek. Cięcie starych ubrań zabrało mi latem sporo czasu. Mam strasznie dużo szmatek uzyskanych z bluzek, sukienek i itd. trochę wykorzystałam na koszyki, podkładki, ale jakoś nie widać , żeby coś ubywało. Nie przyznam się ile mam pudeł tego "dobra" bo to już wygląda na szmaciarską chorobę hi hi. W każdym razie któregoś dnia naszedł mnie zapał na wykorzystanie pracowicie pozwijanych kłębków i zrobiłam podkładki pod filiżanki. Są grube i dosyć sztywne, myślę , że doskonałe na taras, albo ogrodowy stolik.
zrobiłam też wierzchy do poduszek, które czekają na wykończenie i dwie bardzo kolorowe podkładki pod talerze. Pokażę w następnym poście. Pewnie nie wszystkim spodoba się taki sposób wykorzystania niepotrzebnych ubrań - słyszałam już uwagi typu: nie opłaca się robić takich rzeczy bo można kupić tanio w ... - ale wykonanie użytkowej rzeczy z czegoś co pozornie nadaje się już tylko do wyrzucenia może być świetną zabawą.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
niedziela, 12 stycznia 2014
czwartek, 9 stycznia 2014
"były święta ?"
No cóż, minęło kilka dni i jakoś sobie poukładałam wszystko, więc...Miało byc kolorowo, radośnie i ogólnie super. Ha ha. Trzy dni przed świętami Piotrek zapoznał się z ospą. Babci zrzedła mina i humor padł bo z przyjazdu dzieci nici. Ale trudno będą ferie niedługo to się nacieszymy. Spokojnie przygotowujemy się dalej. 23 grudnia Mm wracała z sanatorium do Przemyśla. Niestety nie dojechała. Pod Łańcutem był wypadek i zamiast do domu Mm dotarła do szpitala w Łańcucie z wstrząsem mózgu. Itd....Jak już myślę, że jako taki spokój nastał znowu coś się dzieje. Taka karma. Ale nic to stary rok nie taki znowu zły :-)) się skończył i z lekkim niepokojem czekam co przyniesie obecny. Kilka fotek pstrykniętych w ostatniej chwili przed likwidacją "nastroju"
Malutka choinka pachnąca, kłująca ( więcej nie dam się nabrać na drzewko w donicy) i kolorowa żeby się Piotrusiowi podobała. Sanki porzucił w piwnicy poprzedni mieszkaniec , wyszorowałam, nawoskowałam i sprawdziły się jako choinkowy podest.
pozbierałam gałązki zrzucone przez wiatr, namoczyłam i udało mi się skręcić wianek, który po wyschnięciu ozdobiłam szmatkowymi serduszkami szytymi w ilościach hurtowych i światełkami na baterie.
Na świeczniku serduszka i nadziane goździkami pomarańcze
i oczywiście widok na piecyk :-)) i zbiór czerwonych latarenek, waniliowe świeczki ładnie pachniały.
kanapa zarzucona serduszkowymi poduszkami, które uszyłam z juty nabytej w wiadomym miejscu kilka lat temu. Leżała i czekała na natchnienie. Wyszło duzo poduszek i równie wiele malutkich serduszek do zawieszania. Serduszka były zresztą wszędzie w różnych postaciach, szmaciane, drewniane i w postaci bombek. Taki napad serduszkowego szaleństwa :-)).
Wszystkim , którzy zaglądają, oglądają i czytają stryszkowego bloga najlepsze życzenia i serdeczne pozdrowienia.
Malutka choinka pachnąca, kłująca ( więcej nie dam się nabrać na drzewko w donicy) i kolorowa żeby się Piotrusiowi podobała. Sanki porzucił w piwnicy poprzedni mieszkaniec , wyszorowałam, nawoskowałam i sprawdziły się jako choinkowy podest.
pozbierałam gałązki zrzucone przez wiatr, namoczyłam i udało mi się skręcić wianek, który po wyschnięciu ozdobiłam szmatkowymi serduszkami szytymi w ilościach hurtowych i światełkami na baterie.
Na świeczniku serduszka i nadziane goździkami pomarańcze
i oczywiście widok na piecyk :-)) i zbiór czerwonych latarenek, waniliowe świeczki ładnie pachniały.
kanapa zarzucona serduszkowymi poduszkami, które uszyłam z juty nabytej w wiadomym miejscu kilka lat temu. Leżała i czekała na natchnienie. Wyszło duzo poduszek i równie wiele malutkich serduszek do zawieszania. Serduszka były zresztą wszędzie w różnych postaciach, szmaciane, drewniane i w postaci bombek. Taki napad serduszkowego szaleństwa :-)).
Wszystkim , którzy zaglądają, oglądają i czytają stryszkowego bloga najlepsze życzenia i serdeczne pozdrowienia.
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
sobota, 21 grudnia 2013
"wianek dla Kasi"
Trochę zgrzebny, za to świecący :-)). Zdjęcia na chybcika zrobione chwilkę przed oddaniem.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
poniedziałek, 16 grudnia 2013
wtorek, 10 grudnia 2013
"sówki Eli"
Sówki przyjaciółki. Wichura dostarczyła mi gałązek, które zebrałam prosto z chodnika :-)). Cieńsze namoczyłam i udało mi się jeszcze zwinąć wianek. Na razie wisi i nabiera kształtu. Być może jeszcze jakaś sowa przyleci, albo może jakieś domki, jeszcze nie wiem. Zdecyduję jak wianek nabierze kształtu :-)).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)
środa, 4 grudnia 2013
"sowa i uliczka ze szmatek"
Sowa do zawieszenia, np. na drzwiach zamiast świątecznego wianka, albo gdziekolwiek :-)).
Koleżanka zobaczyła domki na drzwiach i zapytała czy mogłabym uszyć dwie sowy w ramce z gałęzi. Do rysowania talentu to ja nie mam, ale powiedzmy, że narysowałam sobie szablon sowiej postaci i uszyłam taki prototyp. Taki bardziej sowi facet mi wyszedł, a Ela chce dziewczyny, ale myślę, że to już kwestia dopracowania wyrazu sowiego oblicza.
Natomiast dla siebie uszyłam domkową uliczkę. Zaraz po świętach przyjadą dzieci i Piotruszko, więc musi być prawdziwa choinka. Niewielka bo inna się nie zmieści pod skosem z dala od piecyka. Pomyślałam sobie, że uszyję domkową uliczkę wokół doniczki i oto efekt.
serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)
Koleżanka zobaczyła domki na drzwiach i zapytała czy mogłabym uszyć dwie sowy w ramce z gałęzi. Do rysowania talentu to ja nie mam, ale powiedzmy, że narysowałam sobie szablon sowiej postaci i uszyłam taki prototyp. Taki bardziej sowi facet mi wyszedł, a Ela chce dziewczyny, ale myślę, że to już kwestia dopracowania wyrazu sowiego oblicza.
Natomiast dla siebie uszyłam domkową uliczkę. Zaraz po świętach przyjadą dzieci i Piotruszko, więc musi być prawdziwa choinka. Niewielka bo inna się nie zmieści pod skosem z dala od piecyka. Pomyślałam sobie, że uszyję domkową uliczkę wokół doniczki i oto efekt.
serdeczne pozdrowienia ze stryszku :-)
Etykiety:
stryszek; na stryszku zrobione,
szmatkowe robótki
czwartek, 21 listopada 2013
"Przemyślanka z wyboru"
http://turystyka.wp.pl/title,Przemysl-wsrod-najlepszych-europejskich-kierunkow,wid,16180966,wiadomosc.html?ticaid=111b47
Powinniśmy się cieszyć, a jak zwykle narzekamy. wszystko jest źle, ludzie nie tacy i ogólnie do bani. Mieszkam w Przemyślu 20 lat i nie jestem ślepa, nie podoba mi się wiele rzeczy, ale...jak poczytałam komentarze pod artykułem to ręce opadają. Pracując w księgarni poznałam różnych ludzi, w tym pamiętających przedwojenny Przemyśl. Miasto wielokulturowe od stuleci. To właśnie ludzie, których już nie ma stworzyli to co mamy dzisiaj. Wojna zmieniła trzon miasta, jedna trzecia ludności, jaka stanowili Żydzi "odeszła",przepadła bezpowrotnie tworzona przez nich tkanka miasta. Dziś przypomina mam o nich tylko wystawa w Muzeum Narodowym, tablice pamiątkowe , Kirkut i dwie synagogi. W jednej jeszcze chwilowo działa biblioteka , druga to praktycznie ruina. Ukraińcy pozostali i nie są lubianą mniejszością. Jak przyjechałam do Przemyśla i trochę tu pomieszkałam uderzyła mnie "bezinteresowna" niechęć, a w wielu przypadkach wręcz nienawiść do Ukraińców. Było to tym bardziej uderzające, że sami wymagamy szacunku dla Polaków mieszkających we Lwowie , a zupełnie nie poczuwamy się do tego samego z naszej strony. I jakoś nie przekonują mnie gadki jak to Polacy ucierpieli bo moja rodzina w całości pochodzi z terenów dawnej Rzeczypospolitej i naprawdę ponieśli osobiste straty, a jednak żadna babcia nie wychowała swoich dzieci w nienawiści do narodu jako takiego. Ludzie wszędzie są tacy sami , jedni dobrzy, drudzy źli i tyle. Może gdybyśmy przyjęli za życiowe motto stare przysłowie "zgoda buduje, niezgoda rujnuje" lepiej by nam się żyło.
A ja jako ludność napływowa :-)) pozbawiona uprzedzeń, mam różnych znajomych i cenię ich za to jakimi są ludźmi, a nie za to jaką narodowość wpisują w dowodzie. I życzę sobie i miastu, żeby przestano nas postrzegać przez pryzmat tego kto wygrywa wybory i kto jest biskupem. Odwiedzajcie Przemyśl bo to piękne miasto i mieszkają to RÓŻNI ludzie. Zakochałam się w Przemyślu od pierwszego wejrzenia i trwam w tym uczuciu mimo wielu wydarzeń , które podnoszą mi ciśnienie i negatywnie wzbogacają mój słownik inwektyw.
jeden z ulubionych widoków - zakole Sanu niedaleko miejsca gdzie mieszkam :-)).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Powinniśmy się cieszyć, a jak zwykle narzekamy. wszystko jest źle, ludzie nie tacy i ogólnie do bani. Mieszkam w Przemyślu 20 lat i nie jestem ślepa, nie podoba mi się wiele rzeczy, ale...jak poczytałam komentarze pod artykułem to ręce opadają. Pracując w księgarni poznałam różnych ludzi, w tym pamiętających przedwojenny Przemyśl. Miasto wielokulturowe od stuleci. To właśnie ludzie, których już nie ma stworzyli to co mamy dzisiaj. Wojna zmieniła trzon miasta, jedna trzecia ludności, jaka stanowili Żydzi "odeszła",przepadła bezpowrotnie tworzona przez nich tkanka miasta. Dziś przypomina mam o nich tylko wystawa w Muzeum Narodowym, tablice pamiątkowe , Kirkut i dwie synagogi. W jednej jeszcze chwilowo działa biblioteka , druga to praktycznie ruina. Ukraińcy pozostali i nie są lubianą mniejszością. Jak przyjechałam do Przemyśla i trochę tu pomieszkałam uderzyła mnie "bezinteresowna" niechęć, a w wielu przypadkach wręcz nienawiść do Ukraińców. Było to tym bardziej uderzające, że sami wymagamy szacunku dla Polaków mieszkających we Lwowie , a zupełnie nie poczuwamy się do tego samego z naszej strony. I jakoś nie przekonują mnie gadki jak to Polacy ucierpieli bo moja rodzina w całości pochodzi z terenów dawnej Rzeczypospolitej i naprawdę ponieśli osobiste straty, a jednak żadna babcia nie wychowała swoich dzieci w nienawiści do narodu jako takiego. Ludzie wszędzie są tacy sami , jedni dobrzy, drudzy źli i tyle. Może gdybyśmy przyjęli za życiowe motto stare przysłowie "zgoda buduje, niezgoda rujnuje" lepiej by nam się żyło.
A ja jako ludność napływowa :-)) pozbawiona uprzedzeń, mam różnych znajomych i cenię ich za to jakimi są ludźmi, a nie za to jaką narodowość wpisują w dowodzie. I życzę sobie i miastu, żeby przestano nas postrzegać przez pryzmat tego kto wygrywa wybory i kto jest biskupem. Odwiedzajcie Przemyśl bo to piękne miasto i mieszkają to RÓŻNI ludzie. Zakochałam się w Przemyślu od pierwszego wejrzenia i trwam w tym uczuciu mimo wielu wydarzeń , które podnoszą mi ciśnienie i negatywnie wzbogacają mój słownik inwektyw.
jeden z ulubionych widoków - zakole Sanu niedaleko miejsca gdzie mieszkam :-)).
Serdeczne pozdrowienia ze stryszku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)