poniedziałek, 12 lipca 2010

"Jarmark garncarski w Medyni Głogowskiej"

W niedzielę zadzwonili znajomi, że wybierają się na Jarmark garncarski do Medyni Głogowskiej i mają miejsce w samochodzie. Pojechalam oczywiście bardzo chętnie. Z niejakim wstydem przyznaję , że nie miałam pojęcia ani o owej Medyni, ani o tym, że to zagłębie lepienia czy też toczenia garnków glinianych. Wioska leży około 60 km od Przemyśla. Jarmark jest tam organizowany og kilkunastu lat i muszę przyznać, że cieszy się najwyraźniej wielkim powodzeniem, bo takich tłumów to dawno nie widziałam. Można sobie obejrzeć Zagrodę garncarską

wnętrze chaty, aczkolwiek trudno było zrobić jakieś szczególnie fajne zdjęcia bo w oczy właził np.: czajnik elektryczny na piecu przy glinianych garnkach, albo plastikowe wiadro z mopem w sieni :-(. Może to i był zabawny element, ale chyba niezupełnie o to chodzi


zestaw dla praktykującej z zapałem praczki :-))




kolo garncarskie ze wspomaganiem :-)

wyjątkowo cierpliwe osoby mogły spróbować swoich sił, niestety trzeba było czekać w długachnej kolejce, a upał był niemożliwy, ale robią tam wakacyjne warsztaty, wiec kto wie może spróbuję...

piec w chacie (nie wiem czy ta skóra z dzika stanowi element niezbędny przy wypalaniu, czy też to taki "dizajn" ;-), coby hm ładniej było?)

inny piec na podwórku

i cos co mnie niezmiernie ucieszyło, prawdziwe jarmarczne zabawki :-)), słońce było okropne i kolory niezbyt wierne, ale i tak sama radość

na terenie zagrody kramy były tylko z polskim rękodziełem. Mogło się podobać, albo nie, jak wiadomo to rzecz gustu, ale była to nasza własna twórczość, a nie chińska. Oczywiście chińszczyzna również była i fruwające krokodyle, ale poza zagrodą. Do pełnego szczęścia zabrakło mi tylko obwarzanków na sznurku :-).


tu już mniej ludowo, ale też przyjemnie

nabyłam sobie oczywiście miejscowy wyrób. Oprócz "cudowności" będących ukłonem w stronę turystów nie brakowalo tradycyjnych, zupełnie zwyczajnych wiejskich dzbanków i garnków za naprawdę niewielkie pieniądze.

Pozdrawiam serdecznie :-)

sobota, 10 lipca 2010

"Noc Kupały cd."

Przy zapadającym zmierzchu zapłonęły ogniska i śpiewający korowód przeszedł w stronę Sanu.

Były tez wspólne skoki przez ognisko, niestety przez niedostatek umiejętności uwieczniłam to w charakterze zmaz przeróżnych, więc jakby lepiej było tego nie pokazywać.

Potem najpierw młodzieńcy ustawili się w rzece oczekując na śpiewające dziewczęta :-)

dobrze, że dzień był upalny i woda nieco się ogrzała.


pierwszy wianek płynie

Możecie nie wierzyć, ale ten wir to nurkujący chłopak. Rzucił się w nurt z prawdziwym poświęceniem :-) i wzbudził ogromny podziw i aplauz tłumu ludzi na brzegu.

inni wyławiali wianki już bez takiego poświęcenia

ciekawe czy wianki były wybierane na chybił yrafił, czy jednak chłopcy polowali na konkretne? :-)

"Noc Kupały"

Mamy dzisiaj w Przemyślu imprezę organizowaną przez miejscowy oddział Związku Ukraińców w Polsce czyli Noc Kupały. Na wejściu wyglądało jak na każdym innym jarmarku. Czyli "cudowna"chińszczyzna i balony z Myszką Miki. Mialam nadzieję, że jak zapewniały reklamy na plakacie bedzie kiermasz rękodzieła i warsztaty. Ciut rękodzieła było i owszem, ale takiego mocno dla turystów niestety. Żadnych warsztatów nie udało mi się zobaczyć, a byłam bardzo ciekawa jak się robi lalkę "krywulkę" cokolwiek to jest :-(. Najbardziej podobały mi się hafty nad, albo pod ;-) straganami z jadłem i napitkiem.







Po oficjalnym otwarciu imprezy, czyli jak zwykle władze miejskie i związkowe zaczęła się część artystyczna. Występowały dzieci i młodzież z Zespołu Szkół Ukraińskich w Przemyślu. I tu musze powiedzieć, że tylko można im pozazdrościć szacunku dla kultury i tradycji. Ale może to już tak jest, że najbardziej dbają o to mniejszości narodowe. Występy były naprawdę miłe dla oka.








Najbardziej podobał mi się występ Kwartetu ze Lwowa. Panowie śpiewali tak, że ciarki chodziły po plecach i nawet nagrałam film. Wprawdzie tylko aparatem i dość nędznie, ale miałam nadzieję, ze chociaż trochę odda to co zaprezentowali. Niestety póki co nie udało mi się dodać filmu :-(. Najwyraźniej coś sknociłam, więc może ktoś mi poradzi jak to zrobić?

wtorek, 29 czerwca 2010

"ospaluchy i Nora florystka"

postanowiłam sobie zrobić przerwę i pocieszyć się kotami. Szyłam taka niby roletę i niestety żle zmierzyłam :-(. Musze teraz wymyślić co z tym zrobić, ale chwilowo pomysłu ani ani. Więc poprawiam sobie nastrój kotami, które są w tej dziedzinie niezawodne. Można im się przyglądać bez końca. Ciepło dzisiaj, więc oddają się lenistwu :-)






i jeszcze to co zwykle dzieje się z kwiatkami w domu. Tym razem winowajca przyłapany na gorącym uczynku. Było tak, ale jak widać niektórzy mieli inna wizję

poprawiamy...

no, teraz jest tak jak się kotu podoba, jeszcze ostatni rzut oka i można się udać na zasłużony odpoczynek
koty śpią, a ja idę kombinować jak naprawić to co zepsułam, ech....

niedziela, 27 czerwca 2010

"łazienka"

Chciałam zrobić zdjęcie pokazujące jak największy kawałek, ale tylko tyle mi się udało

specjalnie dla Joanny :-)). Starałam się pokazać rzeczywistą wielkość kawałka przedpokoju. Jak widać odleglości między drzwiami są naprawdę niewielkie.


Łazienka ma jedną ściętą ścianę, są na niej osadzone drzwi. Jest najwyższym pomieszczeniem w mieszkaniu. Dochodzi do szczytu dachu. Na szczęście przez to, że przecina ją jedna belka, a druga jest przy ścianie z kabiną nie wygląda jak 4-ro metrowa studnia. Belki zasłaniają też bojler, który nie jest jakoś szczególnie ozdobny ;-). Na początku wyglądała koszmarnie. Po otwarciu drzwi zobaczyłam zielone ściany, podłogę z płyty, a w niej dwie dziury. Ze ścian sterczały rury i kable. Budżet był delikatnie mówiąc wykluczający wszelakie ekstrawagancje, a i wielkośc pomieszczenia narzucała konkretne rozwiązania. Od razu zdecydowałam, że wykorzystam regał z pokoju, który tak naprawdę nie zajmie dużo miejsca, a zmieści sporo rzeczy. Teoretycznie można było zamontować małą narożną wannę, ale wtedy nie byłoby już miejsca na umywalkę, więc stanęło na kabinie. Umywalka jest niewielka, chociaż podobała mi się całkiem inna. Niestety po zrobieniu papierowego modelu podstawy okazało się , że dochodzi do połowy kabiny. Nie wyglądało to zbyt ładnie, poza tym nie bez znaczenia było to , że sama umywalka kosztowała więcej niż ta mała z szafką. Głównym elementem pomieszczenia jest regał, więc niejako do niego dostosowałam resztę. Kafelki są matowo -białe, a fuga i ściany to pastelowy jaśmin. Podstawa jest zupełnie neutralna, więc jak kiedyś opatrzy mi się czerwień, wystarczy zmienic dodatki :-). Najwięcej kosztowała podłoga , ale nie mogłam się oprzeć i zafudowałam sobie bambusowe deski. Pan Zygmunt, który jest twórcą łazienki (i cudownym fachowcem, bo robi dokładnie to co się chce i nie narzuca swojej koncepcji) nie był przekonany do drewnianej podłogi, ale po skończeniu pracy przyznał, że to był dobry pomysł. W sumie jestem zadowolona, chociaż podobały mi się inne rzeczy, z których po dokładnych obliczeniach zawartości portfela musiałam niestety rezygnować.